Za chwilę znowu będą Święta Bożego Narodzenia. Święta 2020. Inne. Dziwne. Rodzinne, a może samotne. Moje też są inne.

życzenia, święta, Boże Narodzenie

Ale gór w tym czasie nie zabraknie. Choć innych, takich w których nie byłam od czasów ogólniaka. Podrzućcie w komentarzu pomysł na wycieczki w Górach Świętokrzyskich. Oczywiście, jest w planie najwyższy szczyt do Korony Gór Polski, bo mój sprzed lat jest już nieaktualny.

Zanim zabiorę Cię na Łysicę i wyższą o metr Skałę Agaty, przypominam jak spędzałam Święta przez ostatnie lata.

Dwa razy Beskid Niski, Beskid Wyspowy, Gorce, Pieniny, a w 2019 roku Góry Stołowe, Bystrzyckie, Orlickie i Sowie – tak spędzam Święta Bożego Narodzenia od sześciu lat. Robiąc to, co lubię najbardziej – włócząc się po pustych szlakach. Boże Narodzenie można spędzać inaczej, w górach, zdobywając zasypane szczyty. Nawet za cenę sernika 😉 i nawet, gdy nie można podziwiać widoków!

Święta w górach, czyli co mnie omija?

Przedświąteczne szaleństwo. Szaleństwo sprzątania, gotowania, zakupów, poszukiwania kolejnych, niepotrzebnych prezentów.

Co mam w zamian? Święta i puste góry!

Czas na odpoczynek. Poznawanie kolejnych miejsc w mniej popularnym czasie. Puste szlaki, bo najczęściej trafiam na pogodę dla koneserów. A zdjęcia w sumie mogłabym robić w dowolnym miejscu. Albo stoję we mgle, albo ociekam deszczem, albo zapadam się po kolana w topniejącym śniegu. Opatulona w zimową czapkę i kurtkę jestem nie do poznania. I jak zwykle marzną mi dłonie. I jak zwykle, co rok zapowiadam, że za rok to już na pewno będą ciepłe kraje, drinki z palemką i lenistwo na plaży. A później znowu ląduję w górach.

Dwa lata z rzędu był Beskid Niski

To był mój drugi pobyt w Beskidzie Niskim i pierwszy zimowy. Nie bardzo wiedziałam czego mogę się spodziewać, więc trafiłam do największej i najbardziej znanej miejscowości, czyli do Wysowej.

Takich wariatów, jak ja i Piotr nie było wielu, więc na miejscu okazało się, że inna para, która miała przyjechać na święta zdążyła się pokłócić i całe Święta będziemy sami. Oznaczało to po prostu, że cały dom mieliśmy dla siebie, a nasi gospodarze nie mogli się nadziwić, że kiedy oni wstają nas już nie ma, a wracamy po zmroku.

Od świtu do zmierzchu włóczyliśmy się po Lackowej, wojennych cmentarzach, przekraczaliśmy potoki w Nieznajowej, dotarliśmy do Wołowca i zdobyliśmy najwyższy szczyt Beskidu Niskiego – Busov.

W pięć dni przeszliśmy ponad 150 km. Przyjechaliśmy, gdy w górach panowała jesień, a jak zaczęło sypać to wydawała się, że nie wrócimy. Generalnie wokół było biało, momentami zimno, bo maszerowaliśmy w zadymce śnieżnej i świata wokół nie było widać.

W Beskid Niski wracałam później jeszcze kilka razy!

Rok później byliśmy tam, gdzie powstało Wino Truskawkowe

Padło na Posadę Jaśliska, czyli poznawanie Beskidu Niskiego od drugiej strony. I znowu – cały dom dla nas! Ale my woleliśmy być na szlaku. I to czasem na przełaj, przedzierając się do kamieniołomu, szukając zejścia wzdłuż potoku, by dotrzeć do słynnego znaku wskazującego odległość do Babadag. Wtedy też pokonaliśmy z Piotrem nasz najdłuższy dystans w górach – z Komańczy do Rymanowa Zdroju, czerwonym szlakiem.

Wystartowaliśmy przed 6 rano, a do celu po pokonaniu ponad 50 km, dotarliśmy po zmroku. Po drodze poznaliśmy kilka rodzajów błota – w tym to najbardziej irytujące, wciągające. Z naszymi butami to baliśmy się, że kierowca nie będzie chciał nas zabrać z powrotem do Jaślisk. Na szczęście się udało!

buty błoto góry

Zima 2015

Beskid Wyspowy i Dobra Chata

Beskid Wyspowy to były góry, które wcześniej omijałam. To znaczy mijałam je jadąc dalej w stronę Bieszczad i Beskidu Niskiego. Tym razem stały się idealnym miejscem na świąteczny wyjazd. Trafiliśmy do Dobrej, a szlak zaczynał się tuż przed bramą. Łopień, Mogielica, Krzystonów, Jasień, Ćwilin i Śnieżnica.

Pogoda znowu nas nie rozpieszczała. A to zawiało szlak i brnęliśmy w zaspach, a to przyszło ocieplenie i śnieg pode mną zapadał się, a ja wpadałam w wodną breję. To właśnie wtedy, gdzieś w okolicy Jasienia zażyczyłam sobie wyjazdu pod palmy. Za rok, na kolejne święta, gdzieś gdzie będzie ciepło, sucho i zamiast herbaty z termosu będą drinki z palemką!

W Beskidzie Wyspowym spodobało mi się jednak na tyle, by jeszcze raz pojechać tam zimową porą.

Między Gorcami a Beskidem Wyspowym

Rok później okazało się, że znowu trafiłam w góry. Tym razem bazą wypadową była Rabka, między Beskidem Wyspowym a Gorcami. I o ile w Wigilię na Luboń wchodziliśmy we mgle i śnieżycy, o tyle kilka dni później Turbacz powitał nas pięknym słońcem i delikatnym mrozem. I to był nasz wyjątek od reguły! Jedyny moment, kiedy nie chciałam wyjeżdżać na święta do tzw. ciepłych krajów.

Turbacz i widok na Tatry

Święta 2017 – Turbacza

Między Pieninami i Gorcami

To był idealny pretekst, żeby wrócić w Pieniny po latach przerwy. Ale nie Sokolica i Trzy Korony, ale tzw. Małe Pieniny z najwyższym szczytem Wysoką i po drodze z Wąwozem Homole. Za bazę wypadową wybraliśmy Jaworki. I o ile na Wysoką dotarliśmy bez problemu, to już kolejne dni na Przehybie, Rogaczu czy w Eliaszówce to była walka o przetrwanie. Generalnie przecieraliśmy wszystkie możliwe szlaki, a i tak wiatr zacierał nasze ślady. Ile wtedy wymarzłam to moje! I znowu za rok, miały być Wyspy Kanaryjskie.

Sudety i jeszcze więcej

A jesteśmy tam, gdzie jeszcze nas nie było. Sudety, nie będę tego ukrywać, przyciągały nas tylko wtedy, gdy chcieliśmy zdobyć Śnieżkę. A Sudety to przecież znacznie więcej niż Śnieżka i Samotnia! To pasmo o długości 300 km i kilka grup górskich, a każda ma swój najwyższy szczyt. To ważne, jeśli kompletujecie Koronę Gór Polski. Moja, robi się zupełnie przypadkiem i tak przypadkiem dotarłam do połowy, a najmniej szczytów mam właśnie stąd. Czyli idealny pretekst, by przy okazji jednego wyjazdu wejść na Szczeliniec, Wielką Sowę, Jagodną, Orlicę i może nawet na Śnieżnik.

Baza wypadowa w 2019 roku: Duszniki Zdrój! Pierwszy dzień to potwierdzenie, że ciąży nade mną jakieś fatum! Pada deszcz! Niemal całą drogę.

Szczeliniec Góry Stołowe

Kolejne zdjęcie z cyklu: proszę nie regulować odbiorników

W drodze na Szczeliniec wciąż pada, a na szczycie nie widać nic. Kolejne zdjęcie do kolekcji pt. prosimy nie regulować odbiorników. Deszcz zamienia się w śnieżną krupę. Ale już w nocy zaczyna prószyć śnieg. Rano nie jest go zbyt wiele, mróz jeszcze nie ściął ziemi, ale i tak świat lekko przykryty puchem wygląda znacznie lepiej! W takim właśnie puchu zdobywamy kolejne szczyt – Jagodną, Orlicę, Wielką Sowę. W takim puchu poznajemy Broumowskie Ściany, Białe Skały i Skalne Grzyby. W takim puchu zamierzamy jeszcze powitać Nowy Rok, bo 2020 ma podobno zacząć się od ocieplenia.

Gdzieś, prawie na końcu świata omija mnie świąteczne szaleństwo. Lista zakupowa to kilka produktów. Potraw na kilka dni jest zdecydowanie mniej niż 12 i nic się nie marnuje! Trochę tęsknię za świątecznym sernikiem, ale jeszcze w tym roku zamierzam to nadrobić dzięki tutejszej piekarni.

Święta po mojemu!

Co chcę Wam powiedzieć? Żebyście spędzali ten świąteczno-noworoczny czas tak jak chcecie i tak jak lubicie. Jedzenie, prezenty, choinka i świąteczne dekoracje nie są najważniejsze. Najważniejsi są ludzie, z którymi chcecie być.

Święta w 2019 roku były też okazją, by spotkać się z tymi, których znam wirtualnie – z Natalią, Maćkiem i Magdaleną. Ile z tego wyniknie w przyszłym roku… A to wszystko dzięki świętom spędzanym w górach. Do zobaczenia na szlaku!