Są takie szczyty w górach, które po prostu lubię. Takie góry, na których bywałam już wielokrotnie, ale jakoś nigdy nie mam dość. Przykłady? Romanka (z halami Pawlusią, Rysianką i Lipowską) i mój tegoroczny cel Romanka Challenge. Resegone we Włoszech. Lackowa w Beskidzie Niskim.

Zabieram Cię na Lackową, w magiczny i niepowtarzalny Beskid Niski. Wejdziesz na szczyt i to nie byle jaką drogą!

Gdy na forach i facebookowych grupach pada pytanie o najbardziej strome podejście w polskich górach poza Tatrami, ktoś zawsze wymieni Lackową i tzw. ścianę płaczu. Czy rzeczywiście jest powód do płaczu?

Lackowa, turyści, Beskid Niski

Lackowa na kilka sposobów

Próbowaliśmy ostatnio z Piotrem policzyć ile razy weszliśmy już na najwyższy, polski szczyt Beskidu Niskiego o wysokości 997 m. Ale coś nam się myli w tych rachunkach. Dwie rzeczy są jednak pewne – ja mam o jedno wejście więcej – w ramach pewnej sierpniowej biegowo-marszowej wycieczki. I po drugie – w tym roku byliśmy na szczycie już dwa razy i to na dodatek jednego dnia. I … dwa razy weszliśmy słynną północno-zachodnią ścianą, tak tą stromą, zwaną także „ścianą płaczu”.

Wielkanoc na Lackowej

To idealny czas, by ominąć tłumy. Tym bardziej, że pierwszy raz weszliśmy na szczyt w porze świątecznego śniadania. Towarzystwa nie mieliśmy, ale ktoś jednak zostawił swoje ślady. Jedna osoba była na szczycie przed nami, i nie ma co ukrywać, ułatwiła nam podchodzenie po przyprószonej śniegiem ścieżce. Szliśmy po jej śladach jak po sznurku. Drugiego wejścia w tym samym dniu zupełnie nie planowaliśmy, ale przecież trzeba było zrobić miejsce na sernik 😉

Lackowa, Beskid Niski

Na Lackową z Tylicza

Właściwa część podejścia na Lackową zaczyna się na Przełęczy Beskid, ale my wystartowaliśmy w Tyliczu. Na początek trzeba dotrzeć polnymi drogami do granicy. Najłatwiej znaleźć ulicę Polną, która odchodzi w bok od drogi nr 75 (z Tylicza w kierunku Nowego Sącza). Powinien tamtędy prowadzić także szlak konny, który w końcu wypatrzyliśmy w terenie i to on doprowadził nas do czerwonego szlaku granicznego. Stamtąd kierujemy się na Dzielec, gdzie spotykamy zielony szlak z Krynicy przez Mochnaczkę (szliśmy tamtędy rok temu w czerwcu i nie brakuje tam atrakcji w postaci przeskakiwania przez potok czy błotnistych ścieżek, ale i pięknych łąk!). Po drodze jedno strome podejście, a za Dzielcem w dół, aż do Przełęczy Beskid. Jak dotąd wszystko pięknie i dość łatwo. Tutaj dopiero, na Przełęczy Beskid rozpoczyna się przygoda!

Za Przełęczą Beskid czeka „ściana płaczu”

Z Przełęczy Beskid na szczyt Lackowej to tylko 2,5 km i 350 metrów. Krótko i na temat. Ale ja właśnie takie podejścia lubię. Szybko zdobywa się wysokość i przy dobrej kondycji szybko wchodzi się na szczyt. Bo na tej trasie zdecydowanie lepiej wchodzić niż schodzić „ścianą płaczu”. Początek z Przełęczy Beskid nie zapowiada jednak wrażeń. Mam wrażenie, że bez względu na porę roku na pierwszym odcinku i tak czeka taplanie w błocie. Delikatnie pod górkę, za to uważnie spoglądając pod nogi. Błoto, dużo błota! Błoto rozciapane ze śniegiem, samo błoto, błoto i kałuże. Przy drugim podejściu błota będzie jakby więcej, ale kto by się już tym przejmował.

Jest i ściana płaczu!

W końcu szlak gwałtownie podrywa się do góry. Staje dęba. Na szczęście od tego momentu błota jest mniej. Na szczęście – bo kto nie słyszał o błotnistym podejściu na Oszusta w Beskidzie Żywieckim. Też krótko i stromo, ale po deszczu to jazda bez trzymanki. Na Lackowej są kamienie i korzenie drzew i ścieżka poprowadzona zakosami. Początek jest najbardziej stromy, po kilkuset metrach robi się mniej stromo, a ostatnie kilkaset metrów to już przyjemna droga na szczyt. Według szlako wskazu ten odcinek powinien zająć 1 godzinę i 10 minut, my pokonaliśmy go w 45 minut. Za drugim razem – dokładnie tyle samo czasu. Dla porównania i zrozumienia nachylenia tego terenu, ten sam odcinek w dół zajął nam 40 minut.

Lackowa i co dalej?

Wchodząc na Lackową z Przełęczy Beskid, czy wcześniej z Izb, można zaplanować bardzo przyjemną pętlę. Z Lackowej dalej podążamy czerwonym szlakiem, schodzimy dość stromo (ale już nie tak stromo) na Przełącz Pułaskiego i podchodzimy do rozwidlenia szlaków pod Ostrym Wierchem. Tutaj wybieramy żółty szlak na Ostry Wierch i dalej przez Białe Skały. Można tym szlakiem zejść do Ropek, a można skręcić w lewo na szlak konny i nim zejść prawie do Izb. Zamiast jednak od razu skręcać do Izb warto pójść z lewo, do Bielicznej.

Bieliczna – nic tu nie ma, a jednak warto!

Nieliczna to nieistniejąca już łemkowska wieś u stóp i z widokiem na Lackową. Jedyne co pozostało po łemkowskiej wsi są cerkiew greckokatolicka pod wezwaniem św. Michała Archanioła, zbudowana w 1796 oraz stary cmentarz. Całą resztę trzeba sobie wyobrazić. Tuż przed II wojną światową istniały tu 34 gospodarstwa. W 1947 roku w ramach Akcji Wisła wysiedlono stąd wszystkich mieszkańców. Dla mnie to jedno z piękniejszych miejsc w Beskidzie Niskim. Pierwszy raz trafiliśmy tu zimą, w okolicach Bożego Narodzenia, po prostu idąc ścieżką z Przełęczy Pułaskiego. Teraz chętnie tu wracam.

By wrócić na Przełęcz Beskid trzeba wrócić do Izb i skręcić w lewo. Kawałek asfaltu, polna droga, ogromne i ogrodzone gospodarstwo rolne i moim zdaniem nie pasujący do miejsca hotel z naturalnej wielkości rzeźbą konia na podjeździe. Wracamy na Przełęcz Beskid. Mamy i czas i siłę, więc rzucam tylko niewinne pytanie – to co, drugi raz na Lackową?

Lackowa po raz drugi!

Gdyby chociaż czekał na nas w domu sernik, albo jakieś mazurki czy inne przysmaki?! To jeszcze rozumiem! Ale tak, z własnej woli, bez żadnej słodkiej nagrody?! Słowo się rzekło, więc do góry. Najpierw błoto. Lewym czy prawym brzegiem? A może jednak środkiem? Zdecydowanie już wolę pod górę. Na Lackowej robimy sobie drugie pamiątkowe zdjęcie, gdyby ktoś jednak nie chciał nam uwierzyć. W i tym razem wracamy w dół tą samą drogą. Na Przełęcz Beskid i przez Dzielec do Tylicza.

Podsumowanie wycieczki, dla tych co chcieliby iść naszymi śladami

Wystartowaliśmy na Rynku w Tyliczu, gdzie można zaparkować auto. Cała trasa zajęła nam 9 godzin bez kwadransa. To 34 km. 1590 metrów w górę.

Nie lekceważ tego szlaku, ale i nie demonizuj!

Owszem jest stromo, ale nie ma tam żadnych trudności. Tak, trzeba mieć dobrą kondycję, bo inaczej rzeczywiście można się popłakać ze zmęczenia. I skorzystaj z kilku podpowiedzi, a będzie całkiem przyjemnie.

Lackowa, Beskid Niski

  1. Kijki – przydają się i w górę i w dół. W sumie to nie wiem kiedy bardziej, ale droga w dół bez kijków to spore wyzwanie. Raz tak schodziłam podczas mojej wycieczki biegowo-marszowej i umęczyłam się bardziej niż pod górę.
  2. Buty – to chyba jasne. Mimo, że to Beskid Niski, mimo, że tak blisko do wsi, to jednak dobra podeszwa to podstawa. Na trasie będzie wszystko co lubisz: błoto, kamienie, śnieg.
  3. Lepiej w górę niż w dół – nawet jeśli pod górę trzeba wylać więcej potu to jednak proponuję tędy podchodzić, a schodzić przez Przełęcz Pułaskiego. Wystarczy porównać nasz czas podejścia i zejścia – różnica to 5 minut. Niewiele.
  4. Polub błoto – bo od początku będzie go sporo, im niżej tym więcej.
  5. Im wcześniej tym lepiej, im szybciej tym jeszcze lepiej. Wiadomo, rano jest tam mniej turystów, mniej mijania się z tymi co w przeciwnym kierunku, mniej tłoku przy tabliczce na szczycie. Druga zasada to jedna z moich ulubionych w górach – iść stale, nawet jeśli wolno, zamiast zatrzymywać się co kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt kroków. Zwalniam, ale idę.

Nie taka Lackowa straszna jak o jej północno-zachodniej ścianie mówią. Dla tych, którzy chcą poznać różne jej oblicza, po prostu jedna z możliwości zdobycia szczytu. A kto wie, może po pierwszym razie to wymagające wysiłku podejście spodoba Ci się na tyle, że będziesz tu wracać. Niekoniecznie dwa razy dziennie!