Znacie taki obrazek? Kosze sklepowe wypełnione jedzeniem po brzegi, a nawet ponad brzegi. Taśma do kasy, a na nią wykładane kolejne i kolejne produkty. Ja widuję takie sytuacje przed świętami, długimi weekendami, nawet jeśli przerwa w dostępie do sklepu to dwa-trzy dni. Jasne, można powiedzieć, że to zakupy dla licznej, wielopokoleniowej rodziny, która planuje spędzić ten czas wspólnie zjadając wszystkie posiłki. Albo, że szykuje się huczna, z suto zastawionymi stołami impreza… jednak jakoś trudno mi w to uwierzyć, że uda się nie zmarnować tego jedzenia.

Marnowanie jedzenia w liczbach

Na świecie marnuje się rocznie 1,3 mld ton żywności rocznie(wg raportu FAO z 2013 roku). Taka ilość wystarczyłaby na wyżywienie wszystkich mieszkańców Polski przez 66 lat. Z tego 88 milionów ton marnuje się w samej Unii Europejskiej. Najwięcej odpadów produkują konsumenci (53%) oraz przetwórcy (19%). Problem ten dotyczy również Polski. Według szacunków w Polsce co roku marnuje się około 9 mln ton żywności. W przeliczeniu na statystycznego Polaka daje to 235 kg jedzenia rocznie. 235 kg na 365 dni w roku to daje 0,64 kg codziennie. Na osobę. W czteroosobowej rodzinie to już ponad 2,5 kg. A ponieważ to statystyczna rodzina, a w mojej prawdziwej nie marnujemy jedzenia i go nie wyrzucamy, to nasze codzienne 1,3 kg marnuje ktoś inny. Marne to pocieszenie!

Nie marnuj jedzenia! Dlaczego?

Nie marnuję jedzenia, bo widziałam marnowanie jedzenia. Kupowanie na zapas, przygotowywanie zbyt wiele na zaledwie kilka dni, wyrzucanie niedojedzonego i w końcu wyrzucanie zepsutego. Obiecałam sobie, że gdy to będą moje decyzje nie będzie marnowania jedzenia. W sumie obiecałam to sobie tylko z jednego powodu – wyrzucenie jedzenia, które mógłby zjeść ktoś inny, może głodny, jest dla mnie czymś okropnym. Komuś brakuje, ktoś niedojada, a ja miałabym marnować. Na niemarnowanie jedzenia mam kilka sposobów, tak prostych, a jakże skutecznych!

Nie marnuj jedzenia – znajdź sposób! Oto moje:

  1. Nie idę do sklepu bez listy zakupów i nie kupuję na zapas. Ale na tej liście są tylko te rzeczy, których mi brakuje do przygotowania posiłku.
  2. Nie wymyślam co będę jadła „od początku”. Najpierw patrzę co mam i kupuję tylko to czego mi brakuje, żeby powstał z tego obiad. Jakie to kreatywne! Nigdy bym nie wiedziała co to szakszuka, gdybym w chwili napadu głodu i po inwentaryzacji w lodówce, nie zapytała googla co mogę ugotować mając pomidory w puszce, fasolę, cebulę i jajka… Jakoś mi to do siebie pasowało, a wyszło pysznie i egzotycznie. A jak mam ochotę na coś słodkiego, a brakuje mi jajek, albo mleka albo jeszcze czegoś innego, to szukam przepisu na ciasto bez jajek, albo bez mleka! Po co iść do sklepu po jeden produkt, skoro można upiec bez jednego produktu. I choć nie jestem weganką, nie mam uczulenia na laktozę czy nietolerancji na jajka, czasem gotuję właśnie według blogów adresowanych do pewnych grup osób. I wierzcie mi, nikt się nie zorientuje 😀 Na przykład to jest pomysł na murzynka bez jajek!
  3. Co najmniej raz w tygodniu upewniam się jaki jest termin przydatności do spożycia produktów, które mam w lodówce. I planuję jak wykorzystać w pierwszej kolejności, to co może zepsuć się najszybciej.
  4. Planuję posiłki, które nazywam „sprzątaniem lodówki”. Super sprawa – tu kawałek serka, tam jakaś inna niedojedzona rzecz, ciasto francuskie i jajka i mam quiche zwany też kisz.
  5. Planuję posiłki na cały tydzień, jeden na dwa dni i jak najwięcej wykorzystuję tego co już mam. I jak gotuję coś nowego to wybieram przepisy z krótką listą składników. Mniejsze zakupy to mniejsze ryzyko, że coś się zmarnuje.
  6. Przed wyjazdem na urlop sprzątam lodówkę. Nawet jak nie ma mnie tydzień, a co dopiero dwa, lodówka sobie odpoczywa. Ostatnie dni to minimum zakupów, maksimum kreatywności, zero wyrzucania. Wolę wrócić do domu po wakacjach i nie mieć nic, niż czuć, że coś się zmarnowało.
  7. I wzięłam sobie do serca informację, którą dostałam od byłego pracownika pewnej dużej firmy mleczarskiej. Jeśli na np. jogurcie jest podany termin przydatności 29 września 2019 r. to nie znaczy, że o północy ten produkt natychmiast się zepsuje. On się spokojnie nadaje do zjedzenia. Bez obaw – nie jem zepsutych rzeczy.

Mnie też się zdarza, ale tak rzadko, że jednak uważam, że nie marnuję jedzenia

Nie jestem idealna! Zdarza mi się wyrzucić jedzenie – niestety czasem pojawi się pleśń. To mój chyba jedyny argument, by coś wyrzucić. Nie odkrawam, nie udaję, że resztę można zjeść, w trosce o zdrowie – wyrzucam. Ostatnio źle przechowałam ostatnią kromkę chleba, spleśniała, wyrzuciłam. Mam nadzieję, że moje podpowiedzi Wam się przydadzą, są bardzo proste do wprowadzenia we własne życie. Ale, jeśli nie to nie wyrzucajcie nadmiaru obiadu, sałatki której jest za dużo, ciasta, którego nikt już nie chce jeść. Podzielcie się!

Podziel się – nie marnuj jedzenia

Od kilku miesięcy z radością obserwuję działalność Jadłodzielni w Bielsku-Białej. Koniecznie obserwujcie jej profil na Facebooku. Są już dwie lodówki, w których zapakowane i opisane potrawy możecie zostawić. Podzielcie się zamiast wyrzucać. Skorzystajcie jeśli potrzebujecie! Jedną lodówkę znajdziecie przy ulicy Thomasa W. Wilsona, przy Liceum Ogólnokształcącym im. S. Żeromskiego. Druga stanęła właśnie obok Jarmużo, przy ulicy 11 Listopada 57. Mam nadzieję, że takich inicjatyw będzie więcej. Od teraz, od chwili gdy sklepy nie mogą już marnować jedzenia.

Zmiany w prawie – już nie wolno marnować jedzenia

W drugiej połowie września weszły w życie przepisy, zgodnie z którymi sklepy muszą podpisać umowy z organizacjami pożytku publicznego, które zagospodarują żywność i uratują ją przed wyrzuceniem. Na razie dotyczy to sklepów o powierzchni 400 metrów kwadratowych, ale za dwa lata także mniejszych. Wiem, że w moim mieście, wiele nawet małych sklepów już dzieli się jedzeniem, którego nie może sprzedać, ale ktoś inny wciąż może je zjeść. Kilka miesięcy temu, wracają z jakiegoś wyjazdu i mając świadomość pustej lodówki w domu i pustego brzucha, sama chciałam poczęstować się z lodówki Jadłodzielni. Na ranem było jednak pusto… Kolejny wyjazd za kilka tygodni, może tym razem się uda 😀

Nie marnuj jedzenia – marnujesz swój czas i planetę

To, że ktoś jest głodny, gdy ja wyrzucam jedzenie, to tylko jeden argument. Wyrzucając jedzenie, wyrzucasz pieniądze, a tak na prawdę to wyrzucasz i marnujesz czas przeznaczony na ich zarobienie. Godzinę, dwie, osiem, tydzień… Można go było spożytkować inaczej. I wydawało mi się, że to wystarczy, by nie marnować jedzenia. A później uświadomiono mi, że wyrzucone jedzenia to zmarnowana woda potrzebna do jego produkcji. Kanapka z serem to 90 litrów zmarnowanej wody! Kilogram ziemniaków – 300 litrów! Mam nadzieję, że to uruchamia wyobraźnię, nie tylko moją. Ja nie marnuję jedzenia.