Ćwierć wieku! Kto by pomyślał! 8 lipca 1996 roku nie miałam jeszcze 19 lat, ale postanowiłam, że właśnie od tego momentu będę dorosła i w jakimś stopniu samodzielna. Przynajmniej finansowo. Że będę miała swoje, własnoręcznie zarobione pieniądze. Tak! Nie jakieś tam kieszonkowe, ale kasę! Pensję. Wypłatę. Regularnie, na czas i do własnej dyspozycji. 

Podobno pierwszy milion trzeba ukraść

Metoda na to była tylko jedna. Ukraść, najlepiej od razu milion. Dwa, bądźmy szczerzy, żeby starczyło też na zachcianki i kaprysy. Metoda szybka i ryzykowna. Albo mniej ryzykowna, ale czy równie ekscytująca?! Pójść do pracy. Zatrudnić się. Podpisać umowę. Stać się pracownikiem najemnym, może etatowym albo „na śmieciówkę”, ale jednak dostawać za 8 godzin, a czasem więcej, kasę, pieniądze, wypłatę!

Money, money, money – jak śpiewała ABBA

Dwadzieścia pięć lat później – czyli mnie więcej teraz – najchętniej poszłabym na emeryturę. Została młodą emerytką, niespełna 44-letnią, z kilkoma ledwie zmarszczkami i siwymi włosami. Wystarczy mi! Nie kasy – tej to niestety potrzeba zawsze i regularnie – ale tej rutyny. Tych 8 godzin. Tej regularności, przewidywalności. Czasem nudy. 

Kto ma odwagę się przyznać, że to co pozwala nam opłacać rachunki, robić zakupy i czasem cieszyć się Aperolem z widokiem na włoskie szczyty, bywa nudne?!

Jakiś czas temu, trochę znudzona, trochę sfrustrowana i rozczarowana, zebrałam kilka myśli. Dziś dostały nowy wstęp, a ja zastanawiam się co dalej? Co dalej po 25 latach pracy, w 44 roku życia. 

Czas na zmiany?

Rzucam pracę. Zwalniam się. Składam wypowiedzenie. Rezygnuję z etatu, 40 godzin pracy tygodniowo, płatnego urlopu i świadczeń pracowniczych, chorobowego i innych przywilejów dających stabilizację. Rzucam moją pracę w mojej głowie kolejny już raz. Od 1996 roku pracuję bez większych przerw. Nie mam dzieci, więc nie miałam urlopu macierzyńskiego i wychowawczego – za komentarze, że urlop macierzyński to nie urlop, dziękuję. Najdłużej bez pracy byłam dwa, może trzy miesiące. Raz miesiąc. Nie jestem nauczycielem, więc nie miałam też urlopu na podratowanie zdrowia. Takiego rocznego. A chętnie bym skorzystała!

Wesołe jest życie emeryta?

W sumie, minimalny staż pracy do emerytury już osiągnęłam. To w przypadku kobiet 20 lat. Niestety nie zawsze byłam etatowym pracownikiem – były też w moim życiu całkiem długie okresy pracy na umowę o dzieło (dziennikarska rzeczywistość). I jednak jestem na emeryturę za młoda, powinnam mieć 60 lat, a ja mam zaledwie 44. No i jeszcze wysokość emerytury… pewnie niewiele bym dostała. Ale dla jasności – za 18 lat na kokosy nie liczę. 

Skąd mi się wzięły takie przemyślenia? Może jestem zwyczajnie zmęczona? 8 godzin pracy dziennie to moim zdaniem dużo i Skandynawowie wiedzą co robią. Nie mam problemu, by przez 8 godzin wędrować po górach, wchodzić i schodzić, nieść plecak, męczyć się i pocić. Ale 8 godzin siedzieć nie potrafię! Paradoksalnie, bolą mnie nogi od siedzenia przy biurku. A po tym jak porzuciłam mikrofon i kamerę moja praca polega przede wszystkim na siedzeniu przy biurku.

Jedyna pewna rzecz w życiu to zmiana

Nie boję się zmiany pracy, a nawet zmiany zawodu. Nie jestem osobą, która tam gdzie zaczęła, tam skończy, a tak było w przypadku pokolenia moich rodziców. I to był jeszcze powód do dumy. I jeszcze do tzw. nagród jubileuszowych. Mnie to nie czeka, to ósme i zapewne nie ostatnie miejsce pracy. Dodatkowo z kilkoma instytucjami i firmami jeszcze współpracowałam. Zmieniałam i pracę i zawód. Czasem ja zmieniałam, czasem mnie zmieniano. Ot, życie. 

Pytanie co dalej po 25 latach pracy? Właśnie je sobie zadaję i nie znam odpowiedzi. 

Co dalej? Wyjechać w Bieszczady?

Brakuje mi czasu dla siebie – na plany, które od lat czekają na realizację. 26 dni urlopu to zdecydowanie za mało. Na zwyczajne życie, a czasem na „nic nie robienie”. W głowie mi się poprzewracało?! Może i tak, ale kiedy mam się nażyć?! Nie nażyłam się na studiach, bo już pracowałam zawodowo. Nigdy w życiu nie miałam trzymiesięcznych wakacji studenckich. Po studiach nie zrobiłam sobie rocznej przerwy – wychowano mnie w kulcie pracy, zarabiania, oszczędzania, odkładania na emeryturę. Cud, że przy takich wzorcach jednak nie wyobrażam sobie życia bez urlopu, wyjazdów małych i dużych, podróży (kombinuję w ramach 26 dni urlopu i weekendów). Kiedy mam się nażyć – jak będę stara i nie wiadomo czy dość sprawna?! A jak tej starości w ogóle nie będzie?! 

To może jednak właśnie teraz powinnam rzucić wszystko. 

Rzucić i co – wyjechać w Bieszczady? Gdy po raz pierwszy pojawiło się w mojej głowie to pytanie niemal równocześnie wydarzyły się tuż obok mnie pozornie niezwiązane ze sobą rzeczy. 

A jak nie w Bieszczady to w Pireneje?

Może jednak wyjechać w Pireneje, tak jak moja znajoma, która rzuciła korpo i na kilka miesięcy przeniosła się w swoje ulubione góry. Nie na wakacje, nie na urlop, ale zwyczajnie na część swojego życia. Zabrała to co zmieściło się do plecaka i namiot. Kilka miesięcy później wróciła, ale to już całkiem inna historia. Jednego dnia idzie, a kolejnego nie idzie, tylko siedzi i patrzy. I jeszcze pewna influencerka Zuza zapytała na Instagramie co to oznacza dobra praca?

A na linkedin ktoś podrzuca tekst o firmie, która pracownikom z długim stażem daje możliwość skorzystania z trzymiesięcznego, częściowo płatnego urlopu Take Time. Może to coś dla mnie?! Takie rozwiązanie – nie rzucam pracy, ale mam trzy miesiące oddechu. Tylko póki co to świetny, ale jednak wyjątek. Ale co dalej? Powrót do tego samego biurka? Do 8 godzin dziennie, 40 tygodniowo, 160 (mniej więcej) w miesiącu i tak przez kolejnych 16 lat. Do emerytury.

25 lat za mną, 16 przede mną

A może jednak? Może jutro rano będę miała dość jaj / odwagi (właściwe podkreślić) i powiem, że mam dość. Że czas się zatrzymać, odpocząć, coś zmienić. Mam parę tematów, którymi chciałabym się zająć. Paradoksalnie jeden z nich to nawet jakaś tam praca. Tylko bez wypłaty. A tymczasem – może Zuza znalazła odpowiedź na swoje pytanie? Może jednak trzeba było nie kupować biletu powrotnego i zostać w tych Pirenejach i nie dać wtłoczyć się w trybiki 8/40/160? Czy to czas rzucić wszystko i wymyślić coś nowego. Co ja właściwie chciałabym robić dalej, tak powiedzmy do emerytury?

Praca w TVP – spędziłam tam 9 lat!

Chcesz wiedzieć więcej kim jestem i co potrafię? Zapraszam na mój profil na LinkedIn.