Kogo z nas nie dotyczy… parcie na wynik, na rekordowy czas, na najdłuższy dystans, na największą liczbę uczestników…

Kocham bieganie i lubię startować w biegowych imprezach. Wróćcie do tego zdania, gdyby ogarnęło Was oburzenie na mnie i na to co za chwilę przeczytacie. Bo będzie tu trochę ironii.

Z roku na rok przybywa biegaczy. Bieganie jest zdrowe, ale i modne. Modne jest też startowanie w imprezach, zdobywanie medali, osiąganie coraz lepszych czasów. Modne i popularne na portalach społecznościowych. Ja też biorę udział w tej modzie. Wrzucam zdjęcia, chwalę się wynikami, zarażam bieganie i zachęcam do wspólnego biegania.

Skoro rośnie popyt na imprezy biegowe, rośnie też ich podaż. Właśnie rozpoczął się kolejny sezon. Tylko gdzie ta wiosna przyszła jako pierwsza – w Krakowie, Gdyni czy może w Żywcu? Imprez biegowych jest tak wiele, że czasem trudno się zdecydować gdzie pobiec, gorzej gdy te ulubione nagle wypadają w tym samym terminie.

A organizatorzy idą na rekord.

Dla mnie w tym roku wiosna rozpoczęła się półmaratonem żywieckim. Rok temu też tam biegłam – więc mam porównanie.

Tym razem już od tygodni na oficjalnej stronie Półmaratonu dookoła Jeziora Żywieckiego oraz na fanpagu organizatorzy chwalili się, że bieg będzie rekordowy. Rekordowa miała być liczba uczestników – numery startowe odebrało 2231 zawodników. Proste zadanie z matematyki: ile potrzeba kubeczków by napoić 2231 biegaczy. Licząc wprost minimum 2231 – łatwe do przewidzenia. Do tego można dodać rezerwę, bo wiadomo – ktoś weźmie dwa. Rok temu biegłam z własną butelką wody i mijałam ludzi, którzy nie mogli się napić. Woda była, ale nie było jej do czego nalać. Dziewczyna obok mnie złapała w znacznej części opróżnioną już 10-litrową butelką i pobiegła z nią. Trochę wypiła resztę wylała, a butlę porzuciła w rowie. Rok temu na mecie nie dla wszystkich wystarczyło wody w butelkach – dla mnie już nie. A przypomnę tylko, że jednym ze sponsorów jest producent wody mineralnej!

W tym roku własnej wody nie miałam – liczyłam na cztery punkty odżywcze zapowiadane przez organizatorów. Zgodnie z regulaminem na 6, 10, 15 i 19. km. Wpadam na pierwszy, chcę łyka wody, a tu trwa nalewanie wody. Nie czekam, biegnę dalej. Na 10. to już koniecznie muszę się napić. Jest woda – nie ma kubeczków. Nie ma ich w ogóle. Harcerze bezradnie rozkładają ręce. Nie mają więcej kubeczków. A ja dobrze wiem, że choć biegnę na ponad 2 godziny, za mną jeszcze spora grupa biegaczy i będzie równie rozczarowana. Harcerze znaleźli wyjście – nastawiam dziubek a oni precyzyjnie odmierzają mi dwa łyki. I lecę dalej. Na kolejnych punktach wszystko poszło już sprawnie – na mecie też była woda. I żeby nie było, że ja tylko minusy widzę – super żurek ostro przyprawiony z białą kiełbasą, drożdżówki, herbata i medal. Choć już w domu przeczytałam – że upragniony krążek też nie dla wszystkich!

Półmaraton dookoła Jeziora Żywieckiego odbył się już po raz 17. Organizatorzy mają wiedzę, sprawdzoną ekipę i sponsorów. Skoro idziemy na rekord uczestników, to rekordowa będzie też ilość medali i kubeczków.

Jest popyt – jest i podaż? Wiele imprez biegowych wprowadza limit uczestników – kto pierwszy ten lepszy i ma pakiet startowy. I wodę i medal na mecie.

Imprez biegowych przybywa – ale są takie, które „zabłysną” jedną edycją i gasną i lepiej żeby nikt o nich nie pamiętał. Dwa lata temu w czerwcu skusiliśmy się na Półmaraton w Poraju – też wokół jeziora. Kolejnej edycji już nie było. Organizatorzy źle oznaczyli trasę – biegacze wpadli wprost na ruchliwą drogę. Dla jednego z nich w tym miejscu skończył się bieg – wpadł pod samochód! Wody też zabrakło. Do dziś pamiętam smak wody ze studni, którą na leśnej ścieżce podawała starsza pani. Gdyby nie ona, chyba bym nie dobiegła do mety.

Parcie na rekord… czy każde kolejne zawody muszą być rekordowe? Rekordowy wynik – PB, rekordowa frekwencja… a może wystarczą rekordowo wysokie oceny uczestników? Przed chwilą usłyszałam, że biegacze z czołówki wyśmialiby organizatorów, gdyby dostali wodę wprost do dziubków a nie do kubeczków. Ja w elicie nie biegłam i pewnie nigdy nie pobiegnę. Mam powiedzieć, że w Maratonie w Paryżu biegnie ponad 40 tys. osób i jest woda dla wszystkich? W butelkach 0,3 l! Super wygodne rozwiązanie.

Na plus dla Półmaratonu dookoła Jeziora Żywieckiego powiem, że trasa jest urokliwa, wymagająca i nie ma miejsca na nudę, żurek na mecie – świetnie przyprawiony, a drożdżówki smaczne. I start w tym półmaratonie nadal będę polecać, ale jeśli dam organizatorom trzecią szansę to już nie zaryzykuję i pobiegnę z własną wodą.

żywiec