Co by tu nowego zobaczyć w „moich” Beskidach?

Moich, czyli tych najbliższych, niemal oglądanych z okna domu. Nowe szlaki, nowe miejsca, nowe widoki. To jest spore wyzwanie, jeśli wędruje się w Beskidzki Śląskim i Żywieckim od kilkudziesięciu lat.

Pod koniec sierpnia, zupełnie niespodziewanie dla siebie dokonałam ciekawego odkrycia. Wędrując z Błatniej nieoznakowaną ścieżką, na stoku szczytu Stołów 1045 m n.p.m. trafiłam na polanę i dom na Sznurówce. Teraz postanowiłam pokazać to miejsce Piotrowi.

Wycieczka na pół dnia – Brenna i Beskid Śląski – z możliwością podziwiania kilku przyjemnych i pięknych polan.

Start i meta w Brennej Centrum. Kilka nieoznakowanych ścieżek, ścieżki przyrodnicze i szlaki. Tak w skrócie wygląda ta trasa, licząca sobie prawie 26 km. 1100 metrów w górę. Całość, bez odpoczynków i punktów żywieniowych zajęła nam 6 h i 15 minut.

Szlakiem Wspomnień na Bukowy Groń

Nasza wędrówka rozpoczyna się w centrum i na początek trzeba przejść 1,5 km ulicą Bukową. Samochód najlepiej zostawić w okolicy centrum Brennej, najczęściej wykorzystujemy do tego parking obok kościoła. Wędrując w górę wypatruj ulicy Osiedlowej i niewielkiego szlakowskazu. Biało-czerwone kwadraty to początek Szlaku Wspomnień, który przez krzyż zakochanych doprowadzi na Bukowy Groń i do Chaty na Sznurówkach.

Szlak Wspomnień to 5-kilometrowa trasa, której celem jest przybliżenie historii Brennej. Najpierw mijamy pomnik upamiętniający śmierć partyzantów. W czasie II wojny światowej w okolicy Brennej prężnie działała partyzantka, złożona głównie z miejscowej ludności. W 1943 roku do oddziału należało 30 osób.

Krzyż Zakochanych w Brennej

Teraz czas na podejście przez bukowy las, wyraźną, dobrze oznakowaną, ale mało uczęszczaną drogą. W niedzielny poranek na tej trasie byliśmy jedynymi osobami. Przed nami krzyż zakochanych i umieszczone tuż obok zupełnie współczesne kłódki. W 2017 roku pochodzący z lat 30. XX wieku drewniany krzyż został odnowiony przez konserwatorów sztuki.

Zgodnie z opowiadaną tu historią krzyż stoi w miejscu ostatniego spotkania zakochanych: Elżbiety Dworzak zwanej Elizą, bogatej bielszczanki i Artura, biednego chłopaka, pochodzącego z żydowskiej rodziny. Czy był rozwozicielem pieczywa czy fryzjerem jak podają inne źródła? Młodzi poznali się właśnie w Brennej, podczas wypoczynkowych wyjazdów dziewczyny. Jej rodzina uznała związek za mezalians i wysłała ją do rodziny, do Wiednia. Przed wyjazdem Eliza zamówiła u miejscowego rzeźbiarza krzyż, który postawiono właśnie u podnóża Bukowego Gronia.

Odnowiony drewniany krzyż, a obok czerwone kłódki zostawione tu przez współczesnych zakochanych. Choć prawdopodobnie najstarsza upamiętnia już ponad 40-letnią miłość.

Bukowy Groń – pierwsza z polan

Po krótkiej wędrówce docieramy na polanę na Bukowym Groniu, gdzie stoi pasterski szałas. Bukowy Groń to pięknie położone osiedle pasterskie, a jego nazwa pojawia się w dokumentach już pod koniec 17 wieku. Na tablicy upamiętniającej sałasznictwo w Brennej w 1933 roku można przeczytać:

Niegdyś Brenna była terenem największej hodowli owiec w Beskidzie Śląskim, bo aż z górą 10 tysięcy owiec wypasało się na tutejszych pałaszach, a niektórzy twierdzą, że jeszcze więcej.

Mniej więcej w miejscu szałasu porzucamy czerwono białe kwadraty i kierujemy się mniej lub bardziej wyraźną ścieżką w górę polany. Czasem można mieć wrażenie, że wędrowały tam tylko sarny i jelenie, ale te ślady są właściwe, choć warto uważać i nie wdepnąć w to, co zostawiły sarny i jelenie. W tej sposób docieramy do położonej na stoku góry Stołów polany i domu, który odnalazłam latem zupełnie przypadkiem.

Dom zbudowany w 1888 roku należał do Rodziny Waliczków. Podczas okupacji, do domu „Na Sznurówce” zaglądali partyzanci, ale także patrole niemieckie. Mieszkańcy domu we wrześniu 1939 roku wychodzili na Błatnią 917 m n.p.m. aby obserwować walki powietrzne niemieckich samolotów. Tutaj był względny spokój choć bliska okolica była niespokojna. Ruch oporu w rejonie Brennej był bardzo aktywny.

Taką informację znajdziemy na tablicy przed domem. Przy pięknej pogodzie widać stąd Beskid Śląsko-Morawski, pasmo Skrzycznego i Baraniej Góry, a nawet Tatry i Babią Górę.

Dziś obok tablicy na Bukowym Groniu znajduj się skrytka Geocaching. Przyznam, że nie wiem czy to aktualna informacja, bo skrytki i ukrytego w niej „skarbu” nie udało mi się odnaleźć.

Polana pod Błatnią i dalej na Karkoszczonkę, ale zimowym szlakiem

Co zrobić z tak pięknie rozpoczętym dniem? Wędrować dalej! Najłatwiej byłoby iść w górę na Stołów i do żółtego szlaku. Droga jest wyraźna i oczywista, ale powstrzymuje nas ostrzeżenie leśników i zakaz. Jest więc inny sposób. Trzeba zejść wyraźną drogą, a nawet ulicą Oleńki i skręcić w prawo. Po kilku minutach podchodzenia dotrzesz do polany pod Błatnią. I tu „łapiemy” szlak na Stołów. I jeszcze kawałek dalej, dosłownie po kilkunastu minutach, w prawo skręca zimowy szlak na Karkoszczonkę. Jest i informacja, że do Chaty Wuja Toma 35 minut. Można oczywiście iść dalej aż na Klimczok i stamtąd zejść, ale ile razy można chodzić tą samą drogą! Ważne, by cały czas trzymać się zimowych oznakowań, bo choć inne drogi kuszą, to jednak szybko, zbyt szybko wrócimy do Brennej, a przecież nie o to nam chodzi!

Czerwonym szlakiem przez Beskid Węgierski i dalej na Halę Jaworową

Za Karkoszczonką, dziś akurat omijamy Chatę, czerwony szlak zmienia się w wąską uroczą ścieżkę. Przez Beskidek i Hyrcę docieramy na Kotarz. Przy wiacie wystarczy skręcić w prawo w nieznakowaną drogę, by po kilku minutach dotrzeć na Halę Jaworową, podobno największą w Beskidzie Śląskim.

Beskid śląski, Brenna

Kilka lat temu byliśmy tu razem po raz pierwszy w ramach rekonesansu trasy, gdy Piotr przygotowywał się do biegu o Breńskiej Kierpce. Wiemy, że to ulubione miejsce w Beskidzie Śląskim autorów bloga MaNa w Podróży. Polany te przez wieki były ośrodkiem szałaśnictwa, już od końca 17 wieku. Dziś latem nadal pasą się tu owieczki, a na potrzeby pasterzy ustawiono kolibę.

Hala Jaworowa, Brenna

Choć do tej pory pogoda nam raczej nie sprzyjała, mniej było słońca niż się spodziewaliśmy, nad Halą Jaworową niebo jest błękitne. Nie mamy jednak złudzeń, że to właśnie zaczyna się listopad – jest zimno i wietrznie. Stąd można już niebieskim szlakiem zejść do Brennej, ale my wracamy jednak na czerwony szlak, bo przecież kusi Grabowa i to co poniżej.

Chata na Grabowej i kto zjadł nasze rogaliki?

Chata na Grabowej kusi szlakowskazami. Radzi sobie, jak wiele podobnych miejsc, sprzedając jedzenie na wynos. Ubiegłotygodniowe drożdżowe jagodzianki na Hali Boraczej tak nas rozochociły, że w porze obiadowej ustawiam się przed okienkiem. – Dwa rogaliki, poproszę – mówię pewnym głosem. – Nie ma już. Sprzedaliśmy 250 sztuk upieczonych na dzisiaj!

Musiałam mieć bardzo rozczarowaną minę. 250 rogalików zostało zjedzonych już o godzinie 13.00!

Tym razem rezygnujemy z wejścia na Stary Groń i wieżę widokową, a wybieramy biało-czerwone kwadraty wzdłuż potoku Hołcyna.

Wzdłuż potoku Hołcyna i powrót do Brennej

Dolina Hołcyny jest szczególnie urokliwa jesienią, gdy kolorowe liście tworzą barwny dywan, wzdłuż potoku i na szlaku. Trzeba jednak pamiętać, że po pierwszym stromym zejściu zaczyna się asfalt, a ja asfaltem wędrować nie lubię. Zdecydowanie bardziej wolę leśne ścieżki. Taka nawierzchnia sprawia jednak, że nie brakuje tu rowerzystów i rodzin z dziećmi. Tym ostatnim jednak nie ujawniałam, że w chacie rogalików już nie ma i to nie my je zjedliśmy!

W dolnym biegu potoku Hołcyna znajduje się niewielka zapora wodna, tworząca zalew, wykorzystywany latem do celów rekreacyjnych – można tu wypożyczyć rowery wodne.

Cel zrealizowany! Kilka godzin aktywności w górach i kilka nowych miejsc. Coraz to trudniejsze, ale jeszcze się udaje!