Za sześć tygodni maraton… Zostało tylko sześć tygodni! Bardzo mało czasu! Im bliżej tym większy stres i gdzieś w tym momencie włącza się PMS (Pre–marathon syndrome) czyli syndrom przedmaratoński zwany przeze mnie syndromem napięcia przedmaratońskiego, jako parafraza innego PMS.

Ten tekst powstał jakiś czas temu, tuż przed Maratonem Beskidu Niskiego, gdy obserwowałam przygotowania do tych ważnych zawodów pewnego biegacza. Wtedy obserwowałam to u niego, teraz przyjrzę się sobie i w swoim zachowaniu poszukam syndromów PMS.

1. objaw PMS

Maratończyk przed maratonem gromadzi energię

Maratończyk przed maratonem jest niczym piłkarz na Mundialu… Unika więc najmniejszego, zbędnego wysiłku, a całą swoją energię kumuluje, by wykorzystać ją w godzinie „0”.

Spacer – tylko na ławkę w parku zdrojowym, zakupy – tylko żeby starczyło pieczywa na śniadanie, wizyta w biurze zawodów – no tak, bez tego się nie obejdzie. Na szczęście przyszły maratończyk wie, że seks to także endorfiny, a te na wieczór przed startem łagodzą objawy stresu.

2. objaw PMS

Przed maratonem trzeba zdrowo się odżywiać

W domu maratończyka pachnie cebulą i czosnkiem. Maratończyk chucha na siebie i dmucha. Nie zaśnie bez tradycyjnej kanapki z ząbkiem czosnku. A do wszystkich potraw najchętniej jadłby cebulę – bogatą w witaminę C. Przed maratonem wzrasta więc w kraju spożycie czosnku, a najbliższe otoczenie biegacza oswaja się z charakterystycznym zapachem.

Aktualizacja 2019 r. – zapach czosnku łagodzi gorzka czekolada i natka pietruszki, ale to natka zawiera duże ilości witaminy C, więcej nawet niż cytrusy. Do tego jeszcze żelazo, a to już idealny duet dla biegacza.

3. objaw PMS

Przed maratonem warto spać jak dziecko

Osiem godzin snu to podstawa. Ostatni tydzień przed maratonem to czas regeneracji. Maratończyk je, śpi i odpoczywa. Skrupulatnie wylicza, o której powinien się położyć, by budzik zadzwonił po ośmiu godzinach. Chcesz czy nie, o godzinie 22.00 najczęściej gasi światło i pada komenda – śpimy. A w ciągu dnia maratończyk leżakuje.

Kanapa jest więc non stop gotowa do drzemki – poduchy służą nie do opierania się, ale pod nogi, dla lepszego relaksu.

4. objaw PMS

Nieustające pasta party

Tydzień przed maratonem menu dostosowane jest do potrzeb biegacza. Czyli w poniedziałek makaron, we wtorek makaron, w środę makaron… A ty kobieto wymyślaj atrakcje do tego makaronu. To rzeczywiście niezły test kreatywności. Na szczęście łasuch biegacz da się namówić także na bogate w węglowodany racuchy. Godzina smażenia, a biegacz pochłania kolejne porcje. Przy dwunastym traci rachubę. A, że osiągnął już wagę startową, Ty kobieto pilnuj go, by jadł, ale nie przytył. Czyli odwieczny dylemat jak by tu mieć ciasteczko i zjeść ciasteczko

Ostatnie godziny do startu

Nastaw budzik, przypilnuj, żeby wstał na czas, podaj kawę, zrób śniadanie – zgodnie z zamówieniem, przypilnuj wizyty w toalecie, odpytaj czy ma wszystko i wspieraj, wspieraj, wspieraj. Gdy czas przygotowań do startu się kurczy – czas na radykalne metody. Jeszcze chwila i sama będę musiała pobiec ten maraton…

Upragniona meta

Tutaj najwierniejszej z fanek zabraknąć nie może. Już na pół godziny przed spodziewanym czasem stoi na mecie. Wytęża wzrok wypatrując różowej koszulki. Na wszelki wypadek cyka fotkę każdej różowej koszulki. I wreszcie jest – pamiętaj kobieto ustaw program na sport, bo najważniejsze zdjęcie musi być ostre jak żyletka. Już za chwilę trafi przecież na fejsa, a finisher będzie liczył lajki i odczytywał kolejne komentarze z gratulacjami.

Uff zdążyłam! Choć na taką życiówkę mnie nie przygotował! Za to moje wsparcie docenił sam komentujący bieg. A teraz kolejne formy wsparcia – woda, izotonik, jedzenie, woda, izotonik… do potęgi n. I nieśmiertelne pytanie – co jutro jemy…

Maraton, maraton, po maratonie i po napięciu przedmaratońskim

I teraz kobieto myślisz zapewne, że odpoczniesz… koniec okresu napięcia przedmaratońskiego, biegacz dotarł do mety i pełnia szczęścia! Nic z tego – teraz zaczyna się okres napięcia… pomaratońskiego. Głodny, spragniony, zmęczony… więc nakarm, napój, pomasuj, podziwiaj i podziwiaj.

Sześć tygodni do maratonu

Tylko sześć tygodni! Teraz to będzie mój stres, mój PMS czyli syndrom napięcia przedmaratońskiego. Dwa lata temu, przed maratonem w Walencji też miałam swój PMS. A gdyby ktoś jeszcze chciał pobiec w Porto to zapraszam TUTAJ