Czy to nie faux pas pisać właśnie teraz o niekupowaniu? Black Friday, Cyber Monday, całe tygodnie wyprzedaży i promocji, a przed nami jeszcze mikołajki, święta, a nawet moje urodziny 😉

Prezenty, prezenty, dużo prezentów i zakupów.

Skąd na to wszystko wziąć kasę?

Mam dwa pomysły i oba kontrowersyjne. 

Po pierwsze – nie kupować. Nie kupować zbyt wiele i kupować odpowiedzialnie. 

Po drugie – kontrolować. Nie innych! Kontrolować siebie, swój budżet i swoje wydatki. 

Budżet dla każdego!

I ja to wszystko piszę z Włoch, z moich pięknych dwutygodniowych włoskich wakacji. Zresztą – w planach mam jeszcze wizytę w Arco, gdzie są dwa sportowe sklepy, których ubrania lubię i noszę. Marzy mi się puchowa kurtka, poluję na nią już kolejny sezon. 

Jezioro Garda, góry, Włochy

I ja to piszę po tym, jak rano, przed bieganiem, wpadł mi w ręce post Katarzyny Półtorak, która jest przedsiębiorczynią i stworzyła markę Polkasport. Kasia napisała:

50% małych firm nie prowadziło budżetu firmowego w 2020 r. 

A ja pomyślałam – a budżet domowy? Ile osób prowadzi budżet domowy? Nie, nie chodzi tylko o podsumowanie wydatków miesięcznych, chociaż od tego warto zacząć. Chodzi o zaplanowanie miesięcznych wydatków, przewidywanie na co i ile pieniędzy będzie nam potrzebnych w listopadzie czy w grudniu. Tak, w takim budżecie znajdą się też pieniądze na Black i Cyber okazje, a nawet świąteczne i urodzinowe prezenty. 

Mało romantyczna tabelka

Mam takie wspomnienia z własnego życia i własnego portfela sprzed wielu lat. Wtedy jeszcze miewałam gotówkę w portfelu, dzisiaj są to raczej niewielkie kwoty. 

Oto historia: wypłacam 100 zł z bankomatu i po jakimś czasie przekonana, że przecież mam stówę sięgam po nią. A tam… marne resztki. Gdzie ta kasa zniknęła, przecież nic wielkiego nie kupiłam? No właśnie, gdzie zniknęła, jak ją wydałam, co z niej mam?

Sto zł, karta, kieszeń

Pierwszym krokiem jaki zrobiłam wiele, wiele lat temu było zbieranie paragonów. Tak, nawet tych najdrobniejszych, na niewielkie kwoty. I wpisywanie je w tabelkę w Excelu. Jedzenie, książki, ubrania, rachunki domowe, inne zachcianki i przyjemności. 

Dzisiaj mam już 10-letnią historię takich notatek. 

Budżet to takie wielkie słowo!

Budżet państwa. Budżet firmy. Wielkie słowa i ogromne kwoty. Wiele zer na końcu. A budżet domowy? Kilkucyfrowy przychód, ale równie ważne wydatki. 

Edukacja, zdrowie, transport, żywność, rachunki, podróże… A potem rezerwa budżetowa, oszczędności. Dzięki takiej praktyce przez ostatnie lata zadbałem o tzw. poduszkę finansową. 

Kiedy ktoś mówi mi, że nie wie gdzie i jak rozchodzą się jego pieniądze, proponuję prostą tabelkę w Excelu. Sama przygotowałam ją pod swoje wydatki, ale swego czasu podobną proponował Finansowy Ninja. Zdarza się, że słyszę, że to skomplikowane, pracochłonne, nudne, pozbawione spontaniczności i fantazji. W sumie na wszystkie te „zarzuty” mogę łatwo odpowiedzieć. Tabelka jest prosta, wręcz prostacka. Co miesiąc tworzę po prostu nową kopię i uaktualniam liczby – np. w październiku kupuję zimowe opony, a w lutym płacę ubezpieczenie auta, w grudniu kupuję tort, a w czerwcu planuję prezent dla solenizanta na lipiec. 

Kilka minut pracy daje wielkie korzyści!

Pracochłonne – kilka, kilkanaście minut przy sobotniej lub niedzielnej kawie. Czasem nawet mniej, bo paragonów co tydzień nie jest aż tak dużo. Dwa razy w miesiącu po pół godziny – planuję i podsumowuję miesiąc. Nudne – no może i tak, ale dzięki tej nudzie, a może raczej rutynie teraz, mam zamiar fantazjować na starość. I jeszcze ten brak spontaniczności! W mojej tabelce jest rubryka ZACHCIANKI i przypisana do niej kwota. Jest też rubryka RANDKI NA MIEŚCIE. 

Tak, zdecydowanie lubię sukienki, ciuszki i błyskotki. Ale… i tu czas na drugą część postu. 

Ile tak naprawdę potrzebujemy

Po pierwsze – nie potrzebuję dużo! Zamiast 10 sukienek na wyprzedaży, 4 zimowych kurtek… wolę jedną, dobrą i droższą. Czasem bardzo drogą. Jak super lekka przeciwdeszczowa kurtka biegowa, która zapewne wystarczy mi na wiele lat. Roczny koszt takiej kurtki to kilkadziesiąt złotych, a miesięczny to tabliczka czekolady. Niewiele prawda?

Niektóre z ubrań w mojej szafie mają kilkanaście lat. Jak pewna słynna kurtka. Była kupiona z myślą o górskich wędrówkach, służyła mi nawet na co dzień, w tym roku jeżdżę w niej na rowerze, a teraz zabrałam ją na włoskie wakacje. I zapewne jeszcze mi posłuży.

Black Friday z listą zakupową

Tak, mam przygotowaną listę zakupową na Black Friday i Cyber Monday, ale są na niej głównie książki. Od lat czytam ebooki, robię wyjątek dla wyjątkowych pozycji.

I tak płynnie przeszłam do wspierania. Nie jest sztuką wydać kasę. To w sumie proste. Fajnie jest wiedzieć komu i za co się płaci. Za świetnie wydaną książkę, na którą czekam z niecierpliwością. Na piękne i szyte z tkanin z recyklingu ubrania biegowe. Na pachnące Beskidem Niskim olejki i hydrolaty. To tylko kilka przykładów. Ale jak zainspirowała mnie Kasia Półtorak rano, tak na niej skończymy. Przez ostatnie lata zawodowo zajmowałam się marketingiem – tworzyłam newslettery dla firmy, ale też dla swojego bloga. KUP! CZYTAJ! 

A Kasia, dla której ta firma to nie hobby, a może nie tylko hobby, ale jednak praca – pisze do mnie KUP JEŚLI POTRZEBUJESZ!

Więc kup dziś, jutro, w poniedziałek czy na święta. Kup jeśli rzeczywiście potrzebujesz. A jak nie potrzebujesz to odłóż, buduj poduszkę, zaplanuj wymarzone wakacje, napij się włoskiej kawy z widokiem na jezioro Garda. Albo – podeślij link osobie, która tej rzeczy potrzebuje!

Takie wyjazdy do Włoch są mi potrzebne nie tylko po to, by odpocząć, naładować baterie, złapać dystans, pomyśleć i coś napisać. Takie wyjazdy pięknie uświadamiają mi jak niewiele przedmiotów, rzeczy i drobiazgów potrzebujemy w codziennym życiu. Minimalizm. Minimalna liczba dobrej jakości rzeczy – takich na lata, a w zamian maksymalna ilość wrażeń!