2016 r. już w toku, pierwsze kilometry wybiegane, a ja dopiero teraz zabieram się za podsumowanie biegowe 2015 r.

Nie przebiegłam maratonu w wymarzonym czasie, nie zrobiłam życiówki w Życiowej Dziesiątce, nie wbiegłam na Szyndzielnię. I jakby mniej medali mi przybyło. I co? I to był dobry biegowo i nie tylko biegowo rok.

Cele na 2015 r.:

  • maraton w Paryżu i czas w okolicy 4.10-4.15

Wywindowałam sobie cel! I go nie osiągnęłam. Maraton pobiegłam co prawda najszybciej z dotychczasowych, ale z trudem zrobiłam PB. Zaledwie o minutę poprawiłam czas z poprzedniego maratonu w Warszawie. Wszystko było idealnie do półmetka, później coraz wolniej. W Paryżu zaskoczyła mnie pogoda. Nie miałam kiedy się do niej przygotować. Jeszcze przed wyjazdem biegałam w Bielsku-Białej w zimowej kurtce, a w czasie Świąt Wielkanocnych sypał śnieg. W Paryżu biegłam w najcieńszych ciuszkach biegowych, było ciepło – dla mnie za ciepło, a po biegu miałam piękną opaleniznę.

Maraton w Paryżu był natomiast świetną okazją do zobaczenia miasta, o którym marzyłam. Dla żartu zapisałam się na losowanie i zostałam wylosowana. Postanowiłam więc spełnić swoje wielkie marzenie i pojechać do Paryża. Piękna trasa maratonu, można zwiedzać miasto biegnąc i zobaczyć najładniejsze miejsca. Niesamowity klimat – ponad 40 tys. uczestników, cały bieg w tłumie biegaczy, nie ma ani chwili na samotność. Łatwo spotkać Polaków i chociaż wymienić się pozdrowieniami.

Przed maratonem – super Bieg Śniadaniowy, świetne śniadanie na mecie i koszulka finiszera, w której lansuję się w moim mieście 🙂

  •  jesienny maraton w pięknym miejscu, połączenie bieganie ze zwiedzaniem – może w Budapeszcie…

O wyjeździe do Budapesztu mówiłam już na tarasie w Paryżu popijając wino. Ostateczna decyzja zapadła pod koniec kwietnia. Biegowo – udało się przebiec od startu do mety, jednak bez poprawy czasu na tym dystansie. Super wyjazd turystyczny, choć na zwiedzanie miasta nie było zbyt wiele czasu. To co najładniejsze udało się nam zobaczyć, mam zamiar jeszcze tam wrócić turystycznie.

  • bieganie po górkach – niekoniecznie w zawodach, więcej górskich wycieczek

Tylko dwie górskie wycieczki – jedna na początku lipca w Beskidzie Małym skończyła się wizytą na pogotowiu i szczepieniem na tężec. Druga – na mojej ulubionej trasie Dębowiec – Szyndzielnia – Klimczok – Błatnia -Dębowiec i znowu udało mi się pobiec tam ciut szybciej.

  • mniej zawodów, a jeśli to w okolicy (kameralne biegi) albo połączenie ze zwiedzaniem miejsc, w których jeszcze nie byłam

Zawodów rzeczywiście było niewiele – 3 półmaratony: Kraków, Żywiec, Rybnik, 2 maratony i Festiwal Biegowy w Krynicy – 15 km, półmaraton i 10 km.

  • dużo radości, zero kontuzji 🙂

Swój największy sukces zostawiam na koniec. Nie ma nic wspólnego z liczbami – kilometrami i czasami. Biegam pięć lat i z wyjątkiem zapalenia ścięgna, którego nabawiłam się w pierwszych tygodniach, nie mam żadnych problemów znanych wielu biegaczom. Nic mnie nie boli – czasem tylko mięśnie czuję bo dobrze przepracowanym treningu. Radość z biegania też mam, więc będę biegać dalej. Lubię ten poziom endorfin po biegu 🙂

Jestem zadowolona, bo przebiegłam dwa maratony, oba w całości bez maszerowania. W marcu wreszcie złamałam dwie godziny w półmaratonie – w Krakowie pobiegłam z Piotrem w 1.59.17. Tydzień później pobiegłam połówkę w Żywcu, która do tej pory była dla mnie za trudna. W Krynicy pobiegłam 3 biegi dzień po dniu. Super bieg na 15 km, trochę gorzej na 10 km i po raz drugi przebiegłam półmaraton, poprawiłam w nim czas sprzed roku i w całości go przebiegłam. Tym samym trzeci raz w ciągu 3 dni wbiegłam w górkę, na którą rok wcześniej maszerowałam.

Rzutem na taśmę, a może na tamę w Goczałkowicach w pewien chłodny wieczór grudniowy przebiegłam 10 km w czasie poniżej 54 minut – 53.08.

I w ciągu pięciu lat biegania, przebiegłam najwięcej kilometrów w ciągu roku – ponad 2100, mimo, że miałam dwie dwutygodniowe przerwy po maratonie.

Cele na 2016 r.

Dwa maratony – jeden w Łodzi, tam gdzie dwa lata temu debiutowałam, a drugi być może we Florencji, czyli połączenie biegania ze zwiedzaniem i przyjemnością jedzenia.
Poprawić czas z półmaraton – jeszcze nie wiem kiedy i gdzie.
Poprawić czas na 10 km – na poniżej 55 minut podczas zawodów.

Ale ważniejsze jest coś innego. Coś co docenił TomTom i wkrótce dzięki akcji „Podziel się swoim celem na 2016 r.” będę biegać z zegarkiem tej firmy.

Napisałam tak prosto z serca i to jest dla mnie najważniejsze:

Tak jak od 5 lat mieć wielką radość z biegania! Biegać z radością, uśmiechać się na starcie i na mecie i cieszyć z każdego przebiegniętego kilometra. Cele też są! Maraton w Łodzi, gdzie dwa lata temu debiutowałam, a jesienią we Florencji. Biegać, biegać i biegać 🙂

A Wy, co planujecie w 2016 r.?