Szukam w polskich górach tych najpiękniejszych zakątków

Trudno mnie zaskoczyć w polskich górach. A tymczasem, póki granice są zamknięte, tylko one mi zostały. Trudno mnie zaskoczyć, bo w wielu miejscach już byłam, wiele lubię i wiele mi się podoba. Ale to jest „podobanie się”, a nie efekt „wow”. Takie wow, że co zakręt pokrzykuję: jak tu pięknie. Taki efekt wow, że jeszcze tu jestem, a już planuję kolejny przyjazd. O tak, na taki zachwyt trzeba się napracować. Zupełnie niespodziewanie udało się to podczas ostatniego wyjazdu. Cel: Jaworki, czyli miejsce gdzie spotykają się Beskid Sądecki i Pieniny.

Tam gdzie spotyka się Beskid Sądecki i Pieniny

Kupuję tu ziemię – pomyślałam pod koniec drugiego dnia wędrówki. (Gdyby ktoś z Was wiedział o jakimś atrakcyjnym kawałku trawnika nie za miliony monet to bardzo proszę o kontakt.) To był taki dzień, gdy odkrywasz jak wiele jest odcieni zieleni. I zakochujesz się w zieleni pąków, w świeżej i intensywnej zieleni młodych liści, w jasnym odcieniu zieleni trawy, w soczystej zieleni bukowych lasów, w ciemnej i mrocznej zieleni drzew iglastych. I to wszystko miesza się ze sobą, zachwyca.

Beskid Sądecki, panorama gór

Jaworki, od 1 stycznia 2008 roku samodzielna wieś. To tutaj mogłabym kupić swój kawałek ziemi i góry. Z jednej strony Wysoka i Wąwóz Homole. Z drugiej Przehyba, Radziejowa, Eliaszówka i Przełęcz Rozdziela. Ta ostatnia zgodnie z nazwą rozdziela Pieniny i Beskid Sądecki.

Jaworki po raz drugi, a jakby po raz pierwszy w życiu

Pierwszy raz przyjechałam tu w grudniu 2018 roku. Zaplanowałam w Jaworkach Święta i wtedy to miejsce mnie nie zachwyciło. Wybaczcie Jaworki. Zima nam wtedy nie sprzyjała. Było szaro i buro. Pogoda dla górskich koneserów. Żadnego błękitu nieba, skrzącego się śniegu, czystej bieli i zmrożonych płatków. Zimno, wilgotno, wietrznie, zero widoków. I zero motywacji, by jeszcze tutaj wrócić.

Biegiem przez Beskid Sądecki

Z kolei Beskid Sądecki to w przeszłości był tylko epizod. Podczas Festiwalu Biegowego w Krynicy przebiegłam trasę z Krynicy do Rytra, 36 km górami, „zaliczając” Jaworzynę Krynicką, Runek, Halę Łabowską. I niewiele z tego biegu pamiętam – start przed świtem, a później i tak głównie patrzyłam pod nogi. A potem jakoś tak się złożyło, że tutaj nie wróciłam. Pojechałam w Beskid Niski i chętnie tam wracałam.

Skoro nie mogę być we Włoszech to może do Jaworek?

Jak to się stało, że w połowie maja pojechaliśmy na 3 dni na pogranicze Beskidu Sądeckiego i Pienin? Zgodnie z pierwotnym planem wyjazd zaplanowałam już na pierwszy weekend kwietnia, ale sami wiecie co się stało. I w sumie dobrze, że nie pojechaliśmy w kwietniu, bo to jeszcze nie byłby ten efekt. Powodem do przyjazdu były bajkowe wręcz, urokliwe, kolorowe (nie, że w kolorze ale pełne kolorów) zdjęcia tych miejsc, co to je ledwie widziałam w grudniu, które znalazłam w jakimś przewodniku podczas lutowego pobytu w Krościenku.

Był plan, trzeba było go zrealizować, nawet jeśli z półtoramiesięcznym opóźnieniem. Zamiast na początku kwietnia ruszyliśmy w drogę w połowie maja, ale ruszyliśmy. Jaworki przywitały nas deszczem (a potem było tylko lepiej, albo gorzej jak kto woli – a z całą pewnością śmiesznie!). Nie tak miało być, pomyślałam… znowu coś poszło nie tak. W kalendarzu Zimna Zośka, w sercu dużo nadziei, a w rzeczywistości ciężkie chmury na niebie. Jakby to powiedzieć… nie tego się spodziewałam.

Zimna Zośka chyba sobie z nas zakpiła

Gdy jednak po kawie i lekkim ogarnięciu naszych bagaży zrobiło się okno pogodowe wystrzeliłam jak z procy. Przecież miałam plan, trzy wycieczki na trzy dni. W ciągu tych trzech dni plany zmieniały się po drodze (szczególnie ostatniego dnia), ale jeśli szukacie inspiracji to zapraszam do skorzystania. Jedynie wycieczka z trzeciego dnia wymaga dobrej mapy i orientacji w terenie. Zaliczyliśmy krótkie podejście na dziko. W sumie w trzy dni przeszliśmy 101 km!

Ale i tak na długo zapamiętam właśnie Zimną Zośkę. Prawie do Przehyby było dobrze. Pochmurnie, trochę mgieł, ale przecież nie leje. Przed Przehybą z nieba zaczęły lecieć drobne, białe kulki. Wiadomo, że białe kulki są lepsze niż deszcz. Potem te kulki zmieniły się w płatki, a nawet płaty śniegu. W grudniu takich nie widziałam. Nawet bałam się obrócić, żeby zobaczyć minę Piotra. Na Radziejowej to była już regularna śnieżyca, jak w środku zimy. Sami zobaczcie. Nie pozostało nic innego jak zacząć się śmiać. Śmiałam się do łez. Bo jak można się domyślić, tak jak w grudniu 2018 r. tak i w maju 2020 r. między Przehybą a Radziejową nie było żadnych widoków. Na szczęście im bliżej Jaworek tym było lepiej. Zieleń majowa pokazywała się tu i tam, ale najlepsze miało nadejść wraz z kolejnym dniem.

Jak Beskid Sądecki mnie uwiódł

Następnego dnia straciłam serce i głowę dla tego miejsca. Dla tego skrawka, gdzie spotyka się Beskid Sądecki z Pieninami. Gdy błękit nieba i zieleń lasów walczyły z ostrym cieniem mgły, a mokra ziemia dymiła w pierwszych, mocnych promieniach słońca. Maj zachwycił mnie kolorami. A właściwie jednym kolorem w wielu odcieniach. Maj to czas, gdy króluje tutaj zieleń, ze wszystkimi swoimi tonami. Świeża i soczysta, jasna, ciemna, prawie czarna. To wszystko miesza się ze sobą. Na tle błękitnego nieba i kilku chmur, a także w blasku słońca ta zieloność prezentuje się obłędnie. Razi w oczy, mieni się, przenika. Te zdjęcia nie są w żaden sposób poprawiane. Tam po prostu tak jest. Co punkt widokowy to wzdycham i sycę oczy zielenią.

Jaworki, Pienint

Przełęcz Rozdziela, czyli ta co oddziela Pieniny i Beskid Sądecki

Koniecznie przysiądźcie na Przełęczy Rozdziela i podziwiajcie panoramę Beskidów i Pienin. Przy odrobinie szczęścia sielski obraz ubarwią Wam stada białych owieczek, które pasą się w okolicy. Odwiedźcie Niemcową – piękną halę, z której można podziwiać widok na kolejne szczyty Beskidu Wyspowego. Można tu przyjść szlakiem z Rytra albo z Piwnicznej, albo właśnie z Jaworek.

Mój prywatny hit w Beskidzie Sądeckim, przynajmniej do tej pory!

Moim hitem jest szlak graniczny z Piwnicznej do Obidzy przez Eliaszówkę, i dalej na Przełęcz Rozdziela! Piękny, widokowy, poprowadzony wygodną ścieżką wzdłuż słupków granicznych. Tylko w jednym miejscu szlak schodzi z tej linii i niestety trafiliśmy na odcinek zniszczony przez wycinkę drzew. Następnym razem po prostu będziemy trzymać się słupków granicznych i nieoznakowanej ścieżki. Na tym przyjemnym odcinku raz po raz odsłaniają się widoki na Niemcową, Radziejową i na słowacką stronę. W oddali majaczy wieżą widokowa na Eliaszówce. Sporo widokowych polan jest jeszcze na słowackich stokach Eliaszówki, ale one powoli zarastają lasem. Widoki ze szczytu Eliaszówki pozwala dziś podziwiać 20-metrowa wieża widokowo. Dzięki pogodzie i aplikacji Polskie Góry mogłam wypatrzyć i wskazać nawet najwyższy szczyt Beskidu Niskiego, czyli słowacki Busov. Druga wieża widokowa, nowiutka, jest na Radziejowej, ale czeka jeszcze na oficjalne otwarcie.

Słowacy i Polacy spotykają się na Eliaszówce

Na krótkim odcinku między Eliaszówką, a Obidzą pojawia się co prawda znacznie więcej turystów, także Słowaków. Trudno się dziwić. Obidza jest łatwo dostępna samochodem, jest tu parking i wiaty dla turystów. Podczas zimowego pobytu zupełnie ich nie zauważyłam, teraz na chwilę robi się tłoczno. Ale za Obidzą wystarczy skręcić w kierunku Przełęczy Rozdziela by znowu było tak jak lubię najbardziej! Cicho, pusto i spokojnie. Cóż to za szczęście, że nie zrealizowano planu z końca 19 wieku, czyli budowy Drogi Karpackiej, która miała połączyć Piwniczną z Jaworkami właśnie przez Obidzę.

Rogaś z doliny Roztoki

To była chyba szkolna lektura na początku podstawówki. A jeśli nie to książkę Marii Kownackiej i tak pewnie wszyscy w dzieciństwie przeczytaliśmy. Rogasiowi poświęcony jest także Rogasiowy Szlak po drugiej stronie Radziejowej, w kierunku Rytra. Trafiliśmy tutaj przypadkiem, trzeciego dnia pobytu (bardziej dokładny opis wycieczki niżej). Korzystając z żółtego szlaku rowerowego (łączy Rytro i Przełęcz Żłobki ok. 110 m n.p.m., która znajduje się między Radziejową a Wielkim Rogaczem). W połowie szlaku trafiliśmy na bardzo atrakcyjny szlakowskaz z wieloma możliwościami wędrówki ścieżkami przyrodniczo-dydaktycznymi. Decyzja jest jedna – jeszcze wrócimy w ten dziki zakątek Beskidu Sądeckiego. Niewielu turystów, a dziko i pięknie, z widokiem na wyżej wspomnianą trasę biegową PRZEZ Jaworzynę Krynicką i Runek.

Więcej o Rogasiowym Szlaku znajdziecie tutaj.

Propozycja wycieczek na trzydniowy wyjazd do Jaworek

Wycieczka numer 1: 26 km na dobry początek

Wycieczka zaczyna się w Jaworkach, a celem jest Przehyba. Najłatwiej jest dotrzeć tam zimowym szlakiem narciarskim. Ale my trochę pokombinowaliśmy. Połączyliśmy szlak konny (zaczyna się przy drodze do Czarnej Wody), leśną drogę i w końcu znaleźliśmy odbicie w lewo i dołączyliśmy do szlaku narciarskiego. Stąd już prosto na Przehybę. Krótka wizyta w schronisku, powrót na czerwony szlak i dalej czerwonym szlakiem na Złomisty Wierch, Małą Radziejową, Radziejową i zejście szlakiem na Wielkiego Rogacza (a dokładniej tuż obok szczytu). Stąd pół godziny niebieskim szlakiem w kierunku Obidzy. Na kolejnym skrzyżowaniu szlaków wybieramy ponownie czerwony, ale skręcamy do Jaworek, czyli w prawo. I schodzimy obok charakterystycznej bazaltowej skały wprost do domu – czyli do Jasielnika.

Długość trasy: 26 km

Wycieczka numer 2: Jaworki – Piwniczna Zdrój i z powrotem (ale nie po swoich śladach!)

Zaczynamy prawie tak jak wczoraj skończyliśmy, czyli najpierw czerwonym, a potem niebieskim szlakiem docieramy pod Wielki Rogacz. Tutaj kierujemy się czerwonym szlakiem na Niemcową i żółtym do Piwnicznej. W Piwnicznej zielonym szlakiem przez Eliaszówkę aż do Obidzy (cały czas wzdłuż granicy) i dalej niebieskim na Przełęcz Rozdziela i żółtym do Jaworek. Jak komuś mało tych 30 km, to na Przełęczy może jeszcze odbić na Wysoką.

Całość około 33 km, wyszło nam 3 więcej, bo oczywiście skręciliśmy w stronę Wysokiej jeszcze, a co! Wypłoszyłam dwa jelenie i wróciliśmy do Jaworek.

Wycieczka numer 3: solidna „wyrypa”

Trzeci dzień miał być lekki, ale coś poszło nie tak i trochę się skomplikowało. Podeszliśmy grzecznie żółtym na Przełęcz Rozdziela. Żółty szlak to niezapomniana wędrówka przez Białą Wodę. Dziś to piękna dolina to rezerwat i część Jaworek. A blisko 100 lat temu tętniła życiem. W 1931 w Białej Wodzie na było 110 zagród, w których mieszkało 494 ludzi. Inwentarz liczył 21 koni, 323 krowy i 411 owiec (za Wikipedia). Po II wojnie światowej w 1947 r. w ramach Akcji „Wisła” cała ludność wsi została wysiedlona, a zabudowania spalone. Wędrując w rezerwacie Biała Woda wypatrujcie nie tylko bobrowisk na potoku, ale także zdziczałych drzew owocowych – to tu stały domy, a wieś tętniła życiem.

Znowu ta Przełącz Rozdziela

O poranku w drodze na Przełęcz Rozdziela towarzyszy nam stado owiec. Na przełęczy w niedzielny poranek nie ma nikogo. Niebieskim szlakiem ruszamy więc do Obidzy, a tam wybieramy czerwony (w lewo) i zimowym wariantem docieramy pod Wielki Rogacz. Tu zapadła decyzja, by jeszcze raz wejść na Radziejową. Po przerwie pod wieżą, zawróciliśmy do ostatniego rozstaja (Przełęcz Żłobki) i wybraliśmy żółty szlak rowerowy prowadzący aż do Rytra. Po drodze trafiliśmy na piękną plątaninę ścieżek dydaktyczno-przyrodniczych pod nazwą Rogasiowy Szlak. Brak dokładniejszej mapy sprawił, że do Rytra wędrowaliśmy żółtą rowerową ścieżką. Następnym razem zbadamy inne warianty!

Końcówka żółtego szlaku to strome zejście wąską ścieżką. Zastanawiałam się jak można zjechać lub wjechać tu na rowerze… W Rytrze mój licznik pokazał już 20 km, a na Przehybę mieliśmy 10 km i pewnie kolejne 10 km do Jaworek. Czas było włączyć drugi bieg. W kierunku Przehyby ruszyliśmy zimowym szlakiem, bo wydawał się wygodniejszy, a to znaczy, że można było podkręcić tempo. Dotarliśmy do Hali / Polany Konieczna.

Na środku hali znajduje się niewielki obelisk (wystawiony we wrześniu 1971 r.), w miejscu, gdzie 24 czerwca 1944 r. zginęli trzej partyzanci z radzieckiego oddziału lejtnanta Aleksieja Botiana „Aloszy”. W górnej części polany, obecnie zarastającej lasem świerkowym, znajdują się ruiny wielkiego pomnika o wysokiej konstrukcji metalowej w kształcie skrzydeł, powstałego tu także 1971 r., poświęconego partyzantom polskim i sowieckim walczącym z hitlerowcami w Beskidzie Sądeckim.

Źródło: https://malopolska.szlaki.pttk.pl/

A jednak – wyjazd bez „na przełaj” to wyjazd stracony

I tu, na polanie, popełniliśmy błąd – zamiast dalej kierować się szlakiem narciarskim w kierunku Przehyby, wybraliśmy drogę bez znaków, która zgodnie z kierunkowskazem miała nas doprowadzić na Przełęcz Długą. Na mapie też tak to wyglądało, więc ruszyliśmy. Po przejściu 2,5 km (na szlakowskazach zimowych są też podane odległości, co bardzo ułatwia życie) nie ma przełęczy, gdzie powinniśmy trafić na pieszy czerwony szlak, a droga zaczyna się obniżać. Jesteśmy po niewłaściwej stronie grzbietu i schodzimy z pasma Radziejowej, ale nie w stronę Pienin i Jaworek. Na dodatek zaczął padać deszcz. Padło więc hasło – na przełaj!

szlak z rozdziela, na Wysoką

Szlak musi być kilkadziesiąt metrów wyżej nad naszą głową – pomyślałam. Zbocze jest strome, ale drzewa zostały wycięte i po kilkunastu minutach odnalazłam ścieżkę robotników leśnych (i ich śmieci), potem kolejną, aż wkroczyliśmy na czerwony szlak. Stąd już znanym szlakiem do przełęczy pod Radziejową, na Rogacza i w dół do Jaworek. 39 km solidnego chodzenia. Zdecydowanie poznać musimy Rogasiowy Szlak i zaznaczone na mapie Rezerwaty. Jest tam dziko, pięknie i niewielu turystów. Tak dziko, że spłoszyliśmy puchacza.

Pieniny, Jaworki, Dolina Białej Wody

Beskid Sądecki – już wkrótce będę tu z powrotem!

Beskid Sądecki tak mi się spodobał, że będziemy tu ponownie w czerwcu. Po drugiej stronie, tam gdzie zaczęłam się moja znajomość z tym pasmem i w sumie szybko się skończyła. Jeśli więc macie swoje hity w tych górach to koniecznie podzielcie się ze mną w komentarzu pod tym postem. Wszystkie dobre rady mile widziane.