Postanowiłam zostać blogerką modową. No dobrze, to oświadczenie jest pisane z przymrużeniem oka. Ale, jakieś predyspozycje do tego mam! Po pierwsze jestem kobietą, więc o ciuszkach wiem, a może powinnam wiedzieć sporo. Po drugie uwielbiam sukienki – genialny wynalazek! Żadnego kombinowania – góra, dół, dodatki… Wskakuję w kieckę i buty i już mogę lecieć do akcji. To będzie więc tekst o ciuszkach! Sportowe, casualowe ubrania w codziennym życiu. Albo lepiej – o ubraniach produkowanych przez sportowe firmy, ale jednak bardziej casualowych, wykorzystywanych z powodzeniem w codziennym życiu.

Sportowe ubrania – najważniejsza jest wygoda

Sukienki, przebieranki, elegancja i wygląd są ważne, ale najważniejsza jest dla mnie wygoda. Nie tylko w górach i podczas biegania, ale także w codziennym życiu. Przeglądając swoją szafę i przyglądając się swoim modowym upodobaniom odkryłam, że sportowe ubrania zajmują w niej coraz więcej miejsca. A nawet wypierają te niesportowe rzeczy na niższe półki. W rezultacie po sportowe, casualowe ubrania sięgam nawet wtedy, gdy akurat nie biegam i nie wybieram się na górską wędrówkę.

Sukienka w mojej szafie to podstawa!

To nie jest tekst sponsorowany. A jednak sukienka o wdzięcznej nazwie Soltera niemal uratowała mi życie podczas tegorocznych, czerwcowych upałów. Jak inaczej przetrwać dzień w biurze bez klimatyzacji, gdy na zewnątrz temperatura osiąga ponad 30 stopni. Świetny materiał, przykuwający wzrok kolor i sportowy krój, który sprawdza się nawet w zawodowej rzeczywistości.

Moje modowe preferencje niemal zbiegły się w czasie z polityką wielu sportowych firm. Skoro ja, biegacz i górski wędrowca znam i cenię sobie pewne outdoorowe marki, to szukam i z przyjemnością wykorzystuję inne ich produkty w tzw. normalnym życiu. A i firmy outdoorowe wyraźnie dostrzegły, że my biegacze, wspinacze, wędrowcy itp. potrzebujemy też stosownych ubrań w innych okolicznościach. A jeśli na dodatek znam jakość, materiał i rozmiar, to zakupów dokonuję bez ruszania się z kanapy.

Wracam do sukienki. Ubrania z tajemniczym logo i nazwą Arc’teryx odnoszącą się do najwcześniej znanego ptaka Archaeopteryxa, zyskały sobie tego i poprzedniego lata moją ogromną sympatię. Logo zaprojektowane przez Jeremy’ego Guarda, opiera się na berlińskim okazie – skamieniałości ptaka. A jednak nie łatwo je czasem wypatrzyć na moich ubraniach, zupełnie nie rzuca się w oczy.

Marka nie tylko dla sportowców

Arc’teryx znany jest wspinaczom, alpinistom i narciarzom, ale ja najpierw sięgnęłam właśnie po sukienki, bo Soltera to już druga w mojej szafie. Rok temu zamówiłam inną, skuszona energetycznym czerwonym kolorem. Choć przyznam, że gdy odpakowałam  przesyłkę ogarnęło mnie zwątpienie. Kiedy ja założę coś tak cienkiego i zwiewnego… – pomyślałam. Kilka tygodni później, gdy nastały sierpniowe upały byłam wdzięczna Arc’teryxowi za lekki, oddychający materiał. Zagrał też swoją rolę podczas spotkania z Panną Anną, a ja doceniłam go kolejny raz pakując plecak na wakacyjny wyjazd. Sukienka Contenta nie tylko zajmowała bardzo mało miejsca, to jeszcze po wyjęciu z plecaka nie wymagała użycia żelazka. Sama wygoda. I tak zaczęła się moja przygoda z tą marką. Później były zimowe spodnie trekkingowe, kolejna sukienka, koszulka i super lekka kamizelka, jako prezent dla pewnego biegacza i rowerzysty.

Plecak Kanken to nie jest łatwy wybór

Z kolei szwedzki Fjällräven kupił mnie hasłami „trwałość i wytrzymałość”. O pewnym plecaku, który po 50 latach nadal dobrze służy swojemu właścicielowi możecie przeczytać na blogu prowadzonym prze sklep outdoorzy.pl:  Wytrzymały, polarny lis.

W przypadku plecaka Kanken zabrakło mi niestety zdecydowania, by wybrać jeden kolor (w 2018 roku firma oferowała 55 wersji kolorystycznych). Może jeszcze się z tym wyzwaniem zmierzę. Wybór padł na torebkę, która zwraca na siebie uwagą głębokim niebieskim kolorem i uroczym logotypem z lisem polarnym.

Moje serce podbiło pewne proste rozwiązanie: smycz, dzięki której klucze do domu mam zawsze pod ręką, a uwierzcie – zdarzyło mi się już wyrzucać na schody zawartość torebki, by znaleźć ten drobiazg. Totepack ma jeszcze jedno sprytne rozwiązanie – krótsze i dłuższe uszy, a te dłuższe mogą być także ramionami plecaka. Tej wersji jeszcze nie wypróbowałam, ale już kilka razy odpowiadałam na pytanie co to za marka i skąd ją mam. Zachwycona marką, ale i jej podejściem do dbania o środowisko, jakością produktów i zauroczona komunikacją z klientami, postanowiłam nauczyć się wymawiać się jej nazwę.

Wciąż ćwiczę… Zresztą sami posłuchajcie.

Fjällräven to nie tylko firma produkująca ubrania. To także organizator (od 1997 roku) wyprawy Fjällräven Polar, w której raz w roku bierze udział 20 osób z całego świata. W kwietniu wybrana w głosowaniu i przez jurorów grupa spędza niesamowitych sześć dni przemierzając Arktykę w towarzystwie psów i przewodników. Szczegóły znajdziecie TUTAJ, a nabór do kolejnej edycji rozpocznie się w listopadzie.

Jak nie lis to baran – kolejny zwierz na sportowych ubraniach

Gdzieś po drodze trafił do mojej szafy Craghoppers, długo mylony przeze mnie z grasshopper, co znaczy konik polny. Marka narodziła się w 1965 roku, jak można przeczytać w oficjalnej informacji na stronie producenta – dwóch pracowitych chłopaków wpadło na pomysł stworzenia ubrań, które zapewniłyby ciepło i wygodę, niezależnie od tego, gdzie się udali i co robili. Od 1996 roku charakterystyczne logo tej marki to głowa barana Mouffie. Pierwsze opinie o tej marce i jej produktach czerpałam od Olgierda z bloga Czasopismo Legeartis.

Moją uwagę zwróciła „przeciwkomarowa” tkanina, czyli Nosilife. Chroni wędrowców przed ukąszeniami owadów i potencjalnymi chorobami, a także ochrania skórę przed promieniami słonecznymi. Po takie rekomendacji, do mojej szafy jako pierwsza trafiła… oczywiście, sukienka. W pięknym militarnym kolorze, z eleganckim paskiem, sprawdziła się oczywiście w pracy, w miejskiej dżungli. Biała prosta bluzka, koszula w delikatnym różowym kolorze i skarpetki chroniące przed owadami to moje dotychczasowe zakupy. Wszystkie ciuchy tej marki wykorzystuję w życiu codziennym i zawodowym. Sportowe, a jednak casualowe ubrania. Teraz z zainteresowaniem przyglądam się spodniom – czas dobrać rozmiar.

Do moich ulubionych rozwiązań w ubraniach Craghoppersa należą niewidoczne kieszenie zapisane na dyskretny zamek i specjalne pętelki do wieszania ubrań na suszarce. Małe, ale bardzo praktyczne rozwiązania.

Sportowe ubrania dobre na każdą okazję

Czy dziś więcej jest sportu (biegania i gór) w moim życiu, czy to ja stałam się tak wygodna? W tym samym sklepie, czasem nawet bez wychodzenia z domu, kupuję rzeczy na różne okazje. A może to producenci odkryli, że skoro już raz zdobyli moje serce, to łatwiej będzie mnie przekonać do ich praktycznych, komfortowych, ale wciąż stylowych ubrań na co dzień? Wiem, że wygodne znaczy także nie wymagające prasowania (zbyt dokładnego), nie mnące się pod pasami bezpieczeństwa, pozwalające przetrwać upalne dni w pracy i w górach. Przy tym wytrzymałe i wciąż niepowtarzalne. Takie są sportowe, casualowe ubrania. A tak zupełnie po babsku – prawdopodobieństwo, że koleżanka przyjdzie na imprezę, do pracy czy na spotkanie w tym samym ciuszku co ja, jest wciąż niewielkie.

A jeśli chcecie poczytać więcej o sportowych ubraniach, wykorzystywanych do sportowych celów, to polecam tekst Szata zdobi biegacza.