To będzie alternatywne zwiedzanie Porto, czyli co zobaczyć czego inni nie widzieli. Nie napiszę o znanych miejscach, o najpopularniejszych zabytkach w Porto, o największych atrakcjach tego portugalskiego miasta. Przewodników opisujących co zobaczyć w Porto nie brakuje. Jest jednak jeszcze Porto poza utartym szlakiem. Porto, gdzie nie spotkacie tłumu turystów, a z dużym prawdopodobieństwem spotkacie tylko jego mieszkańców. Nieznane i ciekawe miejsca w Porto to sposób na niespieszne zwiedzanie. Zaplanujcie kilka dni i cieszcie się prostym życiem. Nawet w listopadzie, gdy mgła i mżawka otula miasto. Ale wystarczy trochę zaczekać i już można włożyć na nos słoneczne okulary. Zabieram Was do Porto.

Nieznane miejsce w Porto – podążaj za dźwiękami fado

Od kilku tygodni w drodze do pracy samochodem towarzyszy mi płyta Siesta Festival 2019. Najpierw wczuwałam się w klimat, teraz wracam wspomnieniami. Ana Moura, Marco Rodrigues, Fábia Rebordão to nazwiska, które znają miłośnicy fado. Fado oznacza los, przeznaczenie, ale dla mnie to ciary na plecach. Pierwszy raz fado usłyszałam na ulicach Lizbony, późnym wieczorem, w jakiejś uliczce, przed jakimś barem, jakaś kobieta śpiewała smutno i przejmująco. Podczas tamtego wyjazdu, 11 lat temu, po raz pierwszy usłyszałam też nazwiska Mariza i Amália Rodrigues i w plecaku przywiozłam ich płyty. W listopadzie 2011 roku, już po moim odkryciu, fado wpisano na listę niematerialnego dziedzictwa Unesco.

Bielsko-Białą i Porto łączy fado

Marizę podziwiałam dwukrotnie na koncercie – raz w Domu Muzyki i Tańca w Zabrzu, kolejny w kościele w Bielsku-Białej. Tym razem ciary na plecach poczułam jednak nie podczas koncertu dla tysięcy, ale podczas skromnego występu, w barze, dla garstki miejscowych i czwórki wtajemniczonych turystów. I znowu – to był bar, do którego bez wcześniejszej rekomendacji bym nie weszła. Obca wśród swoich, w bocznej uliczce, na uboczu, w pewnym oddaleniu od głównych atrakcji Porto. Bar jak to bar. Kanapki, przekąski, piwo, wino.

I magiczna środa. Start o godzinie 16.00. Fado. Ale nie koncert, raczej wspólne spotkanie przyjaciół. Tuż przy naszym stoliku do ściany przytula się dwóch gitarzystów. Na początek kilka słów po portugalsku, tytułem wstępu, nic jednak nie rozumiem. Później od stolików wstają kolejni wykonawcy. Kto widz, a kto artysta? Tylko jedna kobieta zdecydowanie wygląda na śpiewaczkę fado, zresztą w ręce trzyma własną płytę! Eh, gdybym ja choć kilka słów mogła do niej powiedzieć… Eh, gdybym ja mogła zrozumieć o czym oni śpiewają. A tak, mogę tylko poczuć. Portugalczycy określają to jednym słowem saudade – znacznie trudniej w jednym słowie opowiedzieć o tym po polsku. Tę tęsknotę, tkliwość, smutek, melancholię trzeba po prostu usłyszeć i poczuć.

António Cerqueira, Januário Teixeira, Manuel Barbosa – na YouTube znalazłam nawet kilka amatorskich filmików zarejestrowanych podczas tych środowych spotkań. Pamiątkowe zdjęcia powstają zresztą przy użyciu tradycyjnych, kompaktowych aparatów. Jakby czas się zatrzymał. Bez nagłośnienia, wymyślnych dekoracji, sztywnej formuły. Ktoś przyszedł, przysiadł, zaśpiewał, posłuchał, wypił i zniknął w mroku.

Bairro Herculano w Porto – nie każdy tu trafi

Może zniknąć w wąskich uliczkach ukrytej dzielnicy. To dokładnie 400 metrów stąd. Trzeba tylko wiedzieć, w którą bramę wejść. Są dwie. Pierwotnie, wejście od ulicy Alexandre Herculano i drugie przy ulicy Fontainhas uzbrojone były w żelazne bramy, które na noc zamykano, ograniczając tym samym dostęp do dzielnicy. I choć trafiamy tu dzięki instrukcjom Doroty – bez tych instrukcji szukałabym tego miejsca do dziś, a i tak dopiero za drugim razem weszliśmy we właściwą uliczkę – czuję się trochę jak intruz. Taki ciekawski człowiek, który zagląda do okien, przygląda się roślinom, dekoracjom, podgląda koty wylegujące się leniwie w promieniach słońca. A mówiąc o kotach i psach, to warto, naprawdę warto spoglądać pod stopy.

Ukryta dzielnica w Porto

Podczas tego nietypowego zwiedzania Bairro Herculano jesteśmy zupełnie sami. To maleńka dzielnica wybudowana w 19 wieku (około 1870 roku) dla robotników. Uliczki na szerokość wyciągniętych ramion. Przy każdej mieści się od 8 do 10 domów. Dwupoziomowe. Ozdobione dużą ilością kwiatów. Z pierwszego piętra zwisają wyprane ubrania, które schnąc dają mieszkańcom cień. Przez długi czas mieszkańcy tych domów korzystali nawet ze wspólnych łazienek – ich ślady wciąż można tu znaleźć. Urocze, skromne domki dziś wyposażone są już we własne łazienki, a niektóre z nich zostały gruntownie wyremontowane i przygotowane na wynajem. Znalazłam nawet ofertę na airbnb, bo bardzo chciałam zobaczyć jak wykorzystano przestrzeń w tych małych domkach.

Wyobrażam sobie, że gdy tylko zniknęliśmy prawowitym mieszkańcom tego miejsca z pola widzenia, wyszli na zewnątrz. I zrobiło się gwarno. O poranku – z filiżanką kawy. Wieczorem z zimnym piwem. By odpocząć, porozmawiać, spędzić wspólnie czas.

Ogrody Kryształowego Pałacu w Porto i jeszcze więcej

To jedno z ciekawszych miejsc w Porto. Szczególnie dla osób, które lubią przyrodę, widoki aż po horyzont i spacery. W różnych miastach szukamy właśnie takich miejsc. Latem usiadłabym na trawie, otworzyła wino i cieszyła się czasem spędzanym w pięknym miejscu. W Ogrodach Kryształowego Pałacu (Jardins de Palácio de Cristal) nie jesteśmy jednak latem. Gdy zza chmur wygląda słońce robi się bardzo przyjemnie. To nie ogrody są jednak naszym celem, ale romantyczne drogi za murami Muzeum Romantyzmu. Ogrody pokażę więc innym razem, a tymczasem znowu mamy za zadanie trafić w nieznane szerzej miejsce.

Szukamy więc właściwej uliczki, ale zanim nam się to uda, trafiamy do tajemniczego ogrodu. Najpierw jednak podziwiamy kolorowe płytki na kilku budynkach. Później skręcamy jednak za daleko i wchodzimy na osiedle. Kilka bloków. To zdecydowanie nie jest romantyczne miejsce. Ale z góry widać intrygujący labirynt ogrodów, bramę i budkę z ochroną. Wygląda interesująco, ale jednak co ochrona to ochrona. Pracownicy wpuszczają nas jednak bez problemu, choć gdyby zagadnąć po portugalsku byłoby jeszcze łatwiej. Co to za miejsce, gdzie nie ma nikogo?

Duoro Porto

Widok na Porto i Duoro z Ogrodów Kryształowego Pałacu

Tajemniczy ogród ukryty za wysokim murem

Jesteśmy na terenie Casa Tait, znanym również jako Quinta do Meio. To miejsce, które może się poszczycić wspaniałym ogrodem różany w stylu angielskim (ale to o innej porze roku) i pięknym widokiem na rzekę Douro. Dom należał do angielskiego kupca wina Williama Taita od 22 kwietnia 1900 roku. Była to główna rezydencja kilku angielskich rodzin, które przeprowadziły się do Porto w związku z handlem tutejszym winem. Charakterystyczne dla tego ogrodu są przycięte równo żywopłoty oraz kwiaty i drzewa. W zależności od pory roku w jakiej się tu znajdziemy, można podziwiać tulipany, magnolie, rododendrony, róże i drzewa pomarańczowe. W listopadzie na drzewach wciąż rosły pomarańcze, jakby nikt ich tutaj nie zbierał. I nawet szukając informacji o tym miejscu dowiedziałam się, że ogród i rezydencja pozostaje tajemnicą, o której wie tylko kilku mieszkańców. Ależ się cieszę, że tu trafiliśmy!

Po moim tajemniczym ogrodzie uwijają się ogrodnicy, ale nikt nie zwraca na nas nadmiernej uwagi. Choć czasem mam wrażenie, że jestem tu intruzem, to jednak ogrody wokół domu otwarte są dla odwiedzających.

Romantyczne drogi jeszcze nie do końca romantyczne

Już nie tajemniczą, strzeżoną bramą, ale główną, tuż przy Muzeum Romantyzmu, wychodzimy z ogrodów wokół Casa Tait. Skręcamy w prawo. Z obu stron otaczają nas wysokie mury, wyższe ode mnie, odgradzające domy od reszty świata. Są i romantyczne drogi. Może jeszcze niezbyt efektowne, czasem nie do końca zadbane, ale warte odkrycia. Wieść niesie, że świat dopiero o nich usłyszy.

To jeszcze nie koniec poznawania zakątków Porto. Tych mniej popularnych, omijanych podczas tradycyjnego zwiedzania, niezauważanych gdy wpatrzeni w mapy zmierzamy od zabytku do zabytku, od ciekawego miejsca do innego, polecanego w przewodnikach. Będzie jeszcze o ulicznej sztuce, o płytkach na ścianach budynków, którym warto się przyglądać, o sklepikach z ciasteczkami ukrytych w zaułkach, alternatywnym centrum handlowym i po prostu o włóczeniu się uliczkami Porto. Już wkrótce ciąg dalszy odkrywania Porto.

A jeśli po takim zwiedzaniu zgłodniejecie to zapraszam do poznania Porto od kuchni.