Ich szczyty mają raptem kilkaset metrów wysokości nad poziom morza, a najwyższy szczyt położony już na Słowacji – Busov – zaledwie o dwa metry przekracza tysiąc. Mowa o Beskidzie Niskim, górach które przez lata omijałam.

Do czasu jednak…

Co takiego się wydarzyło, że tam pojechałam i doceniłam to miejsce? Zapraszam do lektury najnowszego, lutowego numeru Magazynu Turystyki Górskiej NPM.

Dla czytelników bloga coś ekstra, co nie zmieściło się na czterech stronach 🙂

Tegoroczny wyjazd upłynął pod znakiem braku śniegu. Nie ma co kryć – biały puch tylko dodaje urokowi Beskidowi Niskiemu. Gdyby komuś zabrakło pomysłów na wycieczki – do powyższych dodam jeszcze dwa. Podczas ubiegłorocznych Świąt Bożego Narodzenia, w zimowej szacie zdobyliśmy dwa najwyższe szczyty. To Lackowa (po polskiej stronie) i Busov (po słowackiej stronie).

Lackowa i Busov

Już podczas pierwszej zimowej wyprawy w Beskid Niski zdobyliśmy z Piotrem dwa najwyższe szczyty tego pasma. Polski – Lackowa (997 m npm) i słowacki Busov (1002 m npm). Na Lackową weszliśmy nawet dwukrotnie – pierwszy raz z Wysowej przez Ostry Wierch i Przełęcz Pułaskiego. Drugi raz z Przełęczy Beskid. Zachęcający był dla pomysłodawcy tej wycieczki opis z przewodnika – zachodnia ściana Lackowej to najstromszy w Beskidzie Niskim odcinek szlaku, średnie nachylenie 30%, a momentami znacznie większe. Na dodatek różnica wysokości na zaledwie kilometrowym odcinku to 300 metrów. I rzeczywiście pnąc się z trudem pod górę, a momentami trzymając drzew by zachować równowagę, przypominam sobie w swojej ignorancji dla tych gór. Ot, dostałam nauczkę.

Na Busovie nie mogło nas zabraknąć. Nie dość, że najwyższy szczyt Beskidy Niskiego, to jeszcze przewodnik mówi wprost – wycieczka dla ambitnych czyli dla nas. Jest jeszcze jeden argument. Mamy w portfelu kilka euro, a po drodze wieś Cigelka. A tam musi być sklep, a w nim moja ulubiona czekolada – Studentska. Kiedy Piotr przyznaje, że jej nigdy nie jadł – nie ma odwrotu. Będzie i Busov i czekolada. Jeszcze jedna wskazówka się przydała – za cygańskim osiedlem szlak odbija w lewo, a miejsce gdzie wchodzimy na leśną ścieżkę jest gorzej oznakowane. Rzeczywiście aż na szczyt wypatrujemy kolejnych znaków na drzewach i ścieżki, którą przed nami od kilku dni nikt nie szedł. Na górze robimy sobie zdjęcie i wpisujemy się do pamiątkowego zeszytu.

Ciąg dalszy nastąpi… wszystko wskazuje na to, że to nie ostatni wyjazd w Beskid Niski.