Przeskakuję z kamienia na kamień. Pokonuję ostatnie metry niebieskiego szlaku. Już ją widziałam z góry, ale za chwilę znowu stanę na progu. Za chwilę. Bo przecież od ostatniego pobytu minęła zaledwie chwila. Chwila… liczę i liczę i nic innego mi nie wychodzi. Ta chwila to … 21 lat. Niemożliwe! Liczę jeszcze raz i inaczej być nie chce. Byłam tu pierwszy i ostatni raz rok przed maturą czyli z dużym prawdopodobieństwem jesienią 1995 roku. A mamy 2016, też prawie jesień. Ja tych 21 lat nie czuję, wręcz przeciwnie docieram tu szybciej niż wtedy, droga do Strzechy Akademickiej to rzut beretem, a ja śmigam po kolejnych górkach.

Samotnia, bo o niej mowa, czyli jedno z najstarszych i najpiękniej położonych schronisk w Karkonoszach. Gdzieś zaginęło w moich pudłach zdjęcie schroniska położonego nad Małym Stawem. Ale ja pamiętam – wczesny poranek, ciepłe światło i jesienne kolory. Spędziłam tam jedną noc, ale wiele lat później gdy na FB rozegrała się akcja „Ratujmy Samotnię” bez wahania podpisałam się pod petycją w obronie schroniska i jej dotychczasowych, wieloletnich gospodarzy.

Tyle zostało mi wspomnień z tamtego pierwszego i jedynego pobytu w Karkonoszach. Owszem, byłam wtedy na Śnieżce, widziałam świątynię wikingów Wang i jeszcze jakieś sztolnie (prawdopodobnie w Kowarach). Pamiętałam jeszcze charakterystyczne formy skalne. I tyle. I znowu przez lata nie było mi tam po drodze. 350 km to na krótki wypad stanowczo za daleko, nawet jeśli mam do dyspozycji wygodną autostradę. Jak to się stało, że tym razem prawie jesienny urlop spędzam w Karkonoszach? Ano miała być Grecja, ale jakoś wyprzedał się nasz hotel. Innego nie chciało mi się szukać. Na hasło klimatyczna agroturystyka Google proponuje mi śliczny obiekt z widokiem na górę i ruiny Zamku Chojnik. Niestety nie ma wolnego pokoju. Powiększam mapę i oglądam kolejne zdjęcia. Tak trafiam na Szczęsnowo, gdzie szczęśliwie wszystko się układa – termin, lokalizacja, cena i mili gospodarze. A szlaki zaczynają się zaraz za płotem więc jedziemy!

Pierwszego dnia poznajemy okolicę. Najbliżej mamy na Zamek Chojnik. Główna atrakcja okolicy zaliczona, mnie nie pasuje tłum ludzi, ale w końcu jest sobota i piękna pogoda… Wystarczy jednak skręcić na zielony szlak w kierunku Jagniątkowa, by rozkoszować się ciszą i spokojem. Tutaj nie ma już nikogo. Odkrywamy kolejne ścieżki, trasy rowerowe i drogi leśne, całość tworzy gęstą sieć, którą zamierzam wykorzystać do biegania. Cudowne miejsce! Wieczorem „wczytuję” mapę we własną pamięć, żeby na niedzielnym bieganiu się nie pogubić (i tak się pogubiłam, ale do domu trafiłam po 17 km). Piotr ma ambitny cel – będzie biegł na Przełęcz Karkonoską (1198 m npm) – znaną także z najcięższego podjazdu kolarskiego z Podgórzyna. Kilka dni później schodzimy tą drogą. Mam dość, a właściwie dość mają moje kolana – tego asfaltu i nachylenia. Piotrek kilka razy ogląda się za siebie, coraz bardziej dumny, że wbiegł na tę Przełęcz. Mijamy rowerzystę. Pnie się powoli do góry, do mnie docierają mruczane pod nosem przekleństwa. Kilka minut później znowu nas mija. Tym razem gna w dół na łeb na szyję. Z jaką prędkością zjeżdżał z tej górki – zastanawiam się, ale chyba wcale nie potrzebuję znać odpowiedzi. Jakimś cudem minął się bezpiecznie z podjeżdżającym na górę samochodem straży granicznej.

W trakcie tego ponad tygodniowego pobytu oczywiście zobaczyliśmy to co w Karkonoszach NAJ. Najwyższe – Śnieżkę, najbardziej spektakularne – kotły polodowcowe – Śnieżny, Łabski, Łomniczki i Biały Jar, najbardziej strome – droga z Przełęczy Karkonoskiej, najładniejszy wodospad – Kamieńczyka w Szklarskiej Porębie. Tam, tak jak my, spotkacie całkiem sporo turystów. Ale są takie miejsca, gdzie można być zupełnie samemu a wokół jest bajecznie pięknie. Na tej mojej prywatnej liście NAJ jest Sowia Dolina – jedna z najciekawszych i najpiękniejszych w Karkonoszach. My wybraliśmy ją jako mniej typowy wariant zdobycia Śnieżki. Polecam też tzw. Tabaczaną Ścieżkę – zielony szlak na Przełęcz Okraj z wariantem i podejściem do Ponurej Kaskady – to dawna droga przemytnicza w Karkonoszach, a także  zielony szlak z Przełęczy Karkonoskiej do grupy skał Pielgrzymy (najkrótszy, zaledwie 15-minutowy szlak prowadzi od Słoneczników, zielony gwarantuje jednak niezapomnianą wędrówkę przez torfowiska). Warto też zejść do naszych sąsiadów – z Przełęczy pod Śnieżką wybrać niebieski szlak w kierunku schroniska Luční bouda, a stamtąd wrócić do Polski Bursztynową drogą (ta nazwa to rezultat błędnego tłumaczenia). O tym, że w schronisku działa mini browar (otwarty na początku sierpnia przez Prezydenta Republiki Czeskiej Vaclava Klausa) dowiedziałam się już w domu – koniecznie trzeba będzie tam wrócić. Innego dnia schodzimy na czeską stroną z Mokrej Przełęczy. Tym razem dotrzemy do źródeł Łaby, po drodze do czarnego szlaku w kierunku Jagniątkowa mijając aż pięć schronisk (czasem bardziej hoteli górskich na kilkaset miejsc). Odległość między niektórymi to zaledwie kilometr. Degustując piwo w każdym z nich można mieć poważne problemy – zatem stanowczo nie polecam. Polecam natomiast zaopatrzyć się w korony czeskie, bo choć można zapłacić naszą rodzimą walutą to przelicznik jest delikatnie mówiąc nieuczciwy (5 koron to złotówka). Zgodnie z tym przelicznikiem kluchy z borówkami kosztują 27 złotych, a przy obecnym kursie korony powinny 22 zł. Dwa obiady i dwa piwa robią już sporę różnicę, więc tym razem obejdziemy się smakiem. Na szczęście widoki rekompensują straty. Na tej prywatnej liście jest jeszcze najpiękniejszy widok – ze Skalnego Stołu (niebieski szlak z Przełęczy Okraj lub żółtym z osady Budniki).

Zdecydowanie polecam także opuścić główny grzbiet Karkonoszy i zejść w doliny. Tylko wtedy dotrzecie do Wodospadu w Podgórnej, Japońskich Ogrodów, zobaczycie Kaplicę św. Anny na Grabowcu (to specjalnie dla biegaczy – nabierzcie wody w usta z Dobrego Źródła i nie połykając jej, obiegnijcie budynek 7 razy, a zyskacie szczęście w miłości). Moim prywatnym hitem jest jednak wizyta w Bukowcu, gdzie znajduje się zespół parkowo-pałacowy (Park Krajobrazowy w Bukowcu). Następnym razem zabiorę ze sobą buty biegowe, tyle tu dróg i ścieżek między stawami. A i atrakcji nie brakuje – ruiny Opactwa, Świątynia Ateny, wieża widokowa i ruiny zamku, Krąg Druidów.

A w tyle miejsce jeszcze nie dotarliśmy. Kowary, Góry Sokole, Łomnica i Wojanów…

Dotarliśmy i szczerze polecamy coś dla ciała. Czyli Pałac Spiż w Miłkowie z własnym browarem (próbowaliśmy karmelowego i miodowego piwa) oraz Smażalnia „U Rybaka” w Sosnówce, gdzie przy dobrej pogodzie można usiąść nad stawem i delektować się smakiem dorsza, mintaja i sandacza. Bez dwóch zdań – gdybyśmy mieli bliżej zostalibyśmy stałymi klientami.

A tak zapowiadamy, że jeszcze tam wrócimy. W góry, na rybkę i do sztolni. I do tych wszystkich miejsc, które warto zobaczyć. Karkonosze po 21 latach zaspokoiły moją chęć poznania świata. A tymczasem pędzę pakować plecak. Jutro kierunek Roztocze!