Wyjazd w Pieniny – Sokolica, Trzy Korony i coś jeszcze!

Jedziemy w Pieniny – zawołałam i w ciągu kilku minut zarezerwowałam nocleg. A z pudła z mapami wyciągnęłam odpowiednie materiały i wybrałam szlaki. Skoro Pieniny to na pewno będzie Sokolica i Trzy Korony, czyli najbardziej popularne szlaki. Jak nie ja!

Dlaczego właśnie Pieniny?

Nudzę się! Sami powiedzcie – ile razy można wejść na Szyndzielnię. I jeszcze na Klimczok i Błatnią. Albo z drugiej strony – Magurka i Czupel. Skrzyczne to dla mnie żadna atrakcja. Pilsko, phi. Babia Góra, że niby taka królowa. Nuda, tylko nuda!

Wiem, dla wielu miłośników gór jestem szczęściarą. Najbliższy szlak zaczyna się trzy kilometry od domu. Kolejne mam w zasięgu ręki lub krótkiego wyjazdu samochodem. Spróbujcie mnie jednak namówić na wypad w góry na te moje przydomowe szlaki. W życiu! Nuda, mówię Wam, nuda!

Ile razy można potykać się o ten sam kamień, ile razy nie zastanawiać się co jest za zakrętem, nie czekać na spektakularne widoki? To ja, znudzona autorka tego bloga, który w znacznej części zajmuje się górską tematyką. O ironio! I to ja mam Was namówić na wyjazd w góry?!

Sposób na nudę – wyjazd w Pieniny!

Czas się otrzepać i znaleźć sposób na tę nudę. I motywację, by spakować plecak i ruszyć na szlak. Mój sposób? Są dokładnie dwa. Po pierwsze – jadę tam, gdzie jeszcze mnie nie było. To akurat jest bardzo proste. Do wielu pięknych miejsc jeszcze nie dotarłam. Wiadomo – urlop nie jest z gumy, a portfel nie jest wypchany dolarami. Mam do dyspozycji weekend, więc sięgam po drugie rozwiązanie. Jadę tam, gdzie byłam, ale w czasach „przed blogiem”, czyli dawno, dawno temu, gdy zaczynałam swoją przygodę z górami. Po co? Żeby porównać to co podsuwa mi idealizująca wszystko pamięć, z rzeczywistością.

Przykład? Proszę bardzo!

 

Od tego postu zaczął się ten blog. Bo gdy zobaczyłam co zobaczyłam, nie mogłam nie powspominać. Od tamtego czasu udało mi się jeszcze raz odwiedzić Biesy. Tym razem padło jednak na góry, w których byłam w jeszcze bardziej odległej przeszłości. To jeden z najatrakcyjniejszych regionów turystycznych w Polsce i drugie po Tatrach góry, pod względem liczby odwiedzających je turystów. A więc kierunek Pieniny! Tym razem Środkowe czyli Właściwe Pieniny i ich najbardziej popularne szlaki i najbardziej charakterystyczne szczyty – Sokolica i Trzy Korony. Małe Pieniny z najwyższą Wysoką odwiedziłam w grudniu 2018 roku.

Koronny szlak Pienin – Trzy Korony i Sokolica, tym razem zimą

Mamy zaledwie dwa dni na Pieniny, więc zadajemy sobie podstawowe pytanie: jakie szlaki turystyczne wybrać. Zaczniemy od koronnego, choć mam nadzieję, że w ostatnim dniu lutego – nie najpopularniejszego szlaku. W planie jest Sokolica i Trzy Korony, najliczniej odwiedzane i najczęściej fotografowane miejsca w Pieninach.

Mało zimowa zima w Pieninach

Teoretycznie jest zima, choć śniegu jak na lekarstwo. Trudno liczyć na połączenie skrzącej bieli, oszałamiającego błękitu i spektakularnych widoków. Z Krościenka ruszamy wzdłuż Dunajca, zielony szlak zaczyna się kawałek dalej, przy Rynku. Moja trasa i ta znakowana i tak za chwilę się spotkają. I już dalej pójdziemy z zielonymi znaczkami wzdłuż rzeki aż do kaplicy świętej Kingi i jeszcze kawałek dalej. Zielony szlak opuszcza brzeg i skręca w stronę lasu, polany i wygodną ścieżką prowadzi do góry. Zakosami i drewnianymi stopniami wyprowadza coraz wyżej. Gdzieś na początku przemkną nam sarenki i później pozostaje już tylko własne towarzystwo. Mijamy przełęcz i jeszcze krótkie podejście i godzinę po rozpoczęciu wędrówki jesteśmy na szczycie. Sokolica 747 m n.p.m.

Przed laty, podczas mojego pierwszego wyjazdu w Pieniny to właśnie Sokolica była pierwszym celem. Wtedy na Sokolicę wchodziłam jednak niebieskim szlakiem z Krościenka, po przepłynięciu pierwszą możliwą łodzią na drugi brzeg Dunajca. Teraz nie jest to możliwe, bo przeprawa przez Dunajec czynna jest od kwietnia.

Sokolica i jej słynna sosna i równie piękne widoki

Może nie jest to idealna pogoda, ale Tatry prezentują się stąd pięknie. W dole Przełom Dunajca, a przed nami kultowa i najczęściej fotografowana w Pieninach sosna. Od września 2018 roku sosna z blisko 500-letnią historią nie jest już tak widowiskowa. Uszkodzona podczas akcji ratunkowej wciąż jednak trzyma się zbocza Sokolicy i przegląda się w Dunajcu.

Nie Orla, ale Sokola Perć – krótki test równowagi

Wracamy na przełęcz i niebieskim szlakiem przez Sokolą Perć ruszamy w stronę kolejnego pienińskiego hitu. Sokolą Perć, kto ma lęk wysokości i ekspozycji może ominąć wybierając niebieski szlak. I tak za chwilę znowu się spotkamy na przełęczy i polanie Burzana. Niebieski szlak na chwilę spotka się z żółtym prowadzącym z Krościenka do Sromowców przez przełęcz Szopka (zwaną też Chwałą Bogu) i po kilkunastu minutach niebieski szlak skręca w lewo, a my wraz z nim. Zmierzamy na Górę Zamkową i Pieniński Zamek. I tu małe rozczarowanie – Zamek, a właściwie tego co pozostało z najwyżej położone w Polsce warowni, jest zamknięty. Od sierpnia ubiegłego roku. Zawaleniem grozi mur sąsiadujący ze schodami prowadzącymi na zamek, a dwa lata wcześniej zawalił się strop jednego z zamkowych pomieszczeń.

Zamek nie dla księżniczki, ale jednak korona, a nawet trzy!

Pozostaje nam tylko przejść obok i zejść na polanę Koszarzyska. Przed nami ostatni etap na Trzy Korony, najwyższy szczyt Pienin Środkowych. Trzy Korony zimą to bardzo przyjemny cel. Choć wiem, że gdyby nie piątkowy opad śniegu to bez raków czy raczków by się nie obeszło. Miejscami, na podejściu z polany Koszarzyska i przy zejściu na przełęcz Szopka jest ślisko. Kilka centymetrów puchu i kijki ułatwiają wędrówkę, ale pod tym puchem jest po prostu lód.

Metalowe podesty i schody umożliwiają wejście na najwyższą z pięciu turni, czyli Sokolicę 982 m n.p.m. Warto pamiętać, że poruszać należy się lewą stroną i unikać tego miejsca w czasie burzy. Z platformy widokowej można podziwiać Tatry, te powoli chowają się nam za chmurami, Babią Górę, Pilsko, Gorce, Magurę Spiską i Pasmo Radziejowej.

Kilka zdjęć i ruszamy w dół na wspomnianą już przełęcz Chwała Bogu i żółtym szlakiem dość szybko wracamy do Krościenka.

Podsumowanie

Pieniny – Sokolica i Trzy Korony

długość szlaku: 14 km

czas przejścia: 4 h

około 940 metrów podejścia i tyle samo zejścia

Pieniny mniej popularne – Małe i Słowackie

Ta wycieczka to pomysł autorów bloga Hasające Zające, z którymi spędziliśmy sobotni, bardzo miły wieczór w Krościenku. Wczesnym rankiem wywozimy się do Szczawnicy i tuż przed pawilonem Pienińskiego Parku Narodowego wybieramy niebieski szlak. Mijamy uśpione jeszcze schronisko Orlica i najpierw przyjemną ścieżką w lesie, a później błotnistym szlakiem podchodzimy z widokiem na Palenicę. Brak śniegu, brak mrozu i zimą taplamy się w błocie. Mijamy ośrodek narciarski – na Palenicę można wjechać ze Szczawnicy kolejką, a później korzystać z tras i czterech wyciągów orczykowych. Narciarzy jak na lekarstwo, wprost proporcjonalnie do panujących warunków i pogody. My trzymamy się niebieskiego szlaku, który prowadzi na Wysoką 1050 m n.p.m., najwyższy szczyt Pienin, a nawet jeszcze dalej. Dzisiaj tam nie dotrzemy. Na Wysokim Wierchu 898 m n.p.m. wybierzemy żółty szlak na Słowację. Gdyby nie to, że musimy wrócić do Szczawnicy i Krościenka, mieliśmy stąd już tylko „rzut beretem” do schroniska pod Durbaszką. Nic to, wkrótce to nadrobimy.

Pieniny po słowackiej stronie granicy

W ciągu około pół godziny schodzimy na Przełęcz pod Tokarnią (słow. Lesnické sedlo), a po drodze otwierają się widoki na całe pasmo Pienin. Z jednej strony Wysoka, a z drugiej widok na Trzy Korony, czyli Małe Pieniny, Pieniny Właściwe, a na dodatek jeszcze Gorce i Spisz. Stąd wyraźnie widać ich charakterystyczny kształt i turnie. W tamtym kierunku zresztą zmierzamy.

Parking na Przełęczy pod Tokarnią pusty, turystów brak, mimo, że to pierwsza marcowa niedziela. Kolejny etap to czerwony szlak do Czerwonego Klasztoru. Już widzę, że od strony Gorców nadciągają ciężkie chmury. Cóż, miał być deszcz i chyba przed nim nie uciekniemy. I niżej zapewne był – my wędrowaliśmy w delikatnie prószącym śniegu. Wąska ścieżka, punkt widokowy, skałki, i znowu – wąska ścieżka, las, delikatny śnieg. Cisza i spokój. Gdyby tylko nie ta zniszczona przez ciężki sprzęt droga. Ostatni odcinek na Sedlo Cerla, czyli Przełęcz pod Klasztorna Górą, pokonujemy w klejącym się do butów błocie. I to tutaj po pokonaniu prawie 16 km spotykamy pierwszych turystów! Przy Czerwonym Klasztorze czas na krótki odpoczynek i uzupełnienie kalorii. Czerwone dachy budynku widzieliśmy poprzedniego dnia z Trzech Koron. Mury kryje muzeum, gotycki Kościół Św. Antoniego i dyrekcję słowackiego Pienińskiego Parku Narodowego.

Zupełnie płasko, ale Pieniny wokół

Tutaj też czas na decyzję – możemy cofnąć się kawałek i żółtym szlakiem przez przełęcz Chwała Bogu wrócić do Krościenka (te trasę polecam też jeśli wybieracie się na Trzy Korony z Czerwonego Klasztoru), albo wybrać wędrówkę Przełomem Dunajca. Choć lubimy podejścia i zejścia, wybieramy niemal płaską 10-cio kilometrową trasę do Szczawnicy. Dlaczego? Bo patrząc na piękno wokół trudno będzie w tym miejscu cieszyć się taką ciszą i spokojem i pluskiem wody w Dunajcu. I choć brzmi to egoistycznie – właśnie takie góry lubię: tylko dla mnie. A zdarza się to już coraz rzadziej – przy pogodzie dla koneserów albo w mało atrakcyjnej porze roku – ni to zimie, ni to wiośnie, ni to jesieni.

Wiem, że jesienią jest tu bajecznie kolorowo i pewnie chciałabym zobaczyć to na własne oczy. I może nawet tu wrócę z butami biegowymi, bo to bardzo przyjemna trasa.

Podsumowanie

długość szlaku: 28 km

czas przejścia: 7 h

około 920 metrów podejścia i tyle samo zejścia