Zawody biegowe to dla mnie święto. Takie jak dla innych impreza rodzinna, studniówka, uroczystość wręczenia nagród… itd. itp. A skoro święto to odświętny ma być mój strój. I dokładnie tak samo jak inni przed imprezą rodzinną, studniówką czy uroczystością wręczenia nagród – ja planuję w czym wystąpię/pobiegnę.

Nie zawsze tak było. Zaczynałam swoją przygodę z bieganiem w starych, mocno sfatygowanych butach sportowych, wyciągniętej z dna szafy szaroburej koszulce (na szczęście technicznej, bo trekingowej) i zupełnie przypadkowych getrach. Dziś szufladę z biegowymi rzeczami dopycham kolanem, każdego miesiąca przybywa mi rzeczy – szybciej niż tych „codziennych”, co impreza to nowa kreacja (oczywiście wcześniej przetestowana na treningu, ale to dla biegaczy oczywiste!) i z utęsknieniem wypatruję już wiosennych kolekcji kilku ulubionych firm biegowych.

Szarobure koszulki i przypadkowe getry oraz stare buty – te w pierwszej kolejności – z czasem zastąpiłam nowymi. Z czasem – czyli gdy okazało się, że bieganie nie jest kaprysem czy przygodą, ale oby trwającą jak najdłużej pasją. Im dłużej biegałam, tym strój biegowy okazał się ważniejszy. Strój na swój pierwszy maraton odpowiednio wcześniej zaplanowałam – choć wtedy sięgnęłam do już używanych przeze mnie wielokrotnie rzeczy. Czarno-różowe spodenki, różowa koszulka, różowe skarpetki i czarno-różowe buty. Wszystko idealnie skomponowane. Drugi maraton też jeszcze nie był modowym popisem. A okazał się nawet małą wpadką. Czarne spodenki, odpowiednio wcześniej przygotowane i różowa koszulka – prezent od Piotra, który zresztą pobiegł w takiej samej. Skarpetek już nie pamiętam. Przyjeżdżamy na stadion, przebieram się, a tu coś dziwnego… Patrzę w dół, a w moich getrach wielka dziura. Ta dziura omal nie zepsuła mi biegu! Bo żadnego zapasowego stroju nie miałam. Od tej pory na zawody zabieram nawet kilka kompletów – a to ze względu na pogodę, ale także na nieprzewidziane wpadki, które oznaczają niepotrzebny stres.

Do trzeciego maratonu podeszłam już profesjonalnie 🙂 Paryż zobowiązuje! Nie pobiegnę byle jak, a więc i nie w byle czym! W kompletowanie stroju zaangażowałam znajomą biegaczkę i jej sklep Norafsport. Dostałam od niej mnóstwo fajnych ubrań i możliwość nieskrępowanej, wielokrotnej przymiarki we własnym domu, a nawet w wybór stroju zaangażowałam moich znajomych na FB. Skompletowałam cztery zestawy, zrobiłam sobie zdjęcia i dałam im głos. Miałam oczywiście swojego faworyta. Do Paryża pojechały dwa zestawy i w rezultacie pobiegłam w tym adekwatnym do pogody.

Dwa komplety do dużo? Do Krynicy w ubiegłym roku zabrałam trzy precyzyjnie przemyślane zestawy – każdy na inny bieg! A miałam jeszcze coś na zapas.

Wtedy też – po maratonie w Paryżu w kwietniu 2015 r. – zapałałam wielką pasją do biegowych spódniczek i kolorowych strojów. Koniec z czernią wszechobecną! W moich biegowych ciuchach dominują kolory jakich na co dzień nie ubieram – róż im intensywniejszy tym lepszy, pomarańczowy jak u pracowników robót drogowych i żarówiasty zielony, a może to już żółty. I wzory! Te pokochałam dzięki Nessi, a przy okazji odkryłam, że to firma zza miedzy czyli z Kęt. Właśnie kupiłam kolejne spodnie ¾, przetestowałam je przed żywieckim półmaratonem i czekam na wiosenną kolekcję. Wiem, ubrania nie są tanie! Sama kupuję tam głównie na wyprzedażach, czy jak ostatnio skorzystałam ze zniżki z okazji Dnia Kobiet. Ale nawet jeśli macie zaczekać na promocję to warto. Kolory cudowne, a jakość i dbałość o detale wyjątkowa. Dziś np. odkryłam, że kieszonka w moich nowych getrach pozwala głębiej wsunąć klucze, a jak włożyłam paczkę chusteczek, to miałam pewność, że ich nie zgubię, nie było też charakterystycznego dzwonienia. W poniedziałek z pewnością obejrzę w czym będzie się biegało wiosną. Nessi uchyliło już rąbka tajemnicy pokazując swoją pierwszą biegową spódnicę. Powstrzymałam się przed jej kupnem i czekam na nowe wzory. Na koniec jak już wydaję kasę na zakupy, to pamiętam, że wspieram polską firmę.

Moim ubiegłorocznym odkryciem jest pewna polska firma ze wsi Rokiciny Podhalańskie czyli Attiq. Ubiera nie tylko biegaczy, ale też miłośników rowerzystów, narciarzy – skitourowców i turystów górskich. Mój pierwszy zakup to różowo-grafitowe getry, pasująca kolorystycznie opaska, a dla pewnego biegacza czapka z łosiami. Ceny biegowych rzeczy niższe niż u poprzedników, wzorów co prawda mniej, ale jakość również wysoka. Co jakiś czas zerkam na stronę internetową wypatrując wiosennych nowości, tu też pewnie wydam jeszcze parę złotych. I jeszcze plus za obsługę – wszystkie ubrania zamawiałam przed Bożym Narodzeniem, miały trafić do paczkomatu, ale firma sama z siebie zaproponowała wysyłkę kurierem i zamówienie trafiło do mnie na czas, bez dodatkowych kosztów. Duży plus za indywidualne podejście do klienta!

W tej ofercie spódniczek niestety brak, a ja kocham spódniczki biegowe. W końcu jestem kobietą! Za mało jeszcze spódniczek w ofertach sklepów dla biegaczy. Marzy mi się taka falbaniasta.. ech, marzy. Ale powiem Wam jeszcze o swojej ulubionej. Tym razem pochodzi ona z pewnego bielskiego secondhandu! Gdy zobaczyłam ją na zdjęciu na FB wiedziałam, że w poniedziałek będę stała pod drzwiami jeszcze przed otwarciem sklepu. Marka: Adidas, kolory: różowe spodenki i zielona spódniczka! Cudo za grosze. W dodatku w rozmiarze S, więc wszystko się idealnie zgrało.

Przesadzam z tymi ciuchami? To policzcie ile czasu przeznaczam/przeznaczacie na bieganie? Kilka godzin tygodniowo! W tym czasie też chcę wyglądać ładnie, atrakcyjnie i kolorowo. To co, że pot cieknie mi stróżką po plecach. A pamiątkowe zdjęcie z zawodów? Jest dla mnie tym samym czym dla innych zdjęcie na ściance. Trafi na FB, do albumu, będę się nim chwalić, a może nawet oprawię w ramkę!

Strój na żywiecki półmaraton już jest – jak na pierwszy dzień wiosny będzie kolorowo i wzorzyście. Tylko w czym ja pobiegnę maraton w Łodzi? Podpowiedzi? Sugestie? Bardzo mile widziane. Dziewczyny podzielcie się informacjami w czym najchętniej biegacie, gdzie kupujecie biegowe ubrania i jak się wyróżniacie strojem.

Szata zdobi biegacza! Ma być kolorowo i radośnie. Wieczorową porą, po zmierzchu, kolorowy strój to jeszcze jedna zaleta: bezpieczeństwo.