To jedna z piękniejszych moim zdaniem tras z widokami na jezioro Garda. Daje również niesamowitą okazję, by spojrzeć z góry na Lago di Tenno i zachwycić się niezwykłym kolorem wody. Kolorem, którego nie umiem nazwać, a który z wysokości 1500 m n.p.m. jest jeszcze intensywniejszy!

Długość trasy: 31 km

Podejście: 2100 m

Czas bez odpoczynków, podziwianiu widoków i jedzenia w schronisku: 9 godzin 

Można wystartować przy wodospadzie Varone (dojeżdża tu autobus zarówno w Arco, jak i z Riva del Garda. Parking zarezerwowany jest dla osób, które zwiedzają wodospad). Koniec wycieczki w Riva del Garda. Oba miejsca są świetnie skomunikowane i można dojechać lub wrócić autobusem. Jeśli chcesz przejść całą trasę to podziwianie kaskady zaplanuj na inny dzień. Jest otwarta od godziny 9, a cała wycieczka to ponad 31 km i dużo, dużo pod górę. Najwięcej na pierwszym odcinku – 13 km do schroniska i 1600 metrów w górę. 

Zamknij oczy i omiń wszystkie atrakcje!

Pierwszy etap to podejście wśród oliwnych drzew do osady Frapporta. Ten odcinek szlaku numer 401 to zaledwie 20 minut wędrówki, choć szlakowskaz wskazuje dwa razy tyle. Szybko i pod górę.

Podziwianie zamku, leniwy spacer uliczkami osady, wąchanie jaśminu (jeśli trafisz tu w czerwcu) i oglądanie Gardy z punktu widokowego zostawmy na inną okazję i inny tekst. Podobnie jak podziwianie Canale di Tenno – jednej z wielu wiosek okrzykniętych mianem „najpiękniejszej we Włoszech”. Zabiorę Cię tam innym razem i jeśli jeszcze dorzucę spacer wokół jeziora to masz zaplanowany cały, niespieszny i bardzo piękny dzień. 

Jezioro Garda – włoski raj!

Wiedziałam, że przede mną sporo kilometrów (choć nie wiedziałam dokładnie ile), sporo przewyższenia (start na wysokości 200 m n.p.m.) i dużo, dużo słońca. Upał to nie są moje ulubione warunki, więc wiedziałam, że im szybciej znajdę się jak najwyżej, tym dla mnie lepiej. 

Pierwszy odcinek jest łatwy i przyjemny. Mijam osadę Frapporta, Tenno i szlakiem numer 406B docieram do Ville del Monte. Tu, przy kościółku św. Antoniego jest fontanna z wodą, bez obaw można się napić lub uzupełnić pojemniki z wodą. Szlak kieruje w stronę Canale, a dalej przyjemną drogą wśród drzew doprowadza do niezwykłego jeziora Tenno. Wczesnym rankiem jest tu zaledwie kilku wędkarzy! Za kilka godzin pojawią się miłośnicy odpoczynku nad brzegiem jeziora, ale i tak w czerwcu trudno tu mówić o tłumie. 

Korona Garda Trentino – wersja TOP

Szlak, którym wędruję mniej więcej od Canale di Tenno to jeden z etapów La Corona del Garda Trentino, poziom Top.

Korona Garda Trentino to trzy kilkudniowe trasy, które znajdują się w północnej części jeziora Garda. Trzy – a każda o innym stopniu trudności. Niskim, średnim i wysokim, czyli low, medium i top. Wszystkie oznakowane charakterystycznymi tabliczkami i literami GT z koroną, każda oczywiście innym kolorem. Trasy te łączą szczyty, punkty widokowe, zamki, wioski i schroniska. 

Więcej tutaj>>

Garda Trek Top to 7 etapów, 90 km i 6990 m podejścia i zejścia. Wymagająca, imponująca wycieczka, ale bez trudności technicznych. Najwyższym punktem jest Monte Altissimo o wysokości 2078 m (tak, będzie jeszcze o tym, bo to inna moja wycieczka w masywie Monte Baldo). Można wyruszyć w kilkudniową wycieczkę, a można poznawać kolejne etapy niezależnie od siebie, a czasem miksować ze sobą odcinki z wersji low, medium i top.

Jezioro Tenno o niezwykłym kolorze!

Po krótkiej wędrówce brzegiem jeziora wychodzę po schodach na parking. Tu można napić się kawy i zjeść śniadanie w jednym z dwóch hoteli, albo po drugiej stronie drogi usiąść pod drzewem przy drewnianym stole. Wybieram opcję numer dwa. Tak, zdecydowanie trzeba tu uzupełnić kalorie. Kolejny odcinek to prawie 1000 metrów w pionie. Muszę się wdrapać na Monte Vender (1504 m n.p.m.). Szlak ma numer 445 i jest bardzo dobrze oznakowany.

Tenno, Garda, góry

Szybko przekonałam się, że tego dnia przede mną nikt jeszcze nie szedł! Pajęczyny! Jest ich mnóstwo! Sieci rozpięte między drzewami i krzakami są dla mnie niemal niewidoczne. Czy tylko ja nie lubię tego uczucia pajęczych nici na skórze?! Udaje mi się wypatrzyć tylko kilka pajęczych domów – te są spore i najczęściej z lokatorem i/lub złowionym śniadaniem. 

W górę, w górę i jeszcze wyżej!

Szlak szybko i konsekwentnie pnie się pod górę. Raz jest wąską ścieżką, raz dość szeroką kamienistą drogą, zapewne doprowadzającą do małych, górskich, letnich chatek Włochów. Stromo, bardziej stromo, gorąco, bardziej gorąco, pająki i więcej pająków. Zachęciłam?! Mam nadzieję, bo gdy dotrzesz do podszczytowych łąk pełnych kolorowych kwiatów i owadów, gdy spojrzysz z góry na Lago di Tenno wpadniesz w zachwyt. I to wszystko miałam dla siebie i tylko dla siebie! Długo nie mogłam w to uwierzyć! Może to dlatego, że w książeczce dołączonej do mojej włoskiej mapy jest informacja, że odcinek od schroniska Nino Pernici (do którego zmierzam na obiad) do schroniska San Pietro (to inna moja wycieczka i o niej, a także o schronisku napiszę innym razem) wymaga dobrej kondycji. 

Szlak tylko dla jednej osoby, a miejscami na jedną stopę

Gdy osiągam podszczytowe łąki szlak do Rifugio Nino Pernici to ścieżka, na której zmieści się tylko jedna osoba. Wąska i poprowadzona pięknym trawersem u stóp skalistych szczytów: Piramide, Tofino i Corno di Pichea. Raz lekko w górę, raz w lekko dół. Przystaję i zadzieram głowę. Widać, że szlak nie jest popularny, ścieżka zarośnięta, ale znaki bardzo dobrze widoczne i ani raz nie miałam wątpliwości dokąd iść. W dwóch miejscach musiałam przejść przez pole śnieżne, wyraźnie widać, że zimą śniegu było tu sporo, a na stromym zboczu szlak jest w tym miejscu zniszczony.

Kolejne śnieżne pole już miękkie w letnim słońcu nie sprawia trudności, choć jak zawsze w takich miejscach warto zachować ostrożność. Gdy za kolejnym zakrętem w oddali widać już schronisko z radością myślę o zimnych napojach. I włoskim jedzeniu! Szlakowskaz informuje, że do celu mam jeszcze 40 minut. Jest ciepło, słoneczko przygrzewa, a po kilku godzinach wędrówki i solidnym podejściu odczuwam głód. 

Ostatni etap do przełęczy to przyjemna wędrówka przez las. Przede mną węzeł szlaków i tu nareszcie spotykam pierwszych turystów pieszych i rowerzystów. Oprócz szlaku GT można tu dotrzeć jeszcze z czterech różnych stron!

Dla doświadczonych turystów

To właśnie na przełęczy dowiaduję się, że szlak 445 czyli Sentiero della Regina to „sentiero per escursionisti esperti”, czyli szlak dla doświadczonych wędrowców. I trasa może być uszkodzona wskutek złej pogody (to zapewne w tych żlebach, które trzeba przejść). I że o stan trasy warto zapytać gospodarza schroniska. Ważna informacja, jeśli postanowisz iść w przeciwnym kierunku – ja nie miałam kogo zapytać i jedyne co było trochę dziwne to kompletna pustka przez kilka godzin. Gdyby się okazało, że szlak 445 jest nie do przejścia, jest alternatywa – szlak numer 402 sprowadzi na dół, gdzie spotkasz inną wersję GT (wersja średnia).

Czas na odpoczynek w schronisku Nino Pernici

Włoskie schroniska to moje tegoroczne odkrycie! Nakarmią tu i napoją wędrowcę nie gorzej niż w lokalach nad brzegiem jeziora. A ceny – co mnie zadziwia, gdy myślę o ich polskich odpowiednikach – są porównywalne do tych nad brzegiem jeziora. Aperol Sprtitz (tak, oczywiście zacznę od mojego ulubionego napoju) – 4 euro, piwo 4-5 euro, spaghetti al ragu z solidną porcją parmiggiano 7,5-9 euro. Wino na szklanki lub karafki. Pół litra – 4 euro. Wybieram karafkę białego i polentę z pieczonym serem za 12,50 euro. Przy zamówieniu dostaję informację, że wszystko jest przygotowywane na bieżąco więc muszę chwilę zaczekać. Zaczekam, oczywiście, przecież nigdzie się nie spieszę. Zgodnie ze szlakowskazem do Rivy mam niespełna 6 godzin, sporo czasu i gdyby pogoda się załamała – przed Bocca Giumella możliwość szybkiego i dość wygodnego zejścia w dół. 

Na razie jednak podziwiam góry, cieszę się chwilą, smakuję wino i czekam na jedzenie. Tak, tak to ja mogę wędrować po włoskich górach! 

Kilka słów o schronisku Nino Pernici

Schronisko Nino Pernici znajduje się tuż za Bocca di Trat i powstało w miejscu koszar z czasów I wojny światowej. Zresztą pozostałe po tym okresie budowle można zobaczyć w drugiej części wycieczki, na trasie do Rivy. Schronisko zainaugurowało działalność w 1929 roku. To schronisko, które odwiedziłam to nowy budynek wraz z zimowym biwakiem, który otwarty został dla turystów 17 czerwca 1990 roku. 

Cytat: Schronisko posiada 30 miejsc noclegowych w wyremontowanych w 2014 roku pokojach dla 4 lub 6 osób oraz oferuje obsługę barową i restauracyjną. Jest czynne codziennie od połowy kwietnia do połowy października oraz w sezonie zimowym w okresie świąt Bożego Narodzenia oraz w weekendy w styczniu i lutym.

Co zjesz? Schronisko oferuje prostą, domową i tradycyjną kuchnię. Dania typowe dla tego rejonu Włoch. Mięso, sery, wino i makaron. Czy potrzeba coś więcej do szczęścia? Mnie nie! Ale jeśli chcę dotrzeć na kolacje do Rivy to czas ruszać, bo 13 km to jednak mniej niż połowa wycieczki, choć teraz będzie już łatwiej – więcej w dół niż w górę. 

Trawers i skok w bok!

Ponieważ na mojej mapie nie ma czasów przejść mogę się kierować tylko informacjami ze szlakowskazu. Ten przy schronisku podaje, że do Riva del Garda jest 5 h i 45 minut, a cały odcinek można podzielić na kilka etapów: do przełęczy Saval 1 h, kolejna godzina do przełęczy Dromaè, Giumella 45 minut, Cima Sat – godzina i jeszcze 2 godziny w dół do Rivy. Konkretny odcinek, z czego najbardziej męczące moim zdaniem jest zejście w dół, czyli ostatni etap. 

Bocca do Saval, na którą docieram po 35 minutach to węzeł szlaków pieszych i rowerowych oraz piękna kwietna łąka. A skoro mam tyle czasu to skok w bok, czyli sprawdźmy dokąd ta ścieżka prowadzi. Spokojnie, kto zna moje zamiłowanie do dzikich ścieżek, od razu uspokajam, że ta ścieżka jest oznakowana. Przynajmniej na początku. Szlak numer 435 w prawo doprowadziłby mnie z powrotem do schroniska, tylko z drugiej strony masywu, a w lewo prowadzi szlak numer 454, którym można zejść nad jezioro Ledro. Mnie jednak kusi pobliski wierzchołek z krzyżem na szczycie – Monte Caret 1793 m n.p.m. Tam i z powrotem właśnie zaoszczędzone półgodziny, najpierw szlakiem później ścieżką. Pod samym szczytem przeszkodziłam tylko owieczkom, które schroniły się pod drzewem przed słońcem. Widoki stąd są kuszące – kuszą by wyruszyć na kolejny szlak, kolejny szczyt i odkrywać nowe miejsca. Czas jednak wracać na przełęcz, bo od podziwiania drogi mi nie ubywa. 

W górach wiele szlaków to efekt wojennych działań

Przełęcz Saval to nie tylko kwiaty. To także zachowane w całkiem dobrym stanie pozostałości centrum logistycznego z szałasami, jaskiniami, chatami i szpitalem polowym z czasów I wojny światowej. Zresztą kolejny odcinek łączący Saval z Dromaè to ścieżka austro-węgierska, na której takich pozostałości po wojennych działaniach jest całkiem sporo. Podobne znajdziecie w masywie Monte Baldo. 

I tak sobie wędruję, a to lasem a to łąkami, a to lekko w górę, a to lekko, w dół, z widokiem na wioski porozrzucane powyżej Riva del Garda. Dopiero na przełęczy Giumella wkraczam w las i tak już zostanie aż do końca wycieczki. Gdyby w tym miejscu złapało wędrowca załamanie pogody to kilka minut przed przełęczą wygodna i szybka droga leśna sprowadza w dół, a szlakiem numer 402 który jest równocześnie etapem GT w wersji średniej można dotrzeć do Jeziora Garda. 

Zakosy, które chyba nigdy się nie skończą!

Nie będę ukrywać, że o ile zakosami szybko się wchodzi na górę – szliśmy tędy z Piotrem w listopadzie 2018 roku, o tyle zejście zaplanowane na 2 godziny dłuży mi się okropnie. Z 1400 metrów trzeba zejść na wysokość około 200! Do Cima Sat (na szczyt z Riva del Garda prowadzi via ferrata dell’amicizia czyli przyjaźń) towarzyszą mi powojenne zabudowania. Później trzeba nastawić się na schodzenie, schodzenie i schodzenie. Nie jest stromo, bo całą trasę poprowadzono zakosami. Aż w głowie się kręci! Gdy docieram do ruin wieży San Giovanni już widzę miasto i jezioro w dole. Jak zostanie sił i wody można jeszcze zobaczyć Bastion, położony na wysokości 200 m n.p.m., na zboczach góry Rocchetta. To jeden z symboli Riva del Garda. Albo zaplanować tu osobny spacer. Ja, po 31 km marzę już tylko o butelce zimnej wody, a ta jest na dole. Nie szukam nawet miejskich poidełek, tylko wyjmuję z lodówki w pierwszym napotkanym sklepie pół litra, zimnej i gazowanej wody. Po całym dniu w górach smakuje wspaniale!

31 km i ponad 2000 metrów w pionie

To nie jest łatwa wycieczka, choć nie ze względu na jakieś techniczne wymagania. To długa trasa z solidnym podejściem. Jest gdzie się zmęczyć. Dodatkowo latem słońce i wysoka temperatura dają się we znaki. Im niżej tym bardziej, im wyżej tym przyjemniej chłodzi wiatr. Czy polecam? Zdecydowanie tak! Poznasz piękny kawałek gór i spojrzysz z góry na dwa jeziora!