Ciao! Salve! Boungiorno! Wciąż trudno mi uwierzyć, że tu jestem! We Włoszech, z widokiem na jezioro Garda. Dawno jednak podróż do Włoch tak mnie nie stresowała. Ale się udało! Przebrnąć przez wszystkie wymogi. I dziś już wiem, że właśnie zmieniają się przepisy i teraz jest jeszcze łatwiej. Z radości chyba kupię kolejny bilet do Włoch!

Góry, Włochy, panorama

Radość z prostych rzeczy!

I wciąż nie mogę uwierzyć, że w niedzielę rano piłam kawę w Bergamo, że deser był w Malcesine, a wino i kolacja w Varone. Nie było mnie we Włoszech półtora roku i bardzo doceniam, że teraz tu jestem! Doceniam, bo wcześniej nie doceniałem, jakie to proste.
Bilet, pakowanie, samolot i siup. 

Ostatnie tygodnie, po szalonym zakupie biletu lotniczego za całe 19 zł (plus 29 zł za pierwszeństwo wejścia i dodatkowy bagaż podręczny) spędziłam na poznawaniu włoskich zasad. I śledzeniu zmian. I oczekiwaniu czy do 19 czerwca Włosi zdążą wdrożyć certyfikaty covidowe. Mam za sobą dwie dawki szczepionki więc wolałabym kasę za test wydać na inne włoskie przyjemności. Nie zdążyli, a ja nie ryzykowałam lotu bez dodatkowych badań. 

No i co tu kryć, dłubanie patyczkiem w nosie nie należy do moich przyjemności. Choć przyznaję, że pielęgniarki bardzo były łaskawe! Nie obyło się jednak bez tego dłubania i oczekiwania w napięciu czy ja na pewno polecę. 

Jeden test, a tyle wrażeń!

Negatywny. Nagativo! Mogę lecieć. No prawie. Test jest. Teraz odprawa, a tu Ryanair pyta mnie o jakieś dziwne dokumenty. OK, wiem, że trzeba zarejestrować na włoskiej stronie przyjazd, ale po co te papiery? Dla spokoju swojego wydrukowałam, podpisałam i załączyłam zdjęcia dokumentów do odprawy. 

A teraz część właściwa, czyli rejestracja na poniższej stronie. 

Dużo tego, miałam wrażenie, że podpisuję cyrograf. Ale wygląda na to, że mam to – mam potwierdzenie, QR kod pobrany na telefon, wszystkie kopie dokumentów na telefonie i wynik testu plus papierowy certyfikat. 

I zdziwienie na lotnisku – moja kosmetyczka zwróciła więcej uwagi podczas kontroli bezpieczeństwa niż wszystkie te papiery. Nikt mnie o nic nie zapytał. Co nie oznacza, że można coś pominąć. 

Jaśmin, drzwi, kwiaty

Zdecydowanie warto być na bieżąco z przepisami. A te zmieniają się i zmieniać będą. I nie ukrywam, że bardziej ufam blogerom Primo Cappuccino czy Italia by Natalia, niż naszemu ministerstwu zdrowia. Na jednej z konferencji prasowych Włochy w całości niemal, były – według ministerstwa – w czerwonej strefie. Podczas, gdy dziś nawet Lombardia jest w białej. 

Stres nie ekscytacja

Dawno już podróż tak mnie nie stresowała. Ostatnio – pierwszy lot samolotem, w 2008 roku!
Leciałam sama w nieznane – z Warszawy do Lizbony i w lotniskowej toalecie zostawiłam paszport.

Na szczęście nikt go nie znalazł przede mną! Ani wyjazd do Rosji, ani włóczenie się po Ukrainie, ani nawet awaria samochodu w Słowenii mnie nie stresowały.
Tym razem to nie było podekscytowanie i oczekiwanie na wyjazd. 

Poszło tak łatwo, że nie mogę uwierzyć, że piszę te słowa popijając tanie włoskie wino, zajadając sery i melona. Długo miałam wrażenie, że w samolocie będę sama. Nie byłam, ale pasażerów było niewielu. W każdym rzędzie siedziała tylko jednak osoba. 

Czy ja jestem Włoszką?!

I jeszcze trafiło mi się miejsce przy wyjściu bezpieczeństwa. Ale to akurat miła historia, bo obsługa samolotu wzięła mnie za Włoszkę! I to już był powód do radości i opowieści. Reszta jest już mniej wesoła – cały lot w maseczce – na szczęście do przeżycia. W końcu nawet zasnęłam w maseczce. 

Wystartowaliśmy wcześniej, wylądowaliśmy wcześniej, jakby wszystkim się do Włoch spieszyło! Przy wejściu do hali na lotnisku Orio al Serio skaner temperatury też nie wykazał niczego podejrzanego, mój poziom ekscytacji mieścił się w granicach. Choć tak, radość i wzruszenie były większe niż wcześniej.

Kolacja w Polsce, śniadanie we Włoszech!

I na pewno w głowie zostanie mi poranna rozmowa przy kawie. W niedzielę, na mojej trasie do dworca była tylko jedna otwarta pasticceria. Minęłam ją, ale po kilkuset metrach wróciłam. Miała być kawa, śniadanie włoskie… Bez tego dalej nie jadę!

Wino, karafka, kieliszek, Włochy

Byłam jedyną klientką. Panie miały więc chwilę, by zapytać o plany, porozmawiać o zasadach noszenia maseczek w Polsce i tutaj. Od razu przyznam – temperatura powyżej 30 stopnie to nie są warunki do noszenia maseczki. O ile w sklepie na chwilę i na dłużej w klimatyzowanym autobusie mogę, o tyle maszerując uliczkami Rivy – nie dam rady. Podobnie do zasady tej odnoszą się Włosi i turyści. Rowerzyści, biegacze i piechurzy maseczek nie noszą albo mają je na brodzie. 

A już na górskich szlakach kontrolowały mnie dziś tylko stada wiewiórek!

Włochy w czasach pandemii

Czy jechać teraz do Włoch? Tak, zdecydowanie jechać! Italia wciąż piękna i przyjazna. Z całą pewnością można sobie z tymi wszystkimi wymaganiami i obostrzeniami poradzić. A mam nadzieję, że będzie coraz łatwiej. I od dzisiaj już jest! I z radości, że mając szczepienie mogę więcej, chyba upoluję kolejny bilet!