Ta historia miała się wydarzyć ponad rok temu, w maju. Już w lutym 2020, w pierwszym dniu rejestracji kupiłam pakiet startowy i miałam tylko czekać na wyjazd wyłącznie w kobiecym towarzystwie. Bieg kobiet, czyli  33. Asics Österreichischer Frauenlauf w Wiedniu zobowiązuje. Mężczyzn, tym razem, nie bierzemy!

Medal, bieg kobiet

O co chodzi z tym biegiem kobiet? Przecież nikt nam nie zabrania biegać? Jak piszą organizatorki – w tym biegu chodzi o coś więcej niż bieganie. Chodzi o solidarność, odwagę, uznanie i wyznaczanie sobie celów.

Jest wiele imprez biegowych, ale jest tylko jeden 33. Asics Österreichischer Frauenlauf! Swoim biegiem promujemy odwagę i pewność siebie kobiet i dziewcząt. Jesteśmy silne, różnorodne i biegamy tak, jak chcemy, tak szybko, jak chcemy. Bo to my decydujemy o naszej przyszłości. 

Ja mam jeszcze jeden cel – zwiedzanie przez bieganie!

Bieg na 10 km to moim zdaniem idealne zawody, by połączyć aktywność fizyczną ze zwiedzaniem kolejnej europejskiej stolicy. W przypadku maratonu o zwiedzanie trudniej – przed każą się oszczędzać, po już nie ma siły. 

W 2020 r. bieg się jednak nie odbył

Już nawet miałam noclegi, towarzystwo i dokładnie opracowany plan wyjazdu, gdy okazało się, że pewien wirus pokrzyżował wszystkie plany. Organizatorzy biegu zaproponowali wtedy kilka rozwiązań. Już wiedziałam, że sytuacja wielu takich imprez jest nie do pozazdroszczenia, dlatego część opłaty startowej przeniosłam na kolejny rok, a część zostawiłam na pokrycie kosztów organizacji biegu, którego nie było. 

Do dwóch, a jednak trzech razy sztuka

W tym roku, też w pierwszym dniu zapisów, ponownie przebrnęłam przez rejestrację (przebrnęłam, bo całość jest po niemiecku i bez pomocy tłumacza nie dałabym rady). I znowu — im bliżej maja, tym szans na bieg było coraz mniej. 

Kolejny termin wyznaczono na 3 października 2021 r. Znowu ta sama logistyka – pociągi, noclegi, treningi i plan zwiedzania. 

I tydzień przed zawodami wiele biegaczek zapewne zamarło czytając maila od organizatorów. W Austrii wprowadzono zasadę, że w imprezach powyżej 500 osób mogą wziąć udział tylko osoby zaszczepione lub ozdrowieńcy. To tak zwana zasada 2G. Negatywny test nie pozwalał niestety na start. Nowe zasady miały zacząć obowiązywać dokładnie 2 dni przed wyczekiwanym zawodami. Co i organizatorów i biegaczki z kilkudziesięciu krajów świata postawiło w bardzo trudnej sytuacji. 

Zawody w czasach pandemii

Jestem pełna uznania dla organizatorów, że w tak krótkim czasie przeorganizowali się i nie odwołali imprezy. Zamknięcie miasteczka biegowego dla osób niespełniających zasady 2G, kontrola na wejściu, konieczność okazania certyfikatu, rejestracja po odbiór pakietów na konkretną godzinę, opaski na ręce, że przeszło się kontrolę – z tym w krótkim czasie musieli sobie poradzić Austriacy. Niestety dziewczyny i panie, które nie miały szczepień ani statusu ozdrowieńca mogły pobiec tylko wirtualnie i przesłać swój wynik. Trudno więc dziwić się rozczarowaniu i niektórym komentarzom. 

Ekscytacja rośnie! Czyli mam gen rywalizacji, nawet z samą sobą!

Sama nie wiedziałam jak bardzo brakowało mi tej biegowej atmosfery zawodów, tego święta, towarzystwa innych biegaczek, dopóki nie znalazłam się w miasteczku biegowym i nie trzymałam w rękach numeru startowego 5080. Biegnę, jutro biegnę zawody – myślałam podekscytowana! Po prawie 2 latach przerwy – pomyślałam – i zaczęła mi się udzielać radość, ale i lekka nerwowość. Taka mieszanka oczekiwania, ambicji i niepewności. Lubię ten smak. 

bieg kobiet, wiedeń

A może by tak powalczyć o PB?

Miałam na ten bieg cichy plan. Pobiec najlepiej jak potrafię. Bo oczywiście kilka osób mnie o to zapytało. Za „najlepiej jak potrafię” kryła się moja ambicja. Na wypadek gdyby coś jednak poszło nie tak… Kilka tygodni przed biegiem sprawdziłam swój najlepszy czas na dychę i okazało się, że to 53.19 sprzed ponad 4 lat. Nie będzie łatwo, przemknęło mi przez głowę. Liczyła i liczyłam i wychodziło, że powinnam pobiec tak szybko, jak ostatnio nie biegałam na treningach nawet z górki. Szanse zatem na życiowy wynik, patrząc na to realnie, niewielkie. Na dodatek pogoda miała być jak dla mnie zbyt piękna i słoneczna, a ja zdecydowanie lepiej biegam w chłodzie!

Jednego tylko nie wzięłam pod uwagę – miejsca zawodów. Prater, TEN Prater, gdzie w październiku 2019 r. Kenijczyk Eliud Kipchoge pokonał dystans maratonu 42,195 km w 1 godzinę, 59 minut i 40 sekund. W jak to mówią biegacze, w warunkach laboratoryjnych i idealnych złamał barierę 2 godzin na tym magicznym, królewskich dystansie. 

Start, Bieg Kobiet

Zagadka dla spostrzegawczych – gdzie jestem na zdjęciu?

Czy to znaczy, że wiatr wieje tam zawsze w plecy? Nie, ale… W całym moim biegowym życiu nie biegłam zawodów na tak płaskiej, idealnie płaskiej trasie. Dla ułatwienia zrozumienia mojego zachwytu powiem, że mieszkam w Bielsku-Białej, a tu wszędzie jest pod górkę i z górki, a na 400-metrowym stadionie biegać nie potrafię. Zadowalam się więc 3-kilometrową pętlą wokół bielskiego lotniska. Prawie płaską. I to prawie robi różnicę, albo jak tym razem, przynosi efekty. 

Atmosfera biegowego święta w cieniu pandemii

Zanim jednak stanęłam na starcie czekał mnie odbiór numeru startowego o precyzyjnie wyznaczonej godzinie. Wejście na teren biegowego miasteczka po okazaniu świadectwa covidowego potwierdzającego szczepienie. Najpierw odbiór numeru startowego i czujnika pomiaru czasu. Tak dawno nie biegłam zawodów biegowych, że nie miałam ani pasa na numer ani agrafek. Dobrze, że organizatorzy nie zapomnieli o zapominalskich biegaczkach. Kolejny przystanek to ścianka, na której koniecznie muszę mieć pamiątkowe zdjęcie. Gwiazdą być!

Dalej – jak po sznurku – odbiór torby z gadżetami od sponsorów, zgrabnie omijam sklep z biegowymi ciuszkami i stoiska z jedzeniem, by odebrać koszulkę w delikatnym miętowym kolorze. Coś mi mówi, że mój różowy strój będzie miał podczas biegu piękne tło. 

Rozmowy na scenie z organizatorami, zumba, porady kosmetyczne, fryzjerzy i stylistki, jedzenie i napoje, atmosfera piknikowa. Tym bardziej, że przygrzewa słoneczko, można siedzieć i odpoczywać. I ładować baterie przed biegiem. 

33. Asics Österreichischer Frauenlauf – czas start!

Konkurencje są trzy – biegi na 5 i 10 km oraz marsz z kijami. W sumie 15 tys. uczestniczek, także wirtualnych. Najpierw startuje krótszy dystans. Już o godzinie 9 w niedzielny poranek. Jest pięknie! Czytaj – pochmurno i zimno. W mojej cienkiej koszulce i spódniczce trzęsę się jak galareta. Tak trzymać, tak trzymać. Eh, gdyby start na dychę był właśnie o 9… Ale nie, był godzinę później, a tak naprawdę ruszyłam do biegu około 10.30. 

Dziewczyny podzielone na bloki startowe – zgodnie z najlepszymi czasami. Moje 53.19 dawało mi strefę B, czyli start trzy minuty po najlepszych biegaczkach. Mija godzina 10, a tu nic się nie dzieje… Chętnie pomknęłabym już przed siebie, bo prognozy zaczynają się sprawdzać. Niebo się przejaśnia, widzę słońce, temperatura rośnie… Drepczę nerwowo w miejscu, a tu jeszcze rozgrzewka. No dalej, dalej, lećmy już – zaklinam rzeczywistość. Stojąc tam na Praterze, w swojej strefie zupełnie nie czułam tego ile nas jest. Kobiet, dziewczyn, biegaczek… Dopiero na zdjęciach organizatorów poczułam ten klimat. 

Biegaczki, Bieg Kobiet, Wiedeń

Foto. ze strony organizatorów biegu, 33. Asics Österreichischer Frauenlauf 2021; Agentur Diener

Czas na mnie! Lecę!

Strefa B. Ja w pierwszym rzędzie i odliczanie. Zaczynamy! Start w blokach ogranicza tłum na starcie. Od razu łapię rytm, zerkam kontrolnie na zegarek, i biegnę. Szybki pierwszy kilometr, zdecydowanie szybciej niż zakładałam. Pięć minut z groszami. Kolejny – jeszcze szybszy, poniżej 5, czyli czas ostudzić emocje i zwolnić, bo pary mi nie starczy do mety. Może zegarek złapał kolejny kilometr tuż przed oznakowaniem organizatorów, ale i tak coś za szybko biegnę!

Foto. ze strony organizatorów biegu, 33. Asics Österreichischer Frauenlauf 2021; Agentur Diener, Copyright DIENER / Eva Manhart
www.diener.at

Teraz kolejny etap – na 3 km i 600 metrze stoi Johann, nasz zaprzyjaźniony fotograf. Znaczy zaprzyjaźniony z Magdą, Izą, Zuzą i Alicją, ale mam szansę załapać się na zdjęcie. Ustawiam się na prawej stronie, za mną piękne tło dziewczyn w miętowych koszulkach! I to właśnie w tym momencie powstało jedno z moich najpiękniejszych zdjęć biegowych! Za mną dziewczyny!

Bieg Kobiet, Wiedeń, biegaczki

Foto. Johann Grabner

Kolejny etap, czyli do połówki dystansu, wszystko idzie jak po maśle. Płasko, równo, szybko. Liczę i liczę i wychodzi mi, że nie tylko poniżej 53 minut, ale nawet 52 minuty mam szansę wybiegać. Byle tylko utrzymać tempo. Na dziesięć kilometrów trzy punkty z wodą to istny raj. Jak normalnie podczas biegania nie piję, a trening do 20 km daję radę zrobić bez jedzenia, tak tu łapię maleńką butelkę. Dwa łyki, reszta na plecy, żeby się schłodzić i lecę. Kawałek dalej mijam najszybsze biegaczki – równolegle do mnie oczywiście – one już biegną do mety. Jest okazja by zawołać BRAWO i lecieć dalej! Eh, brakowało mi tych emocji. Kibice, muzyka, wolontariusze, biegaczki… Po samotnych setkach i tysiącach kilometrów znowu jest zabawa i radość. Dystans przyjazny, żaden tam maraton 😉

Bo przecież ja nie biegam maratonów!

Jest i wesołe miasteczko na Praterze. Karuzele, knajpki, śmiech i zabawa. To my sobie tak przemkniemy, złapiemy kilka zakrętów i do mety! Teraz długa, długa, długa prosta, zakręt w lewo i ZIEL (czyli CEL / META). To wiem, bo widziałam idąc na start. Na ostatnim kilometrze jest znowu Johann, więc trzeba mi go wypatrzyć, pomachać, uśmiechnąć się i wrzucić najszybsze możliwe tempo. Znowu liczę i liczę i jak przyspieszę to będę miała 51 minut z groszami! Niemożliwe! Zawołałabym, gdyby było po co i do kogo! A tu trzeba przebierać nogami. Jest Johann, uśmiech zmęczonej, ale bardzo szczęśliwej biegaczki, zakręt, lekko w dół i widzę już metę. 

Biegaczka, radość, bieg kobiet, Prater

Foto. Johann Grabner

Zabrakło trzech sekund!

Czy ja na tych ostatnich metrach widziałam coś więcej niż napis ZIEL – cel, nie meta? Nie, leciałam do celu szybciej niż myślałam, że jestem w stanie! Takiej radości na zawodach dawno już nie czułam. Naprawdę, gdybym tylko urwała z mojej życiówki 20 sekund to byłaby już radość. A 2 minuty i 17 sekund?! Dla mnie to jakiś kosmos, ale i dowód na to, że to poranne wstawanie i bieganie podbiegów i zbiegów daje efekty. Test przed półmaratonem Riva del Garda (14 listopada 2021 r.) zdałam śpiewająco. I tak, jestem z siebie bardzo dumna!

Ty też bądź z siebie dumna! 

Oficjalne powody do dumy mają zwyciężczynie trzech konkurencji!

Na dystansie 5 km najszybsza była Chepkurui Gladys z Kenii z czasem 14:49.25 minut. 10 km najszybciej przebiegła Czeszka Tereza Jagosova – 36:32.10 minut. A marsz z kijami na 5 km pierwsza ukończyła Maier Carla z czasem 18:22.3 minuty.

248 miejsc za najszybszą biegaczką na 10 km byłam ja 🙂

Dziewczyna, biegaczka, medal, Bieg Kobiet

Foto. Johann Grabner

Na mecie kwiaty – róża dla każdej dziewczyny i piękny, pamiątkowy medal! Za rok zapraszam Cię do Wiednia – zobacz film z tegorocznej edycji i w lutym 2022 r. wypatruj rejestracji.