Moja ukochana Italia ma od niedawna kulinarną konkurencję. A może miała ją od 11 lat, gdy zasmakowałam sardynek i dorsza, a teraz tylko za tym smakiem zatęskniłam?

Co jeść w Porto, czyli zwiedzanie Porto od kuchni

Co w portugalskiej kuchni jest wyjątkowego? To, że to takie proste, czyli tak idealnie pasuje do mnie i mojego bloga. Kilka składników i mamy prawdziwą ucztę. Jaki jest sekret? Świeżość! Co jeść w Porto i jaka jest jego kuchnia? O tym niżej. Dobrze, że jest gdzie aktywnie spalać kalorie!

Duoro, Porto, Portugalia

Rzeka Duoro

Kawa w Porto zanim zaczniesz jeść

Czarna jak smoła, gęsta i bardzo aromatyczna. Podana w maleńkiej filiżance, na dwa łyki. Wstrząsa. Nie wyobrażam sobie poranka bez takiej właśnie kawy! Naszą codzienną, poranną, wypijaliśmy w barze wraz z mieszkańcami Porto. Sąsiednia uliczka, kilka kocich łbów do pokonania – uwaga, po deszczu są śliskie – i już wślizgujemy się do wnętrza Amor aos Pedaços. Tradycyjnie zamawiamy „dois cafés”, płacąc za każdą 0,6 euro.

Kilkaset metrów niżej jest maleński sklepik z pieczywem. Tu posługujemy się językiem migowym i kupujemy nasze śniadania. Najczęściej na słodko. Bułeczki z wiórkami kokosowymi, charakterystyczne Pastéis de Nata, czyli babeczki budyniowe z ciasta francuskiego. Dla mnie to ciekawe połączenie słonego spodu i słodkiego wnętrza. Piotr lubi sięgać po bułkę, która moim zdaniem smakuje jak chałka a w środku zapieczony jest ser i wędlina. Takie śniadania, przegryzane na balkonie naszego pokoju albo w drodze nad rzekę Duoro to zaledwie 2 euro.

Bez tej kawy w Porto nie ma co jeść – kawa zaczyna i kończy nasz dzień.

Kawa, śniadanie

Czarna jak smoła, gęsta i bardzo aromatyczna

Coś słodkiego w Porto

To mógłby być prawdziwy dramat, gdybyśmy nie byli aktywni. Gdybyśmy każdego dnia nie przemierzali na własnych nogach wielu kilometrów. To jedyny sposób, by spalić dodatkowe, jakże pyszne kalorie. – To co, eklerka? Pada niebezpieczne pytanie. Niebezpieczne, bo przecież wiadomo, że nie skończy się na jednym eklerku! Jeden w wersji klasycznej i drugi bardziej wymyślny. Na inne desery nawet nie spoglądam! Pierwszy raz trafiliśmy tu dzięki naszej gospodyni i przewodniczce Dorocie w niedzielne popołudnie. Mnie sumienie nie ruszało, bo właśnie przebiegłam maraton i miałam deficyt kalorii. Z trudem podjęłam więc decyzję. Klasyczny i truskawkowy. Piotr wybrał karmelowy i banoffee. Taka ze mnie influencerka, że nie mam ani jednego zdjęcia stamtąd! Jak tylko wjechały na stół, to żadne z nas nie myślało o zdjęciach, tylko o konsumpcji. Za drugim razem niestety podobnie… Zerknijcie więc na ich WWW i znajdźcie lokalizację będąc w Portugalii. I nie liczcie kalorii!

Historia tego miejsca rozpoczęła się 99 lat temu od produkcji mleka, masła i śmietany. Bita śmietana, delikatne ciasto i gęsta czekolada to idealne połączenie w wersji klasycznej.

Kolacja w zaułkach Porto 

Do tego miejsca nie poszłabym bez wcześniejszej rekomendacji. Raz, że przypadkiem bym tam nie trafiła, a gdybym jednak zabłądziła do tej niepozornej, wąskiej uliczki to raczej szybko bym uciekła. W niedzielny wieczór oprócz mnie i Piotra w tej okolicy nie było nikogo. Adres znaliśmy, nazwę też, a jednak nasz Google maps jakoś dziwnie prowadził. W końcu są drzwi, w drzwiach Ferdynand, a my bez znajomości portugalskiego staramy się upewnić, że jesteśmy u celu. Na szczęście jest i Dorota, która wysyła nas w Porto w takie zakamarki jak „Refúgio cento e doze”.

Nie znajdziecie tu typowego menu, z długą listą potraw do wyboru. Będzie to co Klarysa, gospodyni tego miejsca, znajdzie na targu. Ryba czy mięso – padnie pytanie, a reszta będzie niespodzianką! Pyszną i prostą. My odpowiedzieliśmy: ryba, a dokładnie dwie ryby – okoń i dorada. Nasza kolacja zaczęła się kieliszkiem porto. Po drodze było białe wino, a na koniec nalewka na dobre trawienie. Pieczywo, oliwki, sałata za pomidorami, cebulą i dużą ilością oliwy, pieczone ziemniaki. I delikatne rozpływające się w ustach ryby. Nigdzie indziej ryby nie smakują mi tak bardzo jak właśnie w Portugalii. Eh… za rok znowu chcę tych smaków! Na deser pudding i z trudem wtaczaliśmy się kilkaset metrów pod górę do naszego pokoiku. Prosta i smaczna lokalna kuchnia, a do tego niezapomniana atmosfera miejsca. Raptem kilka stolików dla wtajemniczonych, żadnego pośpiechu, tylko śmiech i mlaskanie!

Kolacja, sałata, Porto

Kolacja w Refúgio cento e doze w Porto

Obiad w rybackiej wiosce

Ten obiad zostawiliśmy sobie na ostatni dzień pobytu w Porto. Żeby zaostrzyć sobie apetyt wywieźliśmy się pociągiem do Agudy i brzegiem oceanu i wzdłuż rzeki Duoro wróciliśmy do wioski rybackiej Afurada, a potem do Porto. Oczywiście z przystankiem w wiosce i w Casa do F.C. Porto na pyszny trzydaniowy obiad. Pierwsza część spaceru to ok. 13 km, druga – idealna na trawienie – to kolejnych 5 km. Spacer, ocean i wiatr tylko zaostrzają apetyt. I znowu – dzięki Dorocie, wiedzieliśmy, że mamy udać się dokładnie do miejsca o nazwie F.C. Porto! W menu – ryby i owoce morza grillowane. Grill stoi przed lokalem i zapewne w piękne, słoneczne dni przyciąga głodnych. My jednak wpadliśmy przemoczeni do suchej nitki, bo dosłownie kilometr od celu lunęło.

Patrzę teraz na zdjęcia i mogłabym się natychmiast teleportować! Grillowane kalmary. Krewetki. Sardynki. Pieczone ziemniaki. Do tego najprostsza sałata z pomidorami i cebulą. Oliwki i pieczywo. Plus dwie butelki wina. Bo siedzieliśmy długo, bardzo długo, a owoce morza wymagały towarzystwa. Najzabawniejsze, że ta prosta sałata prześladuje mnie do dziś. Kolejny tydzień wakacji spędziliśmy we Włoszech – sałata, pomidory i cebula były na stole codziennie. Od tygodnia w Polsce to samo. Wczoraj na rynku zakupy – sałata, pomidory, cebula…

Afurada to urokliwa wioska rybacka. Zresztą, dobiegłam tutaj podczas swojego maratonu w Porto. Nie udało mi się zobaczyć tradycyjnej pralni i suszącego się na wietrze i na charakterystycznych konstrukcjach, prania. Następnym razem.

Najsłynniejsza kanapka – hit czy kit

O tej kanapce przeczytałam jeszcze zanim wyruszyłam w podróż do Porto. I czytając opis oraz patrząc na zdjęcia napawała mnie przerażeniem.

Zgodnie z tym co można przeczytać w Wikipedii, Francesinha (po portugalsku Mała Francuzeczka) – portugalskie danie w formie kanapki pochodzące z Porto. Obecnie jeden z najpopularniejszych portugalskich fast-foodów. Francesinha wykonywana jest tradycyjnie z: chleba, twardej szynki linguiça, świeżej kiełbasy, steka lub pieczonego mięsa, posypana żółtym serem i grubej warstwy sosu pomidorowo-piwnego. Zazwyczaj podaje się ją z frytkami.

Francesinha, Porto, Portugalia, Cafe Santiago

Najsłynniejsza kanapka – hit czy kit

Na Francesinhę zapraszają lokale na każdym kroku. Nie sposób jej nie zauważyć. Kiedy więc zapadnie decyzja, by spróbować się zmierzyć z kanapką trafiamy do Café Santiago, oficjalnie otwartej w 1959, ale która pierwszych gości przyjmowała już w latach 30. ubiegłego wieku. Od tego czasu w tym lokalu sporo się zmieniło, ale jeśli chcecie spróbować tej kanapki to zapraszam właśnie tutaj. Moja wersja była bez jajka na górze i nawet bardzo głodna nie byłabym jej w stanie zjeść w całości. Test uważam jednak za zaliczony, choć zdecydowanie bardziej polecam, po sąsiedzku, zupełnie inną kanapkę.

Kanapka z mięsem – coś dla Reksia

Casa Guedes to dwa lokale na tej samej ulicy – stary i nowy. Już pierwszego wieczoru głodni po zbyt długiej podróży trafiamy właśnie tutaj. Bułka. Wieprzowina marynowana w piwie. Ser o mocnym i charakterystycznym zapachu, czyli tzw. śmierdziuszek. Palce ociekające tłuszczem i ta błogość. Za kolację dla dwóch osób zapłaciliśmy 18 euro – dwie bułki z wołowiną i serem, wielka porcja frytek, 0,5 l piwa i czerwone wino. Piszę to i mlaskam! Ile pięknych wspomnień i smaków w tej jednej kanapce. Już rozumiem, czemu niektórzy rzucają się na nią jak Reksio na szynkę 😉

Wina i inne trunki

Co Wam przychodzi na myśl gdy powiem Duoro? Wino! Jakieś dwa lata temu w pewnym popularnym sklepie z kropkami, czerwone wino właśnie z doliny Duoro umilało nam czas w jesienne i zimowe wieczory. Bez wina i bez porto w Porto ani rusz! Tradycja produkcji wina sięga tu czasów rzymskich. Po drugiej stronie stalowego mostu Ludwika I znajduje się położona naprzeciwko Porto miejscowość Vila Nova de Gaia. Wystarczy przejść na drugą stronę rzeki, by wejść do pierwszej piwniczki. Na rzece przycupnęły łodzie wypełnione beczkami, a ja już pierwszego dnia podczas porannego biegania przed maratonem w Porto, zastanawiałam się czy są pełne.

Zdecydowanie polecam więc odwiedziny choćby w jednej z wytwórni wina, posłuchanie opowieści, podziwianie ogromnych beczek i zastanawianie się czy starczyłoby tego wina na resztę życia  😉 Jeśli pójdziecie kilka kilometrów dalej, traficie do Real Companhia Velha, czyli jednego z najstarszych producentów wina w regionie. Real Companhia Velha  została założona w 1756 roku przez José I, króla Portugalii. Od tamtego czasu, czyli już od ponad 250 lat, nieprzerwanie wytwarza wina – takie informacje znajdziecie na stronie internetowej.

A na miejscu? Na miejscu spotkacie Magdalenę, która po polsku opowie Wam o beczkach, pojemności, zawartości i powstawaniu porto. Aż chce się popłynąć w górę rzeki Duoro i na własne oczy zobaczyć jak dojrzewają winogrona. A słowa Ruby i Tawny przestaną brzmieć tajemniczo – ja wreszcie usłyszałam jak poprawnie wymawia się „tawny”.

Jeść w Porto i nie przytyć?

Po tych wakacjach, a Porto to był tylko pierwszy tydzień i później był kolejny we Włoszech, zrobiliśmy komisyjne ważenie zaraz po powrocie. Co tu dużo mówić, nie odmawialiśmy sobie przyjemności. I waga, przynajmniej u mnie pokazała dokładnie tyle co przed wyjazdem. Uff… Na szczęście był ten maraton, kilometry pokonane podczas poznawania Porto i włoskie góry.

Porto

Porto, jeszcze tu wrócę!

To wszystko i jeszcze więcej rzeczywiście zjedliśmy w Porto. Sery i wędliny i chleb kupione na targu. Krokiety z dorsza, dorsza i wino z beczki… Portugalia to dla mnie raj. Raj od kuchni. Raj na talerzu. Kulinarny raj. Ryba na talerzu, kieliszek porto i ocean i mam wszystko co lubię. O samym Porto, bo przecież jednak coś robiliśmy jak nie jedliśmy, jeszcze Wam napiszę. A ja już planuję wrócić tam w przyszłym roku. I tym razem sprawdzę, gdzie dojrzewają winogrona.