To już trzy lata z czytnikiem! Jak to możliwe, że wcześniej tylko papier i papier?! I za żadne skarby nie chciałam się zaprzyjaźnić z książką w tej wersji. Dzisiaj, choć wciąż zdarza mi się kupić tradycyjną książkę, czytnik Kindle to mój ulubiony gadżet. Tylko czasem nie nadążam z czytaniem kupionych książek!

Czytnik i mój pierwszy zachwyt trzy lata temu

Moja ulubiona księgarnia jest teraz na kanapie. I czytelnia zresztą też. I tak od trzech lat. Kupowanie książek, a później ich czytanie pod kocem i z kubkiem gorącej herbaty lub kieliszkiem wina. Na wszelki wypadek wprowadziłam ograniczenie – 100 zł miesięcznie na ebooki. Dlatego w sobotnie i niedzielne poranki, przy kawie przeglądamy z Piotrem strony z promocjami i decydujemy co kupimy. Na razie trzymam się dzielnie wyznaczonych sobie limitów. Takie to zmiany spowodował w moim życiu czytelniczym czytnik Kindle.

Jak przekonać miłośniczkę papieru do czytnika Kindle

Klik – do koszyka. Drugi klik – do banku. Trzeci klik – czytam!

Dlaczego nikt wcześniej nie uświadomił mi jakie to proste! Żeby nie było – próbowano – ale dopóki sama nie spróbowałam nie wierzyłam. Przecież Piotr czytnik Kindle miał już ponad dwa lata. Co mnie w końcu przekonało do czytnika?

Wakacje 2017 r. Lecimy do Włoch. Tani bilet, bagaż podręczny. W małych plecakach musi się zmieścić życie biegaczy, turystów górskich i plażowiczów na dwa tygodnie. Ważę dwie książki w rękach. Wybieram grubszą i z trudem dopycham ją do torby. Piotr zgrywa na czytnik kilka pozycji, a mógłby znacznie więcej. Nie spodoba się, będzie miał nastrój na inną – to będzie czytał coś innego. Ja nie będę miała takiego wyboru. Moja lektura nie była może zła, ale zbyt przewidywalna, a tego nie lubię.

Czwarty regał to już za mało!

Kilka tygodni wcześniej – przygotowuję mieszkanie na wejście ekipy malarskiej. Żeby dało się przesunąć cztery regały pełne książek, trzeba te papierowe książki najpierw zdjąć i zapakować do pudeł. Mam cztery ogromne pudła i wypełniamy je po brzegi. A ile na tych książkach kurzu! Dwa lata wcześniej przybył kolejny regał, bo trzy poprzednie nie udźwignęłyby już nic więcej. Po przerzedzeniu książek, szybko się okazało, że piąty regał też by się przydał. Tyle, że z wielu z tych książek ścieram już tylko kurz. A co będzie jak zaplanuję przeprowadzkę z tymi wszystkimi książkami? Za dużo tego!

Trzeba było podjąć rozsądne decyzje. Do tego najlepszy jest komputer, tabelka w Excelu i wolny wieczór. Podzieliłam książki na te, z którymi nie mam serca się rozstać i te, które powinien ktoś jeszcze przeczytać. Tych ostatnich zebrało się ponad 200. Trafiły na różnego rodzaju aukcje i grupy. Wycenione po 5, 10, 15 zł. Część jeszcze czeka na czytelników, więc wciąż zapraszam na kiermasz.

Grosik do grosza – czyli jak nazbierałam na czytnik Kindle

Wszystkie zebrane w ten sposób pieniądze przeznaczyłam na coś niezwykłego – Kindle Voyage. Upolowany z super rabatem na Amazonie.

I to była miłość od pierwszego dotyku! Jedyne czego żałuję, to że tak późno!

Czytałam już podczas smażenia naleśników, nocą gdy nie mogę spać. Stoję w kolejce do laboratorium – czytam. Przerwa w czasie konferencji – czytam. Teraz mogę wszędzie – nawet w korku! Nie słychać szelestu kartek, a światełko ekranu nikogo nie budzi. Tylko na początku kilka razy złapałam się na tym, że chciałam odwrócić kartkę. Przyzwyczajenie…

Zalety? Czytam szybciej. Nie wiem jeszcze z czego to wynika, ale to raczej nie kwestia oszczędzania czasu na przewracanie kartek. W dwa wieczory spokojnie połknę ponad 200 stron (tyle ma wersja papierowa). Do końca roku przeczytam to czego nie zdążyłam do tej pory. Tym bardziej, że przede mną podróż do Hiszpanii, znowu tani bilet i bagaż podręczny. A ja nareszcie mogę zabrać całą bibliotekę.

Może to jest sposób na promocję czytelnictwa w Polsce?

A tymczasem zmykam do mojej wirtualnej księgarni, bo widziałam fajną promocję! Polecam korzystanie ze strony Świat Czytników. Mnóstwo informacji o promocjach, a na poszukiwane pozycje można ustawić alerty cenowe.

Czytnik to jeszcze nie koniec możliwości

Właśnie odkrywam kolejną możliwość czytania! W lesie! Wieczorami, włócząc się w świetle czołówki. Niemal każdego wieczoru uciekamy do lasu – Piotr biega, a ja mam kolejną porcję ruchu – spacer (biegam rano, wcześnie rano). Najpierw było słuchanie na YouTube konferencji i wykładów, ale czasem potrzebuję czegoś lekkiego. Tak wymyśliłam audiobooki. Korzystam więc z okazji i testuję listopadową akcję Woblink 12 bestsellerów za darmo.

Pierwsze wrażenia? Jestem zachwycona! Co prawda muszę uważać, żeby się nie zamyślić i nie zgubić wątku, ale dobrze czytana książka to świetna rozrywka! W lesie, po nocy nie słucham kryminałów. Zaczęłam od Mariusza Szczygła „Nie ma” i Mikołaja Łozińskiego „Stramer”. Przyznam, że słuchać jest mi trudniej w domu na wygodnej kanapie. Zbyt długie leżenie mnie usypia. I to nie jest wina książek!

Aktualnie czytam więc cztery książki – jedną na czytniku, jedną papierową i dwa audiobooki.