Zdecydowanie warto odwiedzać i znać swoich południowych sąsiadów. Tym bardziej, że dzieli mnie od nich zaledwie pół godziny jazdy samochodem. Mowa o Czechach, Republice Czeskiej czy Czechia w języku angielskim. Atutem tego kraju są … góry, czyli Beskid Śląsko-Morawski.

Cudze chwalicie, a Republiki Czeskiej nie znacie!

Rok 2018 ogłosiłam Rokiem Czeskim. Rokiem Republiki Czeskiej, czeskich gór – szczególnie tych o przysłowiowy rzut beretem od granicy, czeskiego piwa i wina oraz Pragi, za którą bardzo się już stęskniłam! A wcale tego nie planowałam! Przecież bywałam tam swego czasu częściej – wciąż czuję jeszcze na języku smak różowego wina i pamiętam ten klimat święta winiarzy na Hradczanach. Czechy i Czechów doceniam nie tylko za smażony ser!

Po ostatnich przygodach z polskimi kolejami i super szybkimi pociągami z gigantycznymi opóźnieniami, z rozczuleniem wspominałam České dráhy. Podróż do Pragi za niespełna 50 zł, wygodnie i tanio do Budapesztu na maraton. I w pewną niedzielę przy kasie znowu się uśmiechnęłam! Da się! Dwoje podróżnych to już grupa więc za tanie bilety płacę jeszcze mniej! Nie dziwi mnie więc, że mimo wczesnej pory w niedzielę (tuż po 7 rano) na dworcu zebrała się całkiem spora grupa Czechów, wyruszających w góry. Tym bardziej, że szlaki zaczynają się często już na stacjach kolejowych.

Beskid Śląsko-Morawski po raz pierwszy

To nie jest nasza pierwsza wizyta w Beskidzie Śląsko-Morawskim. Od pierwszej, w listopadzie 2014 roku, minęło już sporo czasu. Wtedy zaczęliśmy od dwóch bardzo popularnych miejsc: szczytu Radhoszcz (Radhošť, 1129 m n.p.m. ) – według podań to miejsce kultu Radogosta – oraz od przełęczy Pustevny, z kompleksem schronisk turystycznych autorstwa Dušana Jurkoviča z końca XIX wieku. Trafiliśmy tam na początku listopada 2014 roku. Niestety 8 miesięcy wcześniej, w nocy z 2 na 3 marca, na przełęczy Pustevny wybuchł pożar. Po schronisku górskim Libušín zostały zwęglone ściany. Oficjalną przyczyną pożaru była wadliwa instalacja kominowa, nieoficjalnie mówiło się wówczas po podpaleniu.

Libušín ma zostać odbudowany. Według prasowych doniesień – odbudowa miała ruszyć jesienią 2015 r. i potrwać od 2 do 5 lat. Jednak dopiero w kwietniu 2016 r. ogłoszono zwycięzcę przetargu – to firma Archatt z Brna. Odbudowa ma kosztować 80 milionów koron i zakończy się w połowie 2019 r. Przyjdzie mi więc pojechać tam raz jeszcze, by zobaczyć to niezwykłe miejsce w pełnej krasie, a nie zwęglone, osłonięte metalowym zadaszeniem.

Beskid Śląsko-Morawski jako sposób na nudę

Znudzona okolicznymi górami (wybacz Beskidzie Śląski i Żywiecki), które znam już zbyt dobrze, sięgnęłam przed miesiącem po mało używaną mapę czeskich gór. Tym razem wybrałam za start miejscowość Dolna Łomna. Pierwsze zaskoczenie czeka na mnie zaledwie kilka kilometrów za przejściem w Boguszowicach! Obwodnica Trzyńca i wygodny dojazd w kierunku Jabłonkowa. Brawo Czesi! Po godzinie od wyjazdu z domu i przejechaniu 74 km parkujemy przed tamtejszym urzędem gminy i ruszamy w góry. Parking oczywiście jest bezpłatny. Wybieramy niebieski szlak w kierunku szczytu Kostelky, już pod koniec tego odcinka przecinamy trasę wyciągu zwanego popularnie „wyrwirączką”.

Śnieg jest, są więc i narciarze, a właściwie garstka narciarzy. Tu zmieniamy kolor szlaku na czerwony, którym wędrujemy wzdłuż czesko-słowackiej granicy przez Wielki Połom (Velký Polom, 1067 m n.p.m.) na Mały Połom (Malý Polom, 1061 m n.p.m.). Po drodze spotykamy tylko jednego biegacza – dla nas to sygnał by wrócić tu wiosną. Na szczycie wpisujemy się do zeszytu ukrytego w metalowej skrzynce. Swoje autografy zostawiliśmy jeszcze w kilku kolejnych.

Czesi zadbali o wygodę turystów. Tradycyjne wiaty turystyczne wyposażono … w kontakty. Czy pod warstwą śniegu na dachu kryją się baterie słoneczne i czy można w środku lasu doładować telefon – nie sprawdziłam. Ale kolejne wiaty mijane na tej trasie i innych szlakach Beskidu Śląsko-Morawskiego mają identyczne wyposażenie.

Za Małym Połomem, zgodnie z mapą, po kilkuset metrach niebieskiego szlaku powinnam trafić na inny czerwony. Planujemy bowiem zatoczyć koło i przez Babi Wierch i Kozubową wrócić do Dolnej Łomnej. Jakiś chochlik jednak sprawia, że Piotr i ja na chwilę się rozdzielamy – ja skręcam w prawo i ukryta za choinką nie widzę Piotra skręcającego w lewo. Zniecierpliwiona wracam po swoich śladach do miejsca postoju, później z powrotem do rozwidlenia i wszczynam mały alarm. To znaczy najpierw krzyczę wniebogłosy, a później dowiaduję się od turystów, że owszem, minęli mężczyznę w czerwonym polarze. Pozostaje mi tylko bieg w dół, by go dogonić i zawrócić. Na szczęście Piotr zorientował się, że aż tak daleko nie mogłam go zostawić i wrócił sam!

To jednak nie koniec naszego błądzenia. Na ten drugi czerwony szlak też nie udaje się nam trafić. Zbyt nisko schodzimy w kierunku wsi, ale po drodze skręcamy w lewo w piękną i wygodną leśną drogę. Spotkani na trasie Czesi uświadamiają mnie gdzie właściwie jestem. Poszukiwane, czerwone znaki są gdzieś u góry, ale wkrótce powinnam trafić na skrzyżowanie z żółtym szlakiem i właśnie żółtym wrócę na zaplanowaną wcześniej trasę. Trochę nadrobiliśmy, ale w końcu jestem tam gdzie chciałam. I bardzo mi się tu podoba! Po pierwsze – nowe i nieznane miejsce, na dodatek bliskie i łatwo dostępne.  Ale argumentów jest więcej. Malownicze góry, z podobno pięknymi widokami – to sprawdzimy kolejnym razem – i puste mimo znakomitych, zimowych warunków. Zdecydowanie trzeba tu wrócić.

Miesiąc później, w bardzo mroźny niedzielny poranek znowu ruszamy do Czech. Tym razem korzystamy z czeskich kolei, którym jestem w stanie wybaczyć nawet 20-minutowe opóźnienie. Za 118 koron, czyli niespełna 20 złotych, dwie osoby wygodnie podróżują z Czeskiego Cieszyna do Bocanowic i z powrotem z Wędryni. Na stacji w Bocanowicach (czes. Bocanovice) rozpoczynamy wędrówkę zielonym szlakiem w stronę Kozubowej. Miał być solidny mróz, więc przy minus kilkunastu stopniach świeży puch skrzypi pod butami. Ale słońca od rana się nie spodziewałam, a już po pierwszym wyjściu z lasu sięgam po okulary słoneczne. I do znudzenia wpadam w zachwyt – pięknie tu!

Praktycznie nie ma ludzi – ta niewielka grupa turystów rozjechała się z Czeskiego Cieszyna różnymi pociągami i wysypała na różnych stacjach. Stąd wraz z nami wyrusza na szlak zaledwie kilka osób, które szybko zostawiamy w tyle. Podejście na Kozubową to raz wygodny, przedeptany szlak, a raz zaspy po kolana, po ostatnich opadach i wietrze. Ale co mi tam! Słońce świeci, mróz szczypie w policzki, widoki coraz piękniejsze!

Na Kozubowej (981 m n.p.m.) byliśmy już miesiąc temu, teraz po drodze mijamy jeszcze Małą Kikulę (Malá Kykula 788 m n.p.m.) ze śniegiem po kolana, i za dziwnym, blaszanym schroniskiem na Kozubowej skręcamy na żółty szlak na Babi Wierch (Baby Vrch 952 m n.p.m.).  Przez kilka kolejnych kilometrów, aż do skrzyżowania z czerwonym szlakiem nie spotykamy prawie nikogo. Jedną turystkę, dwóch biegaczy. Dopiero na czerwonym szlaku ruch robi się znacznie większy. Ale to i tak ruch, który można łatwo policzyć. Tyle, że tym razem to głównie narciarze biegowi. Chyba nie powinnam się dziwić. Wystarczy wpisać w Google: biegówki, Czechy, by dostać informacje o tysiącach (!) kilometrów tras biegowych i popularności tego sportu. W samym Beskidzie Śląsko-Morawskim tras biegowych jest ponad 130 km, a uprawianiu tej dyscypliny sprzyjają łagodne, górskie grzbiety. Czerwony szlak na Ropicę (Ropice, 1082 m n.p.m.) mógłby zagrać w „Opowieściach z Narnii”.

Beskid Śląsko-Morawski jak Narnia

Mróz, świeży puch, ciemne kształty drzew i uformowane przez przyrodę bajkowe kształty. I do tego ta cisza zmącona tylko skrzypiącymi na śniegu butami. Droga na Jaworovy (Javorový vrch, 1032 m n.p.m.) mija mi zdecydowanie zbyt szybko. Półtora kilometra dalej Mały Jaworowy z charakterystycznym 40-metrowym nadajnikiem telewizyjnym, widocznym nawet z drogi Bielsko-Biała – Cieszyn. Tu już zaczyna się cywilizacja – dzieci szaleją na sankach i jabłuszkach (sama bym poszalała), pojawiają się wyciągi – „wyrwirączka” i 1-osobowe krzesełko. A schronisko, które minęliśmy po drodze to najstarsze schronisko w Beskidach Zachodnich, wybudowane przez Beskidenverein. Patronem schroniska został arcyksiążę Fryderyk Habsburg, książę cieszyński.

Teraz zielony szlak prowadzi już tylko w dół, najpierw szybkimi zakosami, później kawałek asfaltową i w końcu leśną drogą, niemal wprost na stację kolejową w Wędryni (Vendryně). Niemal, bo w pewnym momencie na trasie marszu przeszkodą okazuje się nowo wybudowana droga, której na mojej mapie jeszcze nie ma. Z tym problemem Czesi jeszcze sobie nie poradzili. Wystarczy jednak skręcić w prawo, przejść kilkaset metrów wzdłuż siatki i przejść pod drogą. Później trzeba tylko zapytać mieszkańców lub skręcić w prawo, by na powrót trafić na zielony szlak. Stąd do stacji zaledwie 1,5 kilometra. Ostatni kilometr pokonujemy zresztą biegiem wpadając na peron minutę przed przyjazdem pociągu. W butach trekkingowych, z plecakiem i w zimowej kurtce biegnę, jak się w domu okaże, w tempie 6.30 na kilometr. Całkiem nieźle, choć do pociągu wpadam czerwona jak burak i mokra jak szczur. Pociągi w kierunku Czeskiego Cieszyna odjeżdżają co godzinę, ale kto nie trafi tak idealnie jak my, przeczeka ten czas w miejscowym barze przy kuflu czeskiego piwa. Bez takiego baru żadna, najmniejsza nawet miejscowość nie może się obejść. Kolejny punkt dla Czechów!

Jak daleko sięgają moje związki z Czechami? Gdzieś na trasie, pomiędzy „Ahoj” a „Cześć” uświadamiam sobie, że od lat w czasie tęgich mrozów, czy w wysokich górach grzeje mnie kurtka DirectAlpine, wyprodukowana w Czechach, w czeskiej firmie, ze 100% czeskim kapitałem. Pod nią mam polar, polskiej firmy Milo, ale już najbliższa ciału jest odzież termoaktywna czeskiej firmy Sensor. Przypadek? W Czeskim Roku – przeplatanym wizytami w moich ukochanych Włoszech, Beskidzie Niskim, słowackiej Wielkiej Fatrze i Bieszczadach – nie sądzę. Tym bardziej, że tak szybko jak się da wrócimy do Czech, nie tylko po królową Beskidu Śląsko-Morawskiego czyli Łysą Górę.

Informacje praktyczne:

  • Mapa Moravskoslezske Beskidy, wydanie z 2013 r. – chyba jednak czas zaopatrzyć się w nową wersję z nową drogą. Planując wycieczkę warto zwrócić uwagę, że na szlakowskazach zamiast czasów przejść podane są kilometry.
  • Parking przy dworcu w Czeskim Cieszynie – bezpłatny
  • Pociąg z Czeskiego Cieszyna do Bocanovic – 74 korony/2 osoby
  • Pociąg z Wędryni do Czeskiego Cieszyna – 44 korony/2 osoby
    Rozkład jazdy pociągów: https://www.cd.cz