Wycieczka dla miłośników długich dystansów. Pozwala poznać spory Beskid Sądecki i to całkiem spory jego kawałek. I solidnie się zmęczyć. Ale po drodze nie brakuje atrakcji i miejsc, gdzie można odpocząć. Graniczny szlak na Eliaszówkę to jeden z moich ulubionych. Chata Magóry, Kordowiec i wreszcie schronisko Cyrla. Polany z wiosennymi kwiatami i bukowe lasy w różnych odcieniach zieleni  to w nagrodę za trud i wysiłek. 

Trasa wycieczki:

Zaczynamy w Piwnicznej-Zdroju przy stacji kolejowej, podążamy zielonym szlakiem przez Eliaszówkę aż do Obidzy. Tutaj zmieniamy szlak na niebieski i wędrujmy nim aż na Wielki Rogacz (między Obidzą a Małym Rogaczem często korzystam z wariantu zimowego). Pod Wielkim Rogaczem wybieramy czerwony szlak na Niemcową i trzymając się czerwonych znaczków dochodzimy do Chaty Kordowiec. Tutaj wybieramy niebieski, gminny szlak, który najpierw sprowadza do miejscowości Młodów, przeprowadza na drugą stronę Popradu, a dalej wyprowadza z powrotem do góry.

Taka zabawa – góra, dół 😉

Gdy niebieski szlak połączy się z czerwonym docieramy do Schroniska Cyrla – tu obowiązkowa degustacja nalewek. Czerwonym szlakiem wędrujemy aż do Przełęczy Bukowina. Tutaj pojawia się szlak żółty, którym schodzimy do Piwnicznej i tam pętla się zamyka. W przypadku żółtego szlaku można jeszcze bez znaczków wejść na Bucznik i zejść do niebieskiego szlaku, a stamtąd blisko już do Piwnicznej-Zdroju. 

Długość trasy: 39 km

Czas zgodnie z mapą: prawie 13 h, moim zdaniem 10 wystarczy, ale trzeba doliczyć czas na odpoczynki, wejście na wieżę widokową, podziwianie widoków i degustację nalewek

1960 m w górę i tyle samo w dół. Konieczna więc dobra kondycja.

Beskid Sądecki, mapa, trasa

Zielony szlak graniczny na Eliaszówkę

Wędrówkę rozpoczynamy przy stacji kolejowej, ale już na Rynku w Piwnicznej robimy pierwszy postój. Nie żebyśmy tak szybko się zmęczyli, ale śniadanie było skromne, a nas kuszą świeże drożdżówki w piekarni. Gdyby jeszcze był ekspres to czułabym się jak we Włoszech, przy mocnym espresso i rogaliku. Ale to Piwniczna-Zdrój, więc nie grymaszę, zjadam co jest i ruszamy dalej. Aha, zaczyna padać więc bez zmiany stroju i wyjęcia kurtek gore się nie obejdzie. Krótko wędrujemy chodnikiem w pobliżu Popradu, przechodzimy na drugą stronę ulicy Szczawnickiej i zaczynamy podchodzić do góry. Trochę między domami, trochę wąską ścieżką, a miejscami przez łąki. Gdy wychodzimy na te łąki zaczynają się przed nami roztaczać piękne widoki na polską i Słowacją stronę.

Roztaczać to może za dużo powiedziane, bo przecież wciąż pada i chmury są dość nisko.

Aż do osiedla Piwowary podążamy po betonowych płytach. Mijamy urokliwą kaplicę i ciekawie położoną agroturystykę i dalej wędrujemy już wzdłuż granicy polsko-słowackiej. 

Wędrówka polanami – znak rozpoznawczy Beskidu Sądeckiego

Ten fragment szlaku bardzo lubię! Pusto, urokliwie i bardzo zielono. Od czasu do czasu polany i widoki. Bardzo przyjemna ścieżka – niby tak blisko cywilizacji, a tak dziko i pusto. To może pogoda odstraszyła turystów. Gdy szlak zielony skręca w dół i opuszcza na chwilę granicę, ja jednak idę wzdłuż granicy. Omijam w ten sposób zejście i wejście, ale generalnie nie o to chodzi. Tam niżej wycięto las, zwieziono drewno i cały urok tego miejsca… unicestwiono. 

A że nie tylko ja tak robię, ale i moi słowaccy sąsiedzi, biegacze na dodatek więc żywię do nich dodatkową sympatię, okazuje się chwilę później. Gdy padają polsko-słowackie pozdrowienia. Panowie biegną właśnie moim skrótem. 

I znowu – mijamy kilka rozległych polan, czasem coś widać a czasem mniej. Ławeczki i tabliczki z opisem panoramy zachęcają do odpoczynku i delektowania się zielenią, chociaż nie tym razem bo deszcz pada raz gęściej raz rzadziej. My i biegacze, bo kawałek dalej mija nas kolejna przemoczona grupka, nie wyglądają na niezadowolonych. Na niektórych odcinkach wybudowano drewniane schody terenowe – nie, nie takie jakie są aktualnie prowadzą na Tarnicę w Bieszczadach. Te z Beskidu Sądeckiego zdecydowanie przypominają drabinki. 

Eliszówka i wieża widokowa

Po 11 kilometrach wędrówki wychodzimy na polankę, u stóp wieży widokowej. Z 20-metrowej wieży można podziwiać rozległą panoramę. Można też odpocząć niżej – na Eliaszówce jest również drewniany szałas oraz miejsce na ognisko. Deszczowa pogoda sprawiła, że tym razem nie ma ani widoków ani turystów, którzy często docierają tu najkrótszą drogą z Obidzy (tylko 3 km wędrówki, bo do Obidzy można dojechać samochodem). Poniższe zdjęcia powstały przed rokiem, podczas majowego pobytu. Pogoda nam dopisała więc podziwiałam widoki. 

Przez Obidzę na Wielki Rogacz

Przełęcz Obidza (929 m n.p.m.) to węzeł szlaków – pieszych, konnych, narciarskich, rowerowych. Jest tu parking, drewniane wiaty. Jeśli za Obidzą skręcisz w lewo to granicznym szlakiem dotrzesz na Przełęczy Rozdziele – tu zaczynają się lub kończą Pieniny. My podążamy niebieskim, ale w przeciwną stronę. Po drodze wybieramy szlak zimowy, który jest trochę krótszy i wyprowadza od razu pod Mały Rogacz. Taki skrót, dla tych co letnią drogę znają już na pamięć.

Po 3 km jesteśmy na Wielkim Rogaczu. Prawie – bo szczyt znajduje się kilkaset metrów dalej i trzeba tam dojść nieoznakowaną ścieżką. Wielki Rogacz liczy sobie 1182 metry n.p.m. Na szczycie jest tabliczka i nic więcej. Niestety po drodze sporo śmieci, zostawionych przez turystów. Sam wierzchołek jest zalesiony więc widoków brak. Ale widok śmieci może skutecznie odstraszyć, by wejść tam ponownie. Wracamy zatem do węzła szlaków i tym razem już za czerwonymi znaczkami wędrujmy na Niemcową. 

Czerwonym szlakiem na Niemcową

To kolejny, bardzo przyjemny odcinek – pojawiają się widoki na pasmo Beskidu Sądeckiego, a jeśli widoków akurat nie ma, to trasa prowadzi przez piękny bukowy las. Jeszcze polanka przed Niemcową (kto wie dokąd prowadzi ta ścieżka w lewo? O tym w lipcowym Magazynie na Szczycie) – na mapie to miejsce nazywa się Kramarka. 

Kramarka, Niemcowa, Stos, Poczekaj i Kordowiec – przed nami wędrówka kolejnymi polanami. Kiedyś w tej okolicy gospodarstw rolnych było więcej. Dzisiaj mijamy jedno, niżej rozpadająca się chata, jeszcze niżej kolejna – zamknięta, toczą się sprawy spadkowe.

Śladami Marii Kownackiej

Będzie o Rogasiu z Doliny Roztoki, czas na Szkołę nad obłokami Marii Kownackiej. Opisane w książce miejsce istniało naprawdę, właśnie na jednej z polan. Dzisiaj widać jeszcze ruiny, obok których stoi tablica pamiątkowa. Szkoła działała w latach 1938-61, z wyjątkiem okresu wojennego. 

Za Wikipedią:

Podobne małe szkółki istniały na pobliskich, śródleśnych przysiółkach na polanach Zaczerczyk, Podbukowiec, Kordowiec. Była to szkoła 4-klasowa z jednym nauczycielem, a uczęszczało do niej 15-25 dzieci. Jako sala lekcyjna służyło dzierżawione pomieszczenie w budynku gospodarza Nosala. Jedyny nauczyciel służył nie tylko dzieciom, ale i ich rodzicom: czytał gazety ciekawym świata gazdom lub użyczał swego radia “na kryształek”, aby posłuchali “co tam panie w polityce”, uczył czytania i pisania analfabetów, wieczorami wabił młodych grą na skrzypkach. Była tutaj nawet wypożyczalnia książek z miejskiej biblioteki (zazwyczaj przyniesionych na plecach przez nauczycieli). Z budynku szkoły pozostały już tylko kamienne podmurówki. W 2003 r. Towarzystwo Przyjaciół Piwnicznej odsłoniło na Niemcowej pamiątkową tablicę z nazwiskami nauczycieli, którzy tutaj uczyli.

Szkoła nad obłokami przeniosła się później na polanę Kordowiec (763 m n.p.m.), dziś budynek nosi nazwę Chata Kordowiec i oferuje 12 miejsc noclegowych, a obok można rozbić namiot. Obiekt czynny jest sezonowo od 1 maja do końca września.  Jest prąd, bieżąca woda i węzeł sanitarny. 

Przez Młodów na nalewki!

Kolejny etap wycieczki zaplanowałam z premedytacją! Kto nie słyszał o słynnych pierogach i nalewkach w schronisku Cyrla?! My słyszeliśmy i poznaliśmy przed rokiem, dlatego sprawnie podążamy do celu. Tym razem mam ochotę na cytrynówkę, skoro nie mogę mieć limoncello!

Na Polanie Kordowiec opuszczamy czerwony szlak. Przez dłuższy czas będziemy trzymać się biało-niebieskich znaków. To kolejny szlak gminny.

Ale najpierw odcinek do Młodowa. Tu warto dobrze się rozglądać, bo szlak często schodzi z głównej drogi i zamienia się w ścieżkę przez krzaki i chaszcze. Ścieżka prowadzi wzdłuż linii energetycznej i w razie wątpliwości warto się jej trzymać. Ostatni odcinek po płytach, aż do głównej drogi. Tutaj skręcamy w prawo i podążamy do mostu na Popradzie. Zachowaj ostrożność, bo droga jest tu ruchliwa, a znaki nagle skręcają w lewo i trzeba przejść na drugą stronę. Jeszcze trochę asfaltu i wchodzimy w las.

Kolejne moje odkrycie w Sądeckim Beskidzie

I o ile nie przepadam za ostatnim odcinkiem czerwonego szlaku z Cyrli do Rytra, to niebieski z Młodowa zdecydowanie mnie zachwyca. Pusto. Nie ma błota i stromego podejścia – kto schodził błotnistą drogą do Rytra wie o czym mówię. Przyjemne zakosy, piękny i pusty las. Trzeba tylko pilnować znaczków, bo ścieżek i innych dróg jest tu sporo. Dość szybko wychodzimy na polanę skąd do schroniska Cyrla już coraz bliżej. Nie zniechęca nas nawet chmura, która wisi nad Pieninami.

nalewki, schronisko, Beskid Sądecki

Degustacja nalewek – cytrynówka, prawi jak limoncello

Cytrynówka, nalewka szefa, porterówka, miodówka – taki zestaw wybraliśmy tym razem.

Wkrótce okaże się, że szybko spalimy dodatkowe kalorie i procenty.

Czas ucieka czy czas uciekać?

Gdy wychodzimy ze schroniska zdecydowanie przyspieszamy! Szybko i sprawnie podchodzimy do węzła szlaków czerwono-zielono-niebieskiego i czerwonym szlakiem podążamy w stronę Hali Pisanej. Niby blisko, ale ciemne chmury za nami też przyspieszają. Ja to się nawet nie oglądam za siebie, słyszę pomruki w oddali i doskonale wiem, że lepiej byłoby uniknąć burzy. Przez kolejne polany dosłownie przemykamy.

Mijamy Jaworzynę Kokuszczańską z krzyżem i kamiennym ołtarzem i schodzimy w dół. Gdy pojawia się informacja, że do Przełęczy Bukowina już tylko kilometr jeszcze podkręcamy tempo, nie zważając że jest pod górę. W tym miejscu pojawia się żółty szlak i nim mamy wrócić do PIwnicznej-Zdroju.

tęcze, po burzy, Beskid Sądecki

Im bliżej i bardziej grzmi tym mocniej przyspieszamy. Nie zatrzymując się ubieramy kurtki, wyłączamy telefony i biegniemy. Nie polecam biegania w butach trekkingowych, nawet niskich, ale tym razem nie ma innego wyjścia.

A po burzy przychodzi słońce…

Czy nam dolało? A owszem, nie pierwszy raz. Największą ulewę przetrwaliśmy ukryci, a po burzy nie tylko wyszło słońce, ale na niebie utworzyły się dwie bardzo wyraźne tęcze.

Żółty szlak przez osiedle Jarzębaki jest bardzo przyjemny. Można go trochę zmodyfikować i podejść na Bucznik, gdzie wybudowano górską kaplicę. Potem już bez znaków schodzimy przez piękną kwietną łąkę i niebieski szlak w prawo sprowadza nas do Piwnicznej-Zdroju (w lewo szlak schodzi do Łomnicy), gdzie rano zaczęliśmy wycieczkę.

Beskid Sądecki odkrywam po raz kolejny

Beskid Sądecki to moje ubiegłoroczne odkrycie. Szczególnie upodobałam sobie wiosenne wyjazdy, bo oczarował mnie soczystą zielenią. Mnóstwo tu różnorodnych szlaków i pewnie jeszcze sporo do odkrycia. Może jesienią tu wrócę, bo wtedy bukowe lasy są pięknie kolorowe! Polecam!