Ten tekst powstał dzięki Oli Budzyńskiej, Pani Swojego Czasu, autorce cytatu, który powinnam sobie napisać na ścianie. Albo chociaż na lodówce. Albo na moim kalendarzu. Będę patrzyć na te słowa codziennie. I wcielać w życie.

Stanę na rzęsach i pomacham dupą, a się tego nauczę.

Olu, dziękuję.

I nie „kiedyś”. W bardzo pojemnej i nic nie znaczącej przyszłości. Nie kiedyś, tylko teraz, już! Czas start.

Lubię się uczyć, poznawać nowe rzeczy, rozwijać. Nie wiem – doczytam, nie potrafię – douczę się. Mam jednak taki jeden mały sekret w życiu, o którym wie niewiele osób. Jeszcze do niedawna wiedziałam ja i najbliższa osoba. Choć nawet w tym wypadku podzielenie się tym straszliwym sekretem trochę czasu mi zajęło. W końcu nie było innego wyjścia, jak się ujawnić.

Komunijny prezent

Są pewne aktywności, które poznajemy i których uczymy się w określonym wieku. W moim pokoleniu to było około 8 roku życia. Dziś znacznie wcześniej. Ale wtedy ta aktywność, była związana z pewnym wydarzeniem w życiu i prezentem. Wiecie, komunia, prezenty i wśród nich, ten jeden.

Ok, prosto z mostu. Nie umiem jeździć na rowerze.

Straszne, co?

Czasem mi się tylko śniło, że jadę – o tym za chwilę. Zabawne, bo w sumie na rowerze, takim z czterema kółkami (dwa główne i dwa boczne, dokręcane) siedziałam kilka razy. Policzyć można na palcach jednej ręki.

To było dokładnie taki rower! Pelikan. Granatowy. Nawet miał taką lampkę z przodu, no dobrze, wszystkie takie miały, innych nie było.

Znalazłam nawet dane techniczne, dzięki Maciejowi, który zbiera dokumentację Rometa

dane technicze rower

Pelikan firmy Romet

Dlaczego nie umiem jeździć na rowerze?

Kilka „lekcji” to było dla mnie za mało. Lekcji wyproszonych, bo nikt nie miał dla mnie czasu. Po tych kilku razach, co je na palcach jednej ręki można policzyć, ktoś się nie bał i ukradł rower z piwnicy. Kolejnego już nie dostałam. Problem sam się rozwiązał. Nie było na czym, nie trzeba było mnie uczyć.

W tym czasie moje koleżanki i koledzy szaleli po osiedlu na Pelikanach, a co zamożniejsi na Wigry 3. Potem po raz pierwszy zaczęłam się wstydzić braku tej, wydawałoby się, powszechnej umiejętności. W szóstej klasie podstawówki cała moja klasa miała zdawać egzamin na kartę rowerową. Przepisy pięknie znałam. Co z tego, skoro nie umiałam jeździć na rowerze. Uniknęłam – dziś powiedziałabym – hejtu, a wówczas – nie stałam się klasowym pośmiewiskiem, bo tuż przed tym sądnym dniem się rozchorowałam. Naprawdę 🙂

Chcesz fajne treści? Zapisz się prosto 🙂

Całe życie bez roweru

Później było już łatwiej. Nikt nie pytał czy umiem jeździć, a tylko czy mam rower. Nie miałam, koniec pieśni. Nawet nie musiałam kłamać, że nie chcę czy nie lubię jeździć na rowerze.

Już jako całkiem dorosła kobieta, sporo po 20 (ha ha, jaka młoda byłam!) nauczyłam się jeździć na nartach. Dzisiaj twierdzę, że jeżdżę „mniej więcej”, ale stoję, a nawet się ślizgam. A pierwszy raz pamiętam do dziś. Dwie deski pod stopami, a każda noga pojechała w inną stronę. Nie miałam pojęcia jak to kontrolować, a co dopiero zgrać ze sobą i wykorzystać dla przyjemności. Po dwóch pierwszych wyjściach na oślą łączkę nie mogłam usiąść na tyłku, nie mogłam sobie znaleźć dogodnej pozycji, siniak na siniaku. Gleba za glebą. Jakoś wtedy nie było mi wstyd. Uparłam się. Może stałam już na rzęsach, może nawet pomachałam dupą, ale coś tam się w końcu nauczyłam. Nawet z Golgoty zjeżdżałam, ha! Dziś, po latach przerwy czas się douczyć, nie kiedyś –a najbliższej zimy. Zwłaszcza po to, aby lepiej szusować na skiturach w Beskidach.

Z rowerem jak z nartami? Jak się nie przewrócisz…

I jakoś później butnie i zuchwale pomyślałam, że skoro z dwiema deskami dałam radę, to może z dwoma kółkami też sobie poradzę! Nic prostszego. Siadasz i jedziesz. No tak, jak złapiesz równowagę, oczywiście.

Czasem śni mi się, że jadę na rowerze. Tak normalnie, na dwóch kółkach. Siedzę sobie i jadę. I się nie przewracam. I wiem jak to działa i na czym polega. A przecież nie wiem! Zanim zaczęłam biegać, dawno, dawno temu, miałam takie sny jak z bajki. Że biegnę, biegnę, biegnę i jak samolot na pasie startowym, na końcu jakiegoś odcinka odrywam się od ziemi i lecę. Latać nie potrzebuję, biegam już prawie 10 lat. A gdy o tym śniłam, to biegania, ruchu i aktywności wszelakiej, nienawidziłam.

Po co mi ten rower?!

Jak nie biegam to maszeruję, chodzę po górach. Wiele, wiele kilometrów. Kiedy zaczęłam biegać, to odkryłam, że w tym samym czasie mogę przemierzyć nawet dwa razy więcej kilometrów. W dwie godziny to ja i pół mojego miasta oblecę.

Z tym rowerem jakoś wciąż nie jest mi po drodze. No bo jak mam się nauczyć jak nie mam na czym. Mam 158 cm wzrostu, musiałabym mieć rower w wersji młodzieżowej. Tak, żeby w każdej chwili wylądować stopami na ziemi – tak sobie wymyśliłam. Piotra rower jest tak wysoki, że nawet przez ramę nie przeskoczę. Rowery miejskie, ok były. Tylko gdzie się z nim schować? Wiecie, tak, żeby nikt nie widział. Bo mi wstyd. Bo przecież wszyscy będą się śmieli ze mnie. No przecież całe moje miasto czyha wręcz, aż wyjdę z domu i zacznę się uczyć jeździć na rowerze. Boki zrywać! Z poważnej, dorosłej kobiety. Przecież to już nie wypada przewracać się jak dzieciak, chwiać, upadać. Przecież nawet ten trzy latek z sąsiedniej klatki w bloku pomyka na dwóch kółkach, jakby nic innego w życiu nie robił.

A ja? Zupełnie nie wiem jak się do tego zabrać!

Wiecie co najbardziej kocham w bieganiu? Wolność! Wiecie, co przekonało mnie, że nie kiedyś (czyli tak naprawdę nigdy) tylko już, teraz, natychmiast? Epidemia. Zakazy. Biegać czy nie biegać? A co z rowerzystami? Piotr jeździł do pracy rowerem i sobie to chwali. A ja lubię ruch. Nie rozumiecie jeszcze? Mam do pracy 30 km w jedną stronę. Razy dwa to 60. Prosta matematyka. I mogłabym wsiąść na rower i pojechać do pracy rowerem. Nawet prysznic mam gdzie wziąć. Ciuszki zostawić. Ale nie mogę, bo NIE UMIEM JEŹDZIĆ NA ROWERZE.

Tak dalej być nie może!

Nie wiem, czy na tym świecie są jeszcze dorośli ludzie, którzy nie ogarniają dwóch kółek. A może ktoś jest i się nauczył? Jak? Poproszę o dobre rady.

Zaczynam projekt ASIAPROSTO NA ROWER! Postanowiłam podejść do tematu podstępem. Kupię sobie rower. Proste, prawda. Wybiorę i kupię, dokładnie taki jak mi się spodoba, idealny do mojego wzrostu i pasujący do moich potrzeb. A potem wyjdę z nim na pole (nie na dwór, tylko na pole) i „rozkminię” o co chodzi. I pojadę prosto przed siebie. A po drodze opiszę, bo może jeszcze ktoś się wstydzi, bo może jeszcze ktoś chciałby, ale nie wie jak zacząć – też jeszcze nie wiem, chciałby, ale się boi.

Zasady są proste. Ja będę szczera, jak zwykle. Na hejt nie ma tu miejsca. Na dobre rady, wsparcie, lekcje w terenie – jak najbardziej. A teraz – idę wybrać rower. Chwilę to potrwa. Dam znać 😊

Masz jeszcze chwilę? Poznaj moje podróżnicze marzenia.