Czy ja mam aktualnie, no dobrze od dwóch lat dokładnie, fazę na Beskid Sądecki? Kilka wyjazdów już za mną, a ja jednak nadal mam tam miejsca do odkrycia, rzeczy do zrobienia i plany na kilka wycieczek. I jeszcze to, co już widziałam chcę zobaczyć w innych barwach, na przykład jesiennych. Tak jest z tą trasą. Zapraszam w Góry Lubowelskie. 

Beskid Sądecki i kolejne moje odkrycie!

Czas na mniej znane oblicze Beskidu Sądeckiego. Kolejne pasmo, po Górach Leluchowskich,  które odkryłam dla siebie. Beskid Lubowelski, pusty, bardziej dziki, z polanami, łąkami i pastwiskami. Wczesną wiosną, a w zasadzie w czasie, gdy zima z wiosną toczyły starcie o dominację, trudniej  było mi o aż taki zachwyt. W tym czasie jest bowiem jeszcze szaro i buro. Na dodatek wędrowaliśmy w mglisto-deszczowo-śnieżny dzień. I trzeba było sporo dobrej woli i cierpliwości, by w pierwszej połowie dnia się nie zniechęcić. Później należało jeszcze wymazać z pamięci wielki śmietnik, jaki my ludzie zostawiliśmy pod wieżą na Eliaszówce, i już można powiedzieć, że było super. 

Było super – w ten nieoczywisty dla wędrowców dzień, szlaki mieliśmy tylko dla siebie! Podzielić się miejscem musieliśmy tylko ze stadem jeleni. Ale spokojnie, wszyscy się zmieściliśmy, choć szliśmy w tę samą stronę. 

Góry lubowelskie, mgła, wczesna wiosna

Góry Lubowelskie – co to takiego?

Góry Lubowelskie to przedłużenie pasma Radziejowej, rozpoczyna się na Przełęczy Gromadzkiej i ciągnie się przez Eliaszówkę aż do Doliny Popradu i Muszyny. Im dalej od Eliaszówki tym turystów jest mniej. Na Eliaszówkę przyciąga jeszcze wieża widokowa, a zimą także trasy narciarstwa biegowego. Jednak w świąteczną (Wielkanocną) sobotę, na dodatek deszczową, byliśmy w tych górach chyba jedynymi turystami! Na dworcu kolejowym w Rytrze z pewnością jedynymi pasażeram! Aż kilka razy sprawdzałam czy pociąg na pewno przyjedzie. Przyjechał i za kilka złotych dowiózł nas do Łomnicy. W Zdroju wysiedliśmy tylko my i tylko my ruszyliśmy na szlak!

Zgodnie z opisem w przewodniku miało być pusto i dziko, i niełatwo jeśli chodzi o orientację w terenie. Do tego stopnia, że zalecano używanie kompasu, a pierwszy etap naszej wycieczki, czyli zielony szlak opisano jako słabo oznakowany. Po raz pierwszy postanowiłam więc przetestować wędrówkę z wyznaczoną wcześniej i wgraną do zegarka trasą. Liczyłam, że w przypadku wątpliwości zegarek „powie mi”, że to nie tędy droga. 

Jeśli masz ochotę na tę wycieczkę to uspokajam – szlak został odnowiony, tylko w kilku miejscach zabrakło wyraźnych wskazówek, ale latem i przy dobrej pogodzie powinno być znacznie łatwiej. Za to zimą i we mgle można się tam zgubić na otwartych przestrzeniach, ścieżka nie jest widoczna, a kolejne paliki majaczą w oddali. 

Szlak kurierski z czasów II wojny światowej

Znaczna większość zaplanowanej przeze mnie trasy jest także dodatkowo oznakowana tablicami z informacjami na temat kurierów słowackich i polskich, którzy przechodzili przez te góry w czasie II wojny światowej. Aktualnie wyróżniono trzy trasy i w sumie 38 km. My przeszliśmy część pierwszej i całość drugiej trasy, i jeszcze więcej. 

  1. Stará Lubovňa – Zamek Dubovnian – Osli vrch – Doštenské sedlo – poniżej Vysoký grún-Mnišek nad Popradom 
  2. Oshi vrch – przełęcz Vabec – Medvedelica – Chaty – Eliášovka 
  3. Doštenské sedlo – Hraničné – Chaty

Cytat: W okresie od 16 października 1939 r. do końca stycznia 1940 r. nielegalnie działającej grupie kurierów ze Starej Lubowni udało się przeprowadzić przez granicę na emigrację około 2000 osób.

Z Łomnicy do Ryta górami

Opis szlaku:

Z Łomnicy Zdroju przez most do Mniszka nad Popradem, zielonym szlakiem na Osły (853 m n.p.m.). Dalej żółtym szlakiem na przełęcz Vabec i nadal żółtym szlakiem na Eliaszówkę (1023 m n.p.m.). Póżniej zielonym szlakiem i ścieżką do Chaty Magóry na pierogi i gminnym szlakiem schodzimy do przysiółka Kosarzyska. Tu znowu gminnym szlakiem podchodzimy w stronę Niemcowej. Docieramy do żółtego szlaku z Piwnicznej i kierujemy się na Niemcową. Teraz już czerwonym szlakiem przez Kordowiec schodzimy do Rytra. 

Trasa raczej dla doświadczonych i w dobrej kondycji turystów: 41 km, 1820 metrów w górę.

Lubię wędrować w ten sposób. Najpierw wywożę się w dal jakimś środkiem komunikacji miejskiej, a później mówię sobie „to teraz wracaj do domu”!

Przez łąki i przez pola

Pierwszy etap tej trasy, jednogłośnie zdecydowaliśmy, jest do powtórzenia. Na przykład wczesną jesienią. I wiosną, gdy zrobi się zielono musi tutaj być pięknie. 

Jeśli będziesz w Beskidzie Sądeckim w maju lub w czerwcu koniecznie podziel się ze mną wrażeniami! Ja uwielbiam to miejsce i zachwycam się wszystkimi odcieniami zieleni. 

Zobacz jak było, gdy wiosna w pełni wiosna w pełni!

A tymczasem podchodzimy przez las, który po zimie nie zdążył jeszcze nabrać kolorów. Dominuje brąz, szarość i burość. I przez cały czas mży, taka drobna mżawka co to przez chwilę jej nie zauważasz, a po dwóch chwilach masz mokrą kurtkę. 

Śniadanie w szopce i na sianie

Po wyjściu na otwarte przestrzenie było dość wymagająco. Pogoda dla koneserów. Wędrówka przez pola, na których wiatr hula i deszcz zacina, była dość wymagająca. A trzeba było uzupełnić kalorie. Zdecydowaliśmy się na odpoczynek i na posiłek. Powiedziałabym, że to było śniadanie na sianie. Bo i siano było – miękko mi dzięki niemu było, i pyszne śniadanie, a nawet gorąca herbata.
Bo to Piotr szopę wypatrzył i odryglował wejście. Dzięki temu uchronił nas przed wiatrem i zacinającym deszczem, a później i śniegiem.

Turyści, portret, siano, szopka

Ośli Wierch w takich warunkach brzmi dość wymownie. Ileż trzeba mieć… konsekwencji (nie, nie uporu, o czym można się dowiedzieć czytając mój tekst o osiołkach), żeby wędrować bez widoków nawet w miejscach widokowych, bez kolorów – szary i bury to nie kolory, i bez towarzystwa – a dokładniej, w najlepszym, bo własnym. 

Ośli Wierch tylko dla upartych!

Na Oślim Wierchu spotykają się dwa szlaki turystyczne. Nasz, czyli zielony z Mniszka nad Popradem i czerwony od Zamku Lubowelskiego. Ta „nasza” trasa należy podobno na najbardziej widokowych w Górach Lubowelskich, mówię podobno nie dlatego, że nie wierzę w to co napisano w przewodniku, ale dlatego że jednak niewiele widziałam – patrz wyżej!

Góry Lubowelskie, szczyt, szlak

Za Oślim Wierchem przez chwilę trzymamy się czerwonego szlaku, tego w kierunku Starej Lubovni, by po chwili wybrać żółty. I tym żółtym wrócić do Polski przez Eliaszówkę. O ile pierwszy odcinek przez las jest przyjemny, o tyle ten po drugiej stronie asfaltowej drogi zapewne jeszcze przyjemniejszy, ale w innych warunkach. Tu także sporo jest otwartej przestrzeni, gdzie wieje i zacina deszczem w twarz. 

Góry Lubowelskie, polany, łąki

Dopiero poniżej wzniesienia Medvedelica (888 m n.p.m.) wchodzimy w gęsty las. Tu przestajemy tak bardzo odczuwać niełaskawą dla nas pogodę. A deszcz zamienia się w drobny śnieg. Tak jest zdecydowanie lepiej.

Eliaszówka z wieżą widokową

I w takich okolicznościach docieramy do Eliaszówki. Jak na początek kwietnia jest raczej zimowo. Biało i pochmurno. Rezygnujemy nie tylko z wejścia na wieżę widokową, widoków brak, ale w ogóle z dłuższego przebywania w tym miejscu. Wiata nie nadaje się do spędzenia tam choćby minuty, nie mówiąc już o zjedzeniu posiłku. Worki i kosze pełne śmieci, śmieci w wiacie i wokół. Niestety, znowu okazuje się, że pełne opakowania można wnieść na górę, ale zniesienie to już problem. Jakby raz w tygodniu docierała tu śmieciarka. Nie dociera!

Chata Magóry – czas na odpoczynek

Zmiana planów i trasy. Decydujemy się zejść zielonym szlakiem wzdłuż granicy i po około pół godzinie skręcamy na ścieżkę kierującą do Chaty Magóry. Magóry to część osiedla malowniczo osiedla Kosarzyska w gminie Piwniczna Zdrój. Chata znajduje się kilkaset metrów od zielonego szlaku, na polanie na wysokości 831 m. n.p.m. Wchodzisz do chaty nie jak do schroniska, ale jak do domu. Kot zajmuje oczywiście najwygodniejsze miejsce. Przy stole dzieciaki, na stole ich aktywności, a na piecu garnek zupy. Głodni, decydujemy się na specjalność tego miejsca czyli pierogi. I dopiero nakarmieni, rozgrzani, ale też rozleniwieni decydujemy się schodzić do Koszarzysk. 

Beskid Sądecki, chmury, góry

Raz w dół, a raz w górę

I tu powiem, że pierwotna trasa zakładała sporo kilometrów, ale górą, bez dodatkowych przewyższeń. Piotr uznał jednak, że to za daleko, więc zaplanował zejście do Koszarzysk szlakiem gminnym i podejście nim do żółtego szlaku z piwnicznej na Niemcową. W rzeczywistości wcale nie było mniej, tylko więcej, wszystkiego. I kilometrów i wysokości. 

Niemcowa, Beskid Sądecki, zimowo

Jak już zejdziesz do asfaltowej drogi to skręć w prawo i przy przystanku po prawej stronie, skręć w lewo. Nie ma tam żadnego kierunkowskazu, a znaczek szlaku jest trochę wyżej. Ale to właściwa droga by dotrzeć na Niemcową. 

Niemcowa – mało wybitny szczyt, a jednak pełen uroku

Od razu napiszę, że mało wybitny szczyt to nie moje określenie. Ale tak – najwyższy punkt to raczej rozległa polana niż wierzchołek 1002 m n.p.m. W słoneczny piękny dzień turystów tu nie brakuje, docierają żółtym szlakiem z Piwnicznej. Tym razem jesteśmy sami, co nikogo przecież nie dziwi. Kiedyś w te rejony dodatkowo jeszcze przyciągała Chatka pod Niemcową, prywatne schronisko w starej chacie, położone kilka minut marszu od szlaku. Od 1 maja 2020 roku pozostaje jednak zamknięte do gości. I na razie innych wieści nie ma. 

Turyści, góry, beskid sądecki, chmury

Skoro się wywiozłam to czas wrócić!

Teraz już tylko ostatni etap czerwonym szlakiem do Rytra. To jednej z fragmentów Głównego Szlaku beskidzkiego. Prze kolejne polany i zniszczone chaty sprowadza na Kordowiec. Tu mijamy kolejną chatkę i do mety coraz bliżej. Ten ostatni etap, mimo zmęczenia, jest bardzo przyjemny. Kolejny fragment pięknego lasu. Zresztą całkiem niedaleko, kryją się moje ulubione Rogasiowe Ścieżki. 

Beskid Sądecki, góry, widoki

To już koniec tej wycieczki! Podczas jednego dnia przeszliśmy mniej znany i bardzo znany fragment Beskidu Sądeckiego. Polecam, choć wycieczka długa i sporo na trasie podejść, szczególnie w drugiej części trasy.