Marzy się Wam maraton – to lepiej to przeczytajcie, bo TO JEST cała prawda o bieganiu. Nie tym bieganiu rekreacyjnym, nie tym dla zdrowia i dla zgrabnej sylwetki – takie bieganie jest super. Ale o bieganiu, gdy okazuje się, że w grudniu ubiegłego roku zapisałam się na maraton i to był luz i dużo czasu! A teraz to jest maraton za siedem tygodnia, czyli jakaś masakra!

Wiecie co najbardziej lubię w bieganiu? Ten moment kiedy przestaję biec. Koniec. Zatrzymuję zegarek, przechodzę do marszu. Rozciągnę się dwa-trzy razy, ale generalnie marzę by rzucić się na ziemię, leżeć, pić i jeść. Jestem tak wyrąbana, że to nawet nie jest marzenie o zimnym piwie. No dobra, byle czego nie zjem – najlepiej ciastka, dużo i słodko.

Dziś na dwa kilometry przed owym „koniec” chciałam się rzucić na psią miskę z wodą, którą miasto zafundowało naszym czworonożnym mieszkańcom. Ale pomyślałam, że do tego trzeba się schylić, a na to nie mam już siły. Lepiej szurać nogami dalej.

Bieganie bez lukru – maraton to nie jest jednak słodziutki pączek

Bułka z masełkiem też nie! Takie mam teraz złote myśli o bieganiu i raczej nie powinni mnie czytać początkujący biegacze. Szukam skarpetek i myślę: kto to k…. wymyślił, ten maraton. Ubieram spodenki biegowe i przez głowę przelatuje mi tylko ja p……. dwie godziny biegania! Zakładam buty i mruczę na ch.. mi to było. Żadnych wzruszeń jak z dwóch ostatnich postów o debiucie czy maratonie w Paryżu. Żadnych ambicji i marzeń, tylko cholerne samotne deptanie kolejnych kilometrów.

Sorki biegacze, taka jest prawda. Biegać dla przyjemności to sobie można! Dokręcę wokół bloku do dyszki i pobiegane. A tu pańszczyzna, odrabianie zadań i jeszcze żeby tak się chciało jak się nie chce.

Nie dla psa kiełbasa – nie dla biegacza woda

A dziś się jeszcze okaże, że wrześniowe słońce potrafi dać w kość! Piękna biegaczka?! A guzik! Biała od soli twarz (a ja przecież nie używam soli w kuchni), śmierdząca i upocona koszulka – nie dziwię się psu, że chciał się na mnie rzucić, język jak kołek przyklejony do podniebienia. O włosach pozlepianych w strąki i w pełnym nieładzie, nadprogramowej opaleniźnie i powłóczeniu nogami na koniec tego biegania nawet nie wspomnę! Na ch.. mi to było!

Tak wygląda prawdziwe bieganie. Bez lukru. To nie jest to piękne zdjęcie szczęśliwej dziewczyny, którą widzicie na mecie. Radość w oczach, medal na szyi, życiówka do pochwalenia się na FB i Insta. Nic tylko włożyć buty i biec. Czysta reklama zdrowego stylu życia, aktywności, sprawności. Buhaha! Uwierzyliście w to wszystko?! No to sorry!

Samotność podczas biegania – to też jest prawda

To są te cholernie samotne godziny, te dziesiątki kilometrów kiedy głowa wymyśla mi od idiotów, a ciało robi wszystko, by udowodnić, że głowa ma rację. Te wybiegania, gdy wszystko poszło nie tak, gdy jednak myślisz jakby tu oddać jakiemuś naiwniakowi pakiet startowy albo planujesz, że po 21. km jednak zejdziesz z trasy. A może sprzedać jeszcze ten numerek – za połowę ceny chociaż, w sam raz starczy na wino.

I po co mi to było?! Kolejne tygodnie nie będą łatwiejsze. A propos wina – dziś ostatni kieliszek czerwonego i koniec z winem. No, że statystyki w narodzie spadną, to trudno. Nie ma wina, nie ma piwa, jest tylko woda i izotonik. Sztuczny albo wersja cytryna plus miód.

To jest bieganie – półmaraton poniżej godziny!

I tylko myśl mam taką w głowie – na czym biegnie ten człowiek, co dziś w Kopenhadze w półmaratonie zrobił wynik 58:01, słownie: pięćdziesiąt osiem minut i jedna sekunda. Tym samym Geoffrey Kamworor z Kenii ustanowił w Kopenhadze nowy rekord świata w półmaratonie. Więcej przeczytacie TUTAJ Ja na sto metrów nie odrywam się od ziemi do jego tempa!