Orla Perć to jeden z moich ulubionych szlaków w Tatrach. Długo dojrzewałam do jej przejścia w całości i za jednym razem. Taki cel postawiłam przed sobą po wielu latach jeżdżenia w Tatry i po wejściu na wiele szczytów i przejściu wielu szlaków. Co ciekawe, zanim się na Orlą Perć porwałam w całości, miałam już koncie przejście, nawet kilkukrotne, krótszych i dłuższych odcinków. Lubię ten szlak – jak żaden inny wymaga koncentracji, dobrej kondycji i doświadczenia w eksponowanym terenie. Przy dobrej pogodzie można się cieszyć spektakularnymi widokami, a także poczuć dumę z pokonywania własnych lęków i zdobywania szczytów.

Orla Perć – wyjątkowy szlak w Tatrach

Najtrudniejszy, ambitny, widokowy, ale i budzący emocje i czasem będący świadkiem tragicznych wypadków. Wówczas wybuchają dyskusje, które słyszałam już kilka razy, by szlak zamknąć, albo przemianować na via ferratę i zakazać wchodzenia na szlak bez kasku, uprzęży i lonży do asekuracji. W najbardziej ekstremalnej wersji mowa jest nawet o demontażu wszystkich ułatwień – klamer, drabinek i łańcuchów i pozostawieniu szlaku tylko dla taterników.

Podczas moich ponad 20 lat wędrowania po Tatrach jak dotąd zmieniło się na Orlej i w jej okolicy kilka rzeczy. Szlak od Zawratu do Koziego Wierchu stał się jednokierunkowy, co zwiększyło bezpieczeństwo likwidując „mijanki” w trudniejszych momentach i zmniejszyło korki. Zmienił się przebieg szlaku na Zawrat z Hali Gąsienicowej – to jeden z wariantów wejścia na Orlą (dziś prowadzi bardziej lewą stroną, a przed laty wchodziło się zakosami w Zawratowym Żlebie). I przed rokiem z powodu skalnego obrywu zamknięto szlak ze Świnicy na Zawrat. Tego ostatniego bardzo żałuję, bo stawiając sobie wyzwania w Tatrach za przejście Orlej Perci uznawałam przejście właśnie od Świnicy do Przełęczy Krzyżne.

Kilka słów o historii szlaku Orla Perć

Pomysłodawcą wytyczenia Orlej Perci był Franciszek Henryk Nowicki. 5 lutego 1901 w piśmie do Towarzystwa Tatrzańskiego prosił o wsparcie projektu wyznaczenia szlaku od Wodogrzmotów Mickiewicza przez Wołoszyn, Krzyżne, Granaty, Kozi Wierch i dalej do Zawratu. Tutaj szlak miał łączyć się z istniejącym już szlakiem na Świnicę, a dalej przez Kasprowy Wierch, Czerwone Wierchy sprowadzać aż do Doliny Kościeliskiej.

Szlak został wytrasowany w latach 1903–1906 nakładami Towarzystwa Tatrzańskiego i wielkiego miłośnika Tatr, księdza Walentego Gadowskiego, któremu pomagali Jakub Gąsienica Wawrytko, Klemens Bachleda i kilku innych górali. W latach 1904 i 1911 wytrasowano szlaki łącznikowe, które pozwalają na pokonywanie trasy w krótszych odcinkach, przy czym szlak Zmarzły Staw Gąsienicowy – Kozia Przełęcz – Dolinka Pusta wytrasowano w 1912, zamknięto w 1925 i ponownie wyznakowano w 1953. (za Wikipedią)

Pierwszego przejście Orlej Perci w jej obecnym kształcie od Zawratu do Krzyżnego dokonano w 1949 roku.

Mój sposób na Orlą Perć

Pokonując Orlą Perć w całości zawsze robiłam to w tym samym stylu i tym samym sposobem. Wieczorne dojście do Murowańca, tutaj nocleg i bardzo wczesne wyjście na szlak. Wejście na Świnicką Przełęcz, przejście do Krzyżnego i powrót do Murowańca. Całość zajmowała mi z postojami około 12 godzin. Taką samą metodę, z wyłączeniem Świnicy z powodu obrywu, przyjęłam rok temu.

Orla Perć – falstart na szlaku

Tym razem dla Piotra miało to być przejście Orlej Perci w całości i za jednym zamachem. Zdobyłam noclegi w Murowańcu – kto próbował ten wie, że nie jest to łatwe, a samo schronisko przypomina dziś hotel, gdzie rezerwować miejsca trzeba wiele miesięcy wcześniej. Nawet obudziłam nas wczesnym rankiem i nawet ruszyliśmy na szlak. Ale padać zaczęło już na szlaku do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Do Zawratu lało i wiało i taka pogoda zmusiła nas z porzucenia planów. Mokre i śliskie skały to nie jest najlepsze doświadczenie na pierwszy raz. Nawet Piotr odpuścił bez żalu, choć nie łatwo zrezygnować z czegoś wyczekiwanego. Ale, żeby sobie odbić Orlą przeszliśmy przez Szpiglasową Przełęcz, a później jeszcze podeszliśmy na Wrota Chałubińskiego. Zmodyfikowana wycieczka pozwoliła nam wejść na trzy przełęcze i dotrzeć do Roztoki na kolejny nocleg. Kolejny dzień dawał szanse na przejście chociaż fragmentu Orlej Perci.

Orla Perć – szlak od Krzyżnego do Skrajnego Granatu

Tego najdłuższego odcinka, podczas którego nie ma żadnych możliwości wcześniejszego zejścia do doliny. Podeszliśmy do Doliny Pięciu Stawów i na Krzyżne a stamtąd wyruszyliśmy w kierunku Skrajnego Granatu. To nie była idealna pogoda i choć nie padało, to jednak wciąż niewiele było widać. Dzięki temu na szlaku spotkaliśmy zaledwie kilka osób, dopiero pod koniec wycieczki. Sporo na tej trasie stromych zejść, wejść i trawersów. Sporo korzystania z klamer i łańcuchów i trudnych technicznie momentów. Dolina Buczynowa, Dolina Pańszczycy, Buczynowe Turnie – tak można podzielić całość. Dokładny opis znajdziecie w moim ulubionym przewodniku Józefa Nyki. Przez wiele lat towarzyszył moim wędrówkom w plecaku, a przed wyruszeniem na szlak czytałam jego opisy wielokrotnie.

Po dotarciu do Skrajnego Granatu zdecydowaliśmy się na zejście. Na całość Orlej Perci nie mieliśmy szans, a czekał nas jeszcze powrót do domu. Niby obiecywałam wówczas, że jeszcze tu wrócę, ale jakoś bez przekonania. Po kilku wyjazdach w Tatry, podczas których regułą były burze i deszcze, jakoś opadał mój zapał.

Powrót na Orlą Perć rok później

Niespodziewanie na Orlej pojawiliśmy się przed tygodniem. Właściwie to nie było tego w planach. Ot, wyjazd do Zakopanego, spotkanie ze znajomymi i górki. Wakacje i szczyt sezonu też są argumentem, by raczej omijać Orlą Perć. A jednak w piątek rano o godzinie 4.40 zarządzam pobudkę i już o 6 wchodzimy na szlak przez Boczań na Halę Gąsienicową. Omijamy schronisko, nie zatrzymujemy się nad Czarnym Stawem, tylko od razu kierujemy się na Zawrat. Na przełęczy stajemy zgodnie z moimi obliczeniami o 9.00. Jasne, wolałabym być wcześniej, ale i tak ruch jest niewielki. Wieje, nie ma idealnej widoczności i to mogło zniechęcić wielu turystów. Szybko uzupełniamy kalorie i ruszamy. Przed nami idą zaledwie dwie osoby, które dość szybko mijamy, później spotykamy jeszcze trzy osoby przy Małym Kozim Wierchu. I nikogo więcej aż do Koziego.

Ten odcinek Orlej, aż do Skrajnego Granatu ma tę zaletę, że w wielu miejscach można zrezygnować i zejść do doliny – szybko i dość łatwo, czyli przede wszystkim bezpiecznie. To takie awaryjne wyjścia, gdy opadniemy z sił, albo zaskoczy nas zmiana pogody. Chyba najgorsze co może być to burza, gdy jesteśmy w okolicy tego szlaku. Zejść można już z Koziej Przełęczy i to do obu dolin – Gąsienicowej i Pięciu Stawów. Kolejne zejście to szlak z Koziego Wierchu do Pięciu Stawów, a potem Żlebem Kulczyńskiego do Gąsienicowej. Kolejne dwa zejścia to szlaki z Zadniego i Skrajnego Granatu. Wersji jest więc sporo.

Najsłynniejsza drabina na Orlej Perci

Piotr poznaje Orlą i wyczekuje najsłynniejszej drabiny na tym szlaku. Drabiny, która pomaga zejść na Kozią Przełęcz. Bez drabiny to byłaby wspinaczka, ale z ośmiometrową drabiną wciąż pozostaje efektowne zejście. I choć na Orlej Perci robię niewiele zdjęć, tym razem uwieczniam na pamiątkę ten moment. Na Koziej Przełęczy czerwony szlak łączy się na chwilą z żółtym, po czym skręcamy ostro pod górę w kierunku Koziego Wierchu. To chyba mój ulubiony fragment trasy i tym razem cieszę się, że mogę się nią delektować w ciszy i bez tłumu turystów. Dopiero gdzieś w okolicy Koziego Wierchu (najwyższego szczytu w całości leżącego po polskiej stronie), jednak rozwiane chmury pozwalają mi dostrzec, że nie jesteśmy sami. Za nami podąża już całkiem spora grupa turystów.

Kozi Wierch to kolejny przystanek – idzie nam dość szybko, więc z radością rezygnuję z zejścia nielubianym Żlebem Kulczyńskiego. Idziemy dalej – przed nami trzy Granaty – Zadni, Pośredni i Skrajny. To w sumie dość krótki odcinek  z charakterystycznym kominem do pokonania i z koniecznością postawienia dużego jak na mnie kroku, między dwiema skałami. To miejsce można obejść poniżej. I zdecydowanie zbyt szybko docieramy do Skrajnego Granatu. Szlak z Zawratu zajął nam 2 godziny i 35 minut, więc jesteśmy bardzo zadowoleni. Tym samym zamykamy całą Orlą Perć. Na wędrówkę do Krzyżnego nie mamy „napinki”. Szlak znamy, mamy za sobą kilka pracowitych dni, mało snu i wczesną pobudkę. Czas na odpoczynek w Daczy Biegacza i Turysty, a zanim tam dotrzemy to potrwa jeszcze kilka godzin.

Podsumowując: cała trasa od Kuźnic do Kuźnic zajęła nam 8 godzin i 6 minut.

Szlak Orla Perć – czy dla wszystkich?

Nie lubię pytań: czy Orla Perć jest trudna, albo czy dam sobie radę. To zależy i nie wiem – brzmi moja odpowiedź. To nie jest zwyczajny górski szlak. O koncentracji, kondycji i umiejętnościach pisałam już na początku. Warto też nie wpadać w panikę, zachować zimną krew i rozważnie stawiać kroki. W dobrych warunkach to ambitna, ale jednak wciąż przyjemna wędrówka. Tym razem Tatry dały nam fory – pogoda choć nie wymarzona, nie zepsuła się, brak opadów i sucha skała ułatwiały pokonywanie kolejnych trudności.

Na pewno jednak nie każdy musi ją przejść i nie każdy kto kocha góry musi próbować. To tak jak z bieganiem i maratonem. Bez maratonu na koncie wciąż jestem biegaczem – wystarczy biegać.

Do zobaczenia na szlaku 🙂

Informacje praktyczne – szlak Orla Perć

Idealna sytuacja to start wczesnym rankiem z Murowańca. I zejście do Murowańca. Trzeba tylko zarezerwować nocleg. A w ostatnich latach trzeba mieć do tego szczęście. Jeśli się uda to na szlak Orla Perć warto ruszyć jak najwcześniej. Zgodnie z przepisami TPN – zakaz poruszania się po szlakach obowiązuje od zmroku do świtu. Czyli wyruszyć można już o 5 rano. Po co? Żeby uniknąć tłumów, korków i kolejek na trasie.

Polecam wędrówkę od Zawratu do Krzyżnego.

Co zabrać? Lekki plecak, wodę, batoniki energetyczne, kanapkę. I koniecznie kurtkę z goretexem, opaskę lub komin i bluzę. Nawet latem na grani potrafi wiać, a wtedy robi się po prostu chłodno i mało komfortowo.

Ja używam na trasie rękawiczek bez palców, pomagają mi gdy muszę złapać się łańcuchów i skały.