2020 rok był dla mnie lepszy niż wiele innych!

Czy to stwierdzenie budzi Twoje zdziwienie?

2020 rok był tak dobry, jak się o to postarałam. Był na tyle dobry, na ile wykorzystałam nadarzające się szanse i okazje. A uwierz mi, wycisnęłam z niego ile się dało. I dzisiaj jestem zadowolona. Tak, zadowolona! Mimo, że nie osiągnęłam tego co sobie zaplanowałam, a zrobiłam to czego nie planowałam.

podsumowanie 2020

Dopasowałam się do rzeczywistości, ale też nie pozwoliłam, by to rzeczywistość zrujnowała mój rok.

Na koniec 2020, to będzie optymistyczny tekst, choć powodów do optymizmu miałam tyle samo co Ty, a czasem może i mniej. To nieważne, ważne, żeby wycisnąć dla siebie ile się da! Tak, by pisząc te słowa u progu nowego roku, na który ja też czekam z wielkimi nadziejami, można było powiedzieć – mam to po co sięgnęłam.

Czas na podsumowanie!

2020: Więcej

Więcej biegania, więcej aktywności, więcej kilometrów! Jak to możliwe?!
Przecież nie wolno, lasy zamknięte, lockdown, ograniczenia… Nie, nie mam w domu mechanicznej bieżni. Zresztą niewielu rzeczy tak bardzo nie lubię jak biegania jak chomik na kołowrotku. Dotyczy to bieżni mechanicznej i stadionu.

Jakim cudem wybiegałam w tym roku prawie 2800 km?! Podczas gdy wcześniej mój najlepszy rok to było 2100 km?! A dwa ostatnie lata zaledwie po 1700 km?!

Nie cudem, a przekornie! Otóż po 9 latach biegania zrozumiałam, że to nie jest moja pasja, aktywność, coś co pozwala mi jeść ciastka, ale to moja podstawowa potrzeba życiowa. Mogę nie jeść i nie pić, ale muszę oddychać i biegać! Tylko w ten sposób oczyszczam głowę, wymyślam i odreagowuję.

Biegacz czy recydywista? Aktywność fizyczna w czasie pandemii.

Więcej było też wycieczek w górach.
Po zakończeniu wiosennego lockdownu nie było już wymówek ani „nie chce mi się„.
Beskid Mały, Beskid Sądecki, Pieniny, Gorce i wspomniane wyżej 500 km podczas urlopu
oraz Mały Szlak Beskidzki i tak nazbierałam 1882 km trekkingu.
Ależ jestem z siebie jestem dumna.

Łącznie pokonałam w 2020 roku 5000 km na własnych nogach!

To jeszcze nie koniec moich sukcesów w 2020 roku!

W 2020 roku zbierając się do wyjścia nie myślałam „ale mi się nie chce”. Nie chce mi się wyrzuciłam ze swojego słownika. Biegam ile mogę, bo mogę! Pewnym podstępem stało się poranne bieganie. Zaczęłam w marcu i choć sama w to nie wierzyłam dobiegłam tak do grudnia. Zrozumiałam, że poranna aktywność mi służy, a może to mój mózg jeszcze nie wie co mu robię, gdy o 4.30 wstaję z łóżka.

Bieganie poranne kontra wieczorne. Kiedy lepiej – rano czy wieczorem?

2020: Szybciej

Gdy okazało się, że zawodów biegowych w 2020 roku nie będzie, okazało się, że biegam szybciej niż myślałam, że mogę biegać. Tylko co z tym zrobić? Zapisać się na wirtualną rywalizację, pobiec w wirtualnych zawodach i ścigać się z samą sobą.

Jak prawie „wygrałam”* półmaraton

Tak oto wybiegałam swoją życiówkę w półmaratonie i na dobre wkręciłam się w wirtualne zawody.

Bieganie realne, zawody wirtualne

2020: Inaczej

To była najtrudniejsza decyzja! A ile było planów! Austria, Portugalia, Włochy, Hiszpania i Teneryfa, Słowacja… W końcu na wakacje zostaliśmy w Polsce, choć kilka razy odwiedziliśmy naszych sąsiadów w Czechach. Najtrudniej było zrezygnować z wyjazdu do Włoch, najpierw w czerwcu, a później we wrześniu. Choć za drugim razem tanie linie lotnicze kusiły super tanimi biletami. Oj, kusiły.

Żeby się nad sobą nie użalać wdrożyłam plan B. Czego Ty nie wiesz o Polsce – zapytałam samą siebie. Co znaczy po prostu – gdzie jeszcze nie byłaś. I tak wyruszyłam na zachód. Góry Izerskie. Rudawy Janowickie. Góry Bialskie. Złote. Śnieżnik. Dwa tygodnie i 500 km trekkingu.

para w górach, Trójmorski Wierch, 2020

Czasem najlepsze co można zrobić to pokazać język! Nasze podsumowanie 2020 r.

Sporo czasu spędziłam także w Beskidzie Małym. Nareszcie był czas na Beskid Sądecki i to aż dwa wyjazdy. Pieniny i Gorce. Beskid Niski. A nawet wyzwanie na miarę pandemii, czyli Mały Szlak Beskidzki w trzy dni.

2020: Wolniej

Upchnęłam w tym roku ile się dało. A jednak podsumowując 2020 napiszę, że było wolniej. I nie mam tu na myśli mojego tempa. Było wolniej, bo był czas na poznawanie i podziwianie. Podziwianie widoków, poznawanie nowych miejsc. Delektowanie się smakami.

Jeszcze w październiku, rzutem na taśmę odwiedziliśmy Stramberk u naszych południowych sąsiadów. Normalnie pewnie by mi się nie chciało! Nie ma tam wybitnych szczytów, ani zapierających dech zabytków. Ani widoków czasem nie ma. Ale jest cisza, spokój i browar. Można usiąść, zjeść, porozmawiać.

2020: Mniej

Czy ja jestem jedyną kobietą, której pandemia ujęła kilogramów? Wcale nie przeszłam na dietę, zupełnie tego nie planowałam i nie potrzebowałam. Ale gdy zwiększał się mój przebieg, zmniejszała się moja waga. I tak zmniejszyłam się o 6 kg i powiem, że świetnie mi z tym. Żeby było zabawniej nie odmawiam sobie jakoś szczególnie przysmaków. Po prostu jem tyle ile potrzebuję i to na co mam ochotę. Wiem, marzenie wielu kobiet. Więc zamiast marzyć, zacznij biegać. Nawet nie zauważysz, kiedy zmieni się rozmiar Twoich ubrań.

Czy mój rok 2020 był idealny?

Ależ skąd! Ale po co o tym teraz pisać i się użalać. To był znakomity rok i tego będę się trzymać. A 2021 będzie jeszcze lepszy. Czego sobie i Tobie życzę. A teraz sama się o to zatroszczę. Pięknego 2021 roku.

A tu jeszcze przegląd mojego roku w zdjęciach – po jednym na każdy miesiąc i dwa gratis 😉

A jak Twoje podsumowanie roku? Jedno już znam – Napisane przez Różę Wigeland. Swoim podziel się w komentarzu!