Poznaliśmy się 17 października 2011 roku. 8,2 km, mniej więcej w godzinę. Dwa miesiące wcześniej w ogóle zaczęłam biegać! Tego dnia postanowiłam dowiedzieć się ile właściwie biegam i zarejestrowałam swój pierwszy trening na Endomondo. Po 9 latach (teraz nie biegam już z tą aplikacją, tylko trzymam tam swoje statystyki) czas pożegnać się z Endomondo. 31 grudnia 2020 roku Endo lub Enduś, jak go czule nazywałam, dobiegnie do mety i zakończy działanie.

Ten pierwszy raz z Endomondo

W 2011 roku jeszcze nie miałam smartfona, tylko taką zwykłą Nokię z klapką. Włączałam więc stoper i biegłam. Byle trzymać się drogi, bo później już wykąpana i zadowolona, rysowałam swoją trasę. Początki były łatwe, wówczas Endomondo w bezpłatnej opcji oferowało funkcję „przytnij do drogi” i pomiar był w miarę dokładny. A zabawa z rysowaniem trasy i wpisywaniem mniej więcej dokładnego czasu – przednia. A później dostawałam wynik: 8,5 km, średnie tempo 7.19. I to mi wystarczało do szczęścia.

 

Nie sprawdzałam przewyższeń, tempa na kilometr, o istnieniu tętna jeszcze nie wiedziałam. Bieganie w najprostszej formie. Tyle miałam ile przebiegłam. Nie było słynnego dokręcania wokół bloku do pełnego kilometra. Ani przyspieszania na ostatnim km, żeby urwać jeszcze sekundę, może dwie. Takie bieganie mniej więcej. Dzisiaj, dokładnie wiem jaka odległość dzieli mnie od Dębowca, ile jest na bielskie lotnisko, a którędy pobiec, by na zegarku pyknął pełen kilometr.

Z sentymentem powiem – teraz to już zupełnie inne czasy!

Nowe przyszło kilka miesięcy później, w lutym 2012 r. Najpierw zainwestowałam w prawdziwe buty biegowe, a później w telefon z gpsem! I świat biegowy stanął przede mną otworem. Nie, wtedy jeszcze nie wiedziałam, że „prawdziwy” biegacz biega pełne kilometry.

Ale z tego okresu mam inne wspomnienia. Ile razy w trakcie najlepszego treningu słyszałam komunikat „GPS signal lost”! Oj, jak to potrafiło zepsuć bieganie i trening. Wtedy to już chciałam wiedzieć ile dokładnie przebiegłam. Pod warunkiem, że w ogóle trening z Endomondo udało się rozpocząć. Pół biedy latem, wiosną czy piękną jesienią. Ale zima, mróz, wieje, a ja stoję przed blokiem i szukam. Sygnału szukam! Złapie, nie złapie, złapał! Odliczanie i lecimy! No lecimy, a tu słyszę znowu GPS signal lost. GPS signal return i znowu lost i return. I tak w kółko. Ile metrów, kilometrów wtedy straciłam?!

Endomondo jako bohater memów biegaczy

A kojarzysz ten głos? Męski czy damski? Co kilometr odpowiednio donoście podawał wszystkie dane – przebiegnięty kilometr, jego tempo i średnie tempo na całym dystansie. Ileż to razy uśmiechnęłam się słysząc znajomy głos wydobywający się „z ramienia” biegacza czy rowerzysty. Bo apki używali nie tylko biegacze. Sportów, które można było z nią uprawiać było z czasem coraz więcej! Podobnie jak memów.

Enndomondo memEndomondo i zawody

A jaki był stres przed zawodami! Stoję sobie w tłumie biegaczy i już z wyprzedzeniem uruchamiam aplikację. Szuka… znalazł… to teraz czekam na sygnał do biegu. I ta konfiguracja ruchów – wystartować Endomondo w odpowiednim momencie, a później zgrabnym ruchem założyć opaskę z telefonem na ramię, zaciągnąć pasek i można kontynuować bieg. A na mecie… co ważniejsze dokładny pomiar czy wygoda? Zdjąć przed metą i nacisnąć STOP w odpowiednim momencie, czy kombinować już po przekroczeniu maty z pomiarem czasu? Dobrze, że wybierając tę drugą opcję, można było pomiar edytować i odjąć tych kilka sekund. Czujesz, kilka sekund, które potrzebowałam na zdjęcie opaski i zatrzymanie aplikacji.

Po czym poznasz biegacza? Po telefonie na ramieniu!

Ten atrybut biegającego z Endomondo – specjalne etui na ramieniu z telefonem. Etui rosło, jednak nie wraz z mięśniami, ale wraz z każdym nowym modelem aparatu. Swoją drogą – ciekawe o jakie ułamki sekund spowalniało mnie na trasie. W końcu uznałam, że cegła na ramieniu i wszystkie niedogodności tej aplikacji to już dla mnie zbyt wiele. Mały i zgrabny zegarek do biegania to było odkrycie. I jeszcze wygrany w konkursie! Ten aktualny, biegowy zegarek też jest już większy niż pierwszy model, ale liczę, że do rozmiaru cegły jednak nie dojdzie.

Endomondo to dzisiaj kawał historii, nie tylko biegaczy

To dzisiaj historia mojego biegania i nie tylko biegania. Aplikacja, a później zegarki towarzyszą mi w górach, na basenie, podczas spacerów. Wciąż mam konto na Endomondo (i tak zostanie już do końca roku) mimo, że w końcu zaczęłam biegać z zegarkiem TomTom i Suunto. Dedykowane aplikacje obu zegarków miałam połączone właśnie z Endomondo i od kilku miesięcy także ze Stravą (to za sprawą wirtualnej rywalizacji na trasie GSB). Nie ukrywam, że chciałabym aby ta historia, statystyki i wspomnienia nie przepadły, więc chcę pobrać lub przenieść swoje osiągnięcia do Stravy. O ile transfer się uda, a Strava pomieści wszystkie kilometry, pliki i trasy. Wciąż, właśnie na Endomondo mam wszystkie statystyki i mogę porównywać kolejne lata. A ten, mijający powoli rok, wbrew wszystkiemu co się działo i dzieje należy do najlepszych pod względem aktywności. Napiszę o tym więcej bliżej Sylwestra.

endomondo

Odrobina romantyzmu z Endomondo

Endomondo mógłby być także naszym świadkiem. No, nie na ślubie, ale jednak… Z Piotrem spotkaliśmy się w realu niemal dokładnie 7 lat temu. 9 listopada 2013 r. umówiliśmy się na biegowe spotkanie i trening w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym. Nie mamy z tego biegania wspólnego zdjęcia, ale Endo zarejestrowało naszą wspólną trasę.

TPK Endomondo trasa biegu

Co z tego biegania wynikło? Siedem kolejnych lat biegania i wędrowania.

Wyzwania i nowy właściciel

Po drodze tak się wkręciłam w bieganie, że wielokrotnie dołączałam do różnych rywalizacji. Zresztą – sama także je tworzyłam. 2000 km w ciągu roku. Złotówka za każdy kilometr. Najwięcej kilometrów. Zabawa i wirtualna rywalizacja mobilizowały do działania.

I taki właśni cel przyświecał jednej z autorek Endomondo – Mette Lykke.

Po drodze mojego biegania, rejestrowania i analizowania treningów na Endomondo, tajemniczy duszek zyskał nowego właściciela, czyli firmę kupiło Under Armour, producent sprzętu sportowego. To wydarzyło się w 2015 roku, a teraz czas na pożegnanie. Użytkownicy mają miesiąc (do 31 stycznia 2021 r.) na przeniesienie się do innej aplikacji, a do końca marca 2021 r. można pobrać wszystkie swoje sportowe osiągnięcia. To ostatnie jeszcze przede mną.

Zamierzam wykorzystać jedną z metod opisanych przez Jakuba Abramczuka, autora bloga 100hrmax.

A później… Żegnaj Endomondo! Ale na koniec pooglądam sobie jeszcze trasy, którymi biegałam. I pewnie łza się w oku zakręci. Pierwszy maraton w Łodzi. Najszybszy maraton w Walencji (biegłam z zegarkiem TomTom), czy jeden z najładniejszych biegów we Florencji. Powspominajmy. Na Twoje wspomnienia czekam w komentarzach.