Błękitne niebo. Śnieg skrzypiący pod butami. Puch i mróz.1

Jak w bajce. Jakbym nagle przeniosła się do Narnii. Tyle, że zamiast wejść do szafy, pojechałam dokładnie 4 km od domu i weszłam do dobrze znanego sobie lasu.

Zima w styczniu? Ale radość!

Kiedyś to były zimy… ktoś powie! Ano były! Śniegu po pas. Mróz -30 stopni. Błękitne niebo.

A teraz… wszystkiego trzy razy mniej okrzyknięte zostaje mianem „bestii ze wschodu”.

O jakże ja Cię bestio wypatrywałam. O jakże nasłuchiwałam.

Im więcej puchu, tym większa zabawa! Prawdziwy śnieg! Kto go ostatnio widział?!

I tak dziś, o świcie, zamiast wymarzonego worka raczańskiego (szkoda było mi czasu na dojazd nieodśnieżonymi drogami), wylądowałam pod Dębowcem.

Szyndzielnia, Klimczok, Błatnia

Ja to mam szczęście! Co prawda znam tu prawie każdy kąt i ścieżkę, ale jak sypnie śniegiem to w zaledwie kilka minut jestem w górach.

Zabieram Cię dziś na mój beskidzki tryptyk. Trzy szczyty znane każdemu mieszkańcowi Bielska-Białej. Szyndzielnia, Klimczok, Błatnia i jeszcze raz Szyndzielnia. W sumie 26 km wędrówki, 1400 metrów w górę. Śniegu i zabawy – bez ograniczeń.

Spieszcie się korzystać, bo idzie odwilż!

Start: pod Dębowcem

Im wcześniej przyjedziesz pod Dębowiec, tym szybciej wyruszysz w trasę. Parkingów nie brakuje – przy drodze, pod halą i przy wyciągu. Ale pamiętaj – to bardzo popularne miejsce i dziś o 7 rano nie brakowało chętnych, by wyruszyć w góry.

Na początek – czerwonym szlakiem na Dębowiec i Szyndzielnię.

Schronisko na Szyndzielni i dalej na Klimczok!

Mijamy schronisko na Szyndzielni, położone na wysokości 1001 m n.p.m.

O historii schroniska, liczące już ponad 120 lat przeczytasz TUTAJ. Niestety, w tej chwili jest nieczynne. Wydawane są tylko posiłki w bufecie, a zjeść trzeba na zewnątrz. Kilka razy pisałam już co sądzę na ten temat. Tak, wiem jakie są obostrzenia. Ale wiem też, że w górach ważniejsza od grzanego wina jest możliwość rozgrzania się w schronisku.

Nasze śniadanie zjadamy więc na zewnątrz i rozgrzewając zmarznięte dłonie ruszamy w drogę.

I dalej czerwonym i żółtym szlakiem wędrujemy na Klimczok.

Im wyżej tym robi się piękniej. Jest to co w zimie i w górach kocham najbardziej! Śnieg, mróz i słońce. Niektórym już dogrzewa 😉

A tak poważnie… Czy wiesz, że Klimczok o wysokości 1117 m n.p.m. jest najwyżej położonym punktem Bielska-Białej?! Z parkingu na szczyt jest dokładnie 8 kilometrów.

A teraz kierunek Błatnia!

Z Klimczoka należy wybrać szlak żółty. Zgodnie ze szlakowskazem na Błatnią jest 8 kwadransów, ale nawet zimą, po świeżym opadzie śniegu można tę trasę pokonać szybciej.

Początek – zachwyca. Mam wrażenie, że jestem w jakiejś bajkowej krainie. Ludzie jeszcze tu nie dotarli, a ja cieszę się śniegiem, pogodą i widokami.

Teraz trasa prowadzi już głównie z górki, więc idzie się szybko i przyjemnie.

Błatnia, znana też jako Błotny, ma 917 m n.p.m. i przy pięknej pogodzie roztacza się stąd widok na pasmo Skrzycznego. Tuż pod szczytem znajduje się schronisko, niestety w tej chwili wydaje posiłki tylko „z okienka”. Zatrzymujemy się tam tylko na chwilę.

Z Błatniej do Wapienicy

Z Błatniej wędrujemy mniej popularnym, niebieskim szlakiem do Wapienicy. Mniej popularnym, bo z Wapienicy pierwsze podejście na Palenicę jest dość strome. Wiele osób wybiera łagodniejszy szlak z Jaworza, przez piękny bukowy las. Ten wariant polecam szczególnie jesienią.

I w sumie tutaj, w Wapienicy, można zakończyć wycieczkę. Albo wrócić do punktu wyjścia, już bez szlaku, ale dobrze znaną bielszczanom leśną drogą.

To co? Jeszcze raz na Szyndzielnię?

Albo… jeśli się jest wariatem, wejść jeszcze raz na Szyndzielnię, żółtym szlakiem. I stąd – albo już znanym czerwonym, albo tak jak my – żółtym przez Kołowrót i do parkingu pod Dębowcem.

Korzystajcie, bo podobno zima przyszła, ale zaraz zniknie!

W zaspie!

Zdjęcie powyżej to najlepszy dowód na to, że puszek cieszy bez względu na wiek! Ale się w nim wytarzałam!

Film możesz zobaczyć na moim profilu na Facebooku. Polecam 🙂