Wędrowanie szlakiem Sentiero Italia to przyjemność. Sama przyjemność, nawet jeśli sapię pod górkę. Zanim jednak zacznę wędrować to wiele godzin przeznaczam na przygotowania. Wszystkiego nie jestem w stanie przewidzieć np. pogody, ale wiele mogę sobie wyobrazić i zaplanować. Trochę,a nawet dużo się już nachodziłam w górach.

Nawet najdłuższa podróż zaczyna się… Tak, oczywiście, od pierwszego kroku, ale najpierw jednak od tabelki w Excelu. Z kilkoma zakładkami. 

Czas na tekst o przygotowaniach sprzętu do szlaku Sentiero Italia. Czyli jak to wygląda od kuchni.

To nie jest szkolenie z Excela!

Pierwsza zakładka to trasa i rozpisane kolejne etapy: skąd dokąd, długość odcinka, ile w górę i ile w dół. Charakterystyczne punkty, miasteczka po drodze i ważne dodatkowe informacje, czyli gdzie jeść, uzupełnić prowiant, jakie są możliwości spania. To naprawdę sporo pracy, bo jeden wyjazd to ponad 20 etapów. Często oglądam na Google maps koniec etapu, żeby upewnić się jak wygląda to miejsce, czy rzeczywiście będą mogła spokojnie i bezpiecznie spać. Często nie ma campingów ani miejsc dla camperów, więc wiem, że będę musiała pytać i szukać. Gdzie najlepiej pytać? W barze! O tym, jak i gdzie sypiałam jeszcze napiszę. 

Sentiero Italia przygotowania, wnioski…

Druga zakładka w arkuszu to lista rzeczy do spakowania – to w sumie proste, bo najczęściej uaktualniam i udoskonalam poprzednią wersję. Po czerwcowej wędrówce Sentiero Italia wyciągnęłam wnioski i zapisałam zmiany. Po wrześniowej trasie zmian jest bardzo mało, dodałabym kilka drobiazgów. Nawet zabrałabym jedną parę spodenek mniej. I dorzuciła gąbkę lub maleńki ręcznik do umycia się przy fontannie.

Dla niewtajemniczonych to nie ta scena z filmu:

Fonte to po włosku źródło, a nie rzymska fontanna di Trevi z filmu La dolce vita.

I ostatnia zakładka, które nosi roboczy tytuł „miło byłoby mieć”. To lista życzeń – mniej i bardziej niezbędnych. Na czerwcowy wyjazd kupiłam dach nad głową, czyli namiot – bez tego nie mogłam się obejść. Mój poprzedni, z którym szłam przez Korsykę, ważył ponad 2 kg i zajmował sporo miejsca, aktualny jest o połowę lżejszy. Nowy namiot i jeszcze lśniące gary do gotowania – żeby było zabawnie wciąż ich nie użyłam. Dlaczego? Zerknij tutaj!

Przed wrześniową wędrówką wymieniłam śpiwór, kupiłam ciepłą bluzę na chłodne wieczory i poranki oraz lnianą koszulkę na upały. Od Piotra dostałam w prezencie bikery, których używałam na trasie najchętniej. Już pierwszego dnia wiedziałam, że te nowe ciuchy to był znakomity zakup.

O tym co spakowałam i jak spakowałam się do mojego niewielkiego plecaka przeczytasz teraz więcej. 

Oto moja lista do pakowania

Cały dobytek niosę na plecach, dlatego to plecak jest na pierwszym miejscu!

Deuter Futura SL 24 litry

Tak, dobrze czytasz! Dwukomorowy damski plecak o pojemności 24 l. Tak podaje producent, a ja daję mu więcej pojemności i znacznie więcej możliwości. Jakimś nie-cudem, a przemyślanym sposobem upychania drobiazgów w kąciki, jestem w stanie spakować się do niego na dwa tygodnie.

Jak? Tak jak na tym zdjęciu. 

Dolna komora to ubrania – wszystkie! Góra – śpiwór, tzw. kuchnia, apteczka i kosmetyczka. Plus w wodoszczelnym worku elektronika: powerbank, kable, czołówka. W klapie kurtka goretex (czyli pod ręką w razie ulewy), pod klapą – opaska, rękawiczki i buff. Namiot z jednej strony, a z drugiej mata do spania – przypięte do plecaka bocznymi paskami. W plecaku jest jeszcze miejsce na jedzenie np. 3 owsianki, 2 liofy, herbatniki, zupki pomidorowe. W miarę znikania zupek i herbatników pojawia się chleb i włoskie sery, czasem owoce, ciasteczka. W bocznej kieszeni jeszcze płachta przeciwdeszczowa.

Ale uwaga –  najnowszy model Futury 24 SL jest już 1-komorowy.

Ale za to z łatwym dostępem od frontu.

Namiot Naturehike Tagar 1

Nocny widok z namiotu.

Dlatego uwielbiam spać pod namiotem 🙂

Miało być tanio, wygodnie i lekko, a może lekko, wygodnie i tanio? Naturehike spełniał moje wymagania, więc po konsultacji z innym wędrowcą, Jackiem, padło na model Tagar 1. I… omal z tego namiotu nie zrezygnowałam! Pierwsza, druga i kolejna próba rozbicia go, a przede wszystkim naciągnięcia materiału na maszcie skończyła się niepowodzeniem. Czy ten maszt to nie pomyłka?! Za długi o kilka centymetrów – pomyślałam! Ale walczę, naciągam, mocuję się i nic.

Już prawie się poddałam, ale Jacek wysłał kilka cennych rad i swoją instrukcję obsługi. Jak napisał tak zrobiłam i… nagle wszystko wskoczyło na miejsce. Znaczy maszt do pętelki i voilà, namiot rozbity! Znaczy prawie, bo, żeby stał trzeba wbić śledzie, a w warunkach mieszkaniowych to niemożliwe. Ale po tej próbie wiedziałam, że najtrudniejsze za mną i w trasie sobie poradzę z rozbiciem namiotu. Jacku, dziękuję!

A Jacek zachwalał wybór: 

Tagar 1 to mój ulubiony namiot, bo i szybko się rozkłada – nawet w deszczu – jest mały i lekki w transporcie, a całkiem dobrze i przemyślanie wykonany. Nawet to siłowanie uważam za plus, bo napięcie powłoki dzięki temu jest wzorowe i odporne na deszcz i wiatr. Nawet rzadko potrzebne są odciągi – używałem ich jedynie w Rumunii, gdy mocno wiało. Przy umiarkowanym wietrze namiot stoi pewnie bez odciągów.

Trochę – jak to w jednopowłokowcach – może pokazywać się kondensacja, ale w tym namiocie zminimalizowano ją znacznie, a i Ty nie jesteś dziewczyną roszczeniową, więc pewnie nie będziesz narzekać. Z rana może czasem trzeba będzie przetrzeć sufit buffem i tyle. 

Jacek miał rację! Jak już raz rozbiłam to później szło mi tylko szybciej i sprawniej. A kondensacja – w ciągu 21 dnia 2 razy dała się odczuć. Spanie na świeżo skoszonym sianie, a drugi raz przy dużej wilgotności i rano zwijałem zupełnie mokry namiot. Trochę wyciekło w czasie marszu, a resztę wysuszyłam podczas postoju w słoneczny dzień, w ciągu kilku minut. 

Namiot, Naturehike, Włochy

Pierwszy nocleg w czerwcu i ostatni we wrześniu miałam na placu zabaw 🙂

Śpiwór puchowy Robert’s Superlight 300

Z zakupu śpiwora to można napisać cały doktorat! Tyle jest aktualnie możliwości na rynku. Nawet jeśli decyzja będzie jednoznaczna: idę w puch i z puchem. Dla porównania w czerwcu korzystałam z syntetycznego śpiwora Lafuma. Dlaczego więc teraz puch? Bo chciałam nieść mniej. Założenie było – lżej i to nawet o połowę, ale cieplej! Chłodne poranki i wieczory i noclegi na większych wysokościach niż w czerwcu.

Od razu wiedziałam, że jak puchowy śpiwór to tylko polskiej marki. Nie tylko dlatego, że wspieram polskie marki. Polskie śpiwory puchowe są cenione na świecie! Łatwizna – pomyślałam! Przecież dwie firmy mam niemal pod ręką. Trzecią na drugim końcu Polski, ale to żaden problem. I znowu… tabelka w Excelu. Model, cena, parametry – ile puchu, jaka temperatura komfortu, a jaka ekstremalna.

Nie ma to jak zapytać innego użytkownika śpiworów co myśli! Jacek to moc doświadczenia i skarbnica wiedzy, plus super zdjęcia i pomysły na wędrówki więc serdecznie najpierw zapraszam do niego na blog. 

A Jacek pisał i pisał i zmuszał do pytań i szukania rozwiązań. 

Fragment korespondencji z Jackiem:

Ja osobiście wolę mieć cieplej niż zimniej, a zwłaszcza gdy różnice temperatur pomiędzy dniem a nocą dają większe odczucie chłodu, przy wzrastającej wilgoci nad ranem.

Zakładam, że masz dużą odporność na chłód, więc jest szansa, że optymistyczna obietnica FIRMY X Cię nie rozczaruje. W tym modelu X nie ma kaptura, a gdy sypiałem w Y przy granicy komfortu, właśnie z kaptura skwapliwie korzystałem, zaciągając go, by nie tracić termiki uciekającej z wnętrza.

W ubiegłym roku na początku lipca miałem w Rumunii XYZ i na pułapach 2000+ nie było mi za ciepło. A nad ranem potrafiło tam nieźle pociągnąć chłodem od okolicznych śniegów.

I już, już wkładała do koszyka… Gdy Jacek pisał dalej…

W śpiworach przy określaniu termiki liczy się jakość puchu, jego ilość i stopień wypełnienia komór przy ich konstrukcji. Firma A stosuje puch 900 (który w Europie jako najlepszy ma najczęściej oznaczenie 850) i szycie komór na przestrzał. 

Jeśli to daje komfort przy 13°C, to uznaję to za wartość optymistyczną. Po dosypaniu kolejnych 100 g puchu i zastosowaniu komór naprzemiennych, komfort urasta do 4°C! Bardzo optymistycznie.

Firma B dla słabszego puchu 700 i jego wadze, daje komfort dla 140 g na poziomie 15°C, co uważam za wartość realną.

Podobnie firma C dla śpiwora z 200 g puchu (miałem taki prototyp szyty na przestrzał) określa komfort na 11°C. I to jest całkiem realne. Druga sprawa to długość śpiwora. Zbyt długi to większy pakunek i więcej pustego miejsca w środku do ogrzania. 

Śpiwór na namiocie

Kolor śpiworu nie mógł być inny 🙂

I już, już wkładałam do koszyka, klikałam prawie „zapłać”…
Gdy do gry wkroczył czwarty gracz i też polska firma i też nadmorska.
I to na ROBERTS’a poleconego w Sklepie Podróżnika w Bielsku-Białej padł ostateczny wybór. 

Przekonała mnie długa i bardzo fachowa rozmowa z właścicielem, szczegółowe pomiary, których dokonywał Piotr i dopasowywanie produktu do moich potrzeb i oczekiwań. Nie żałuję ani grama puchu i ani jednej złotówki!

Ostatecznie zamówiłam ten model:

Produkt: Śpiwór puchowy SUPERLIGHT
Model: 300
Rozmiar: S+/N
Waga puchu: 256 g
Waga całkowita 580 g
Puch – rodzaj, parametry: 95/5/850 cuin 100% gęsi

Firma Roberts pozwala na ogromne dopasowanie śpiwora pod swoje potrzeby, tak zrobiła na przykład Agnieszka Dziadek ze swoim Śpiwór Roberts Vagabond 300 custom

Mata, czyli księżniczka na ziarnku grochu się nie wyśpi!

Namiot sztuka nówka, przynajmniej w czerwcu, śpiwór – sztuka nówka, a mata?! Zwykła alumata za mniej niż 50 zł z popularnej sieci. I zupełnie nie nowa. 11 lat temu zabrałam ją na GR20 z lenistwa. Nie chciało mi się nieść samopompującej maty. Uznałam, że jak ta alumata się zniszczy to do Polski już nie wróci. Nie dość, że wróciła, przetrwała w ukryciu wiele lat, to z podobnym zamiarem zabrałam ją w czerwcu.

Najwyżej nie wróci – myślałam. Nie dość, że wróciła i pojechałam z nią we wrześniu. Wiesz co myślałam? No jasne, najwyżej nie wróci… I wiesz zapewne jak się to skończyło. Pojedzie na kolejny odcinek SI! No, chyba, że masz jakiś lepszy pomysł… Ale ja uwielbiam spać na twardym i po całym dniu z plecakiem, namiot na trawie i spanie na alumacie to jest TO!

Sprzęt – podsumowanie:

Plecak 24 l Deuter Futura

Namiot Naturehike Tagar 1

Śpiwór puchowy Roberts SUPERLIGHT 300

Alumata – dokładnie taka, tylko jakby bardziej zużyta. 

Kijki trekkingowe Black Diamond Trail

Najważniejsze jest, teraz drobiazgi!

Drobiazgi pod względem rozmiaru i wagi, a nie ważności. Wszystko było ważne!

Ubrania:

  1. Kurtka goretex Marmot 
  2. Bluza Shiva strech z kapturem Montano
  3. Koszulki Kwark: lniana z krótkim rękawem i merino bazówka
  4. Koszulka merino z długim rękawem Sensor (czeska firma)
  5. Długie getry, bikery, biegowa spódniczka i koszulka z długim rękawem Polka Sport
  6. Cienkie getry do kolan – rezerwa – popularna sieciówka
  7. Koszulka z długim rękawem termoaktywna Viking i getry do spania
  8. Staniki sportowe 2 sztuki Arcteryx
  9. Nerka 1,5 litra Arcteryx Mantis 1
  10. Bielizna, skarpetki trekkingowe, cienkie biegowe – zapasowe i do spania, skarpetki nieprzemakalne DexShell
  11. Strój kąpielowy, sukienka Arcteryx
  12. Ultralekki szorty Attiq i koszulka na ramiączkach – to na planowane wakacje nad morzem
  13. Buty biegowe terenowe Saucony Xodus
  14. Buff, opaska, rękawiczki
  15. Sandały Teva
  16. Płachta przeciwdeszczowa

I lista tzw. kuchni:

  1. Garnek, palnik, nóż i 3 w 1, czyli widelec, nóż, łyżka
  2. Butelka na wodę Nalgene 0,65 litra i 2 softflaski w sumie o pojemności 1 litra – butelkę niosłam w kieszeni bocznej i nawet nauczyłam się ją wyciągać bez zatrzymywania i zdejmowania plecaka, a na softflaska znalazłam ciekawy sposób. I w ten sposób wodę miałam zawsze pod ręką.
  3. Tabletki do uzdatniania wody

I jeszcze kilka rzeczy osobistych:

  1. Kosmetyczka w wersji minimum
  2. Ręcznik szybkoschnący
  3. Apteczka
  4. Chusteczki nawilżające dla niemowląt
  5. Dokumenty – w tym ubezpieczenie Alpenverein

Elektronika:

  1. Powerbank plus kabel (zakup też z polecenia i po konsultacji z Jackiem)
  2. Zegarek plus kabel – to najważniejsza rzecz! Tu miałam mapy i tracki tras!
  3. Dwa telefony – tak dwa, najczęściej oba w trybie samolotowym. Do robienia zdjęć i łączności ze światem – czytaj z Piotrem, który pomagał mi czasem zdalnie, planował posty na Facebooku i czuwał czy wszystko jest ok.
  4. Worek wodoodporny Sea To Summit 1 litr na elektronikę.

Jak ja to upakowałam?! Tak, też czasem się zastanawiam.  

I jeszcze wcisnęłam owsianki, dwa liofilizaty, herbatniki, a później nawet owoce, ciasteczka, kanapki, ser i prosciutto!

Zdjęć z przypiętymi do plecaka sandałami z jednej strony, a z drugiej z suszącą się bielizną, skarpetkami czy koszulką niestety nie mam.
Na szlaku nie miałam towarzystwa. Ale i w czerwcu i we wrześniu słyszałam pytania, czy ja w tym plecaku mam wszystko co potrzeba.
Albo – a gdzie śpisz? Jak to gdzie, pod namiotem – to zawiniątko po lewej to mój domek. 

I jak już to wszystko masz to ruszasz w drogę!

Checklista:

  • trasa zaplanowana i tracki pobrane: CAI lub Va’ Sentiero – korzystałam z tracków CAI, czytałam opisy Juri i jego ekipy, wariant przez Corno Grande według Va’ Sentiero
  • wersja papierowa Excela z kolejnymi etapami, wersja elektroniczna w telefonie, dodatkowo udostępniona Piotrowi, żeby wiedział gdzie ja właściwie jestem!

Kilka słów o lotach, transporcie i cenach

W czerwcu poleciałam do Bolonii, a stamtąd pociągiem przez Ancona (bilet IC kupiony z wyprzedzeniem) pojechałam do Fossato di Vico Gubbio, tam weszłam na szlak

Lot Ryanair z Katowic do Bolonii i z powrotem, z bagażem rejestrowanym 10 kg: 200 zł 

Z Montepiano, gdzie skończyłam trasę wróciłam do Bolonii autobusem i pociągiem. 

We wrześniu poleciałam do Forli, niby też Bolonia, ale 70 km dalej, a dla mnie jednak bliżej na start! 

Lot Ryanair z Katowic i z powrotem, z bagażem rejestrowanym 10 kg: 270 zł

Nocleg w Forli – 32 euro na bookingu Gardenia Guest House

Pociąg przez Falconara Marittima – tu przesiadka – do Fossato di Vico Gubbio, tam weszłam na szlak. Koszt: 17,64 euro

Z Popoli, gdzie skończyłam trasę pociąg przez Pescarę do Giulianova – 7,5 euro. Kilkudniowy odpoczynek nad morzem w Giulianova i pociąg do Forli (20,45 euro z przesiadką w Ancona). Powrót do Polski. 

Camping nad morzem to 15 euro za noc. Generalnie nikogo pod namiotem nie było, wszyscy z camperami, ale miejsce się dla mnie znalazło. Campingi na trasie – tylko dwa. Camping Valsorda po pierwszym dniu – 12 euro i 20 euro w Il Ceppo. 

Inne ceny:

  • kawa 1 euro, najczęściej piję espresso doppio, czyli podwójną – 2 euro, 
  • rogalik w barze – od 1 do 1,5 euro – ten droższy to z nadzieniem, najlepiej krem pistacjowy, półtora euro kosztuje też cannolo siciliano – uwielbiam!
  • jak ktoś lubi cappuccino to 1,3-1,5 euro, ja czasem wybieram cafe macchiato, czyli espresso z odrobiną spienionego mleka za 1,2 euro, 
  • piwo w barze jest drogie i w innych pojemnościach niż w Polsce. Małe to 0,2 l, a duże 0,4 l. Małego nie piłam, duże kosztuje 4,5 euro, 
  • wina najczęściej wybieram domowe, czyli vino della casa – 6 euro za 1/2 litra, 
  • jedzenie… to zależy… Najbardziej zaszalałam w Santo Stefano di Sessanio, w La Bettola di Geppetto wydałam 30 euro. Przystawki, makaron, arrosticini, woda, wino, sałatka. Chętnie tam wrócę!

Podsumowanie kosztów:

16 dni we Włoszech to 470 euro (wszystko: noclegi, transport, jedzenie i co tam jeszcze chciałam mieć), czyli średnio 30 euro dziennie plus 270 zł samolot.

I to wszystko! Tylko na pierwszy rzut oka pakowanie się na taką wędrówkę wydaje się skomplikowane. Za każdym kolejnym razem jest łatwiej.

Ta sama lista, drobne zmiany. Daj mi pół godziny, a będę gotowa do drogi! I zdecydowanie łatwiej mi spakować się na dwa tygodnie w górach niż na tygodniowy pobyt w mieście.

Ale to kwestia rutyny i przygotowania. Piotr napisał jakiś czas temu post o przygotowaniach do maratonu, że los / szczęście sprzyja przygotowanym. I, że to przygotowanie jest najważniejsze. Dzięki temu, że się przygotowałam, mogłam w czasie wędrówki skupić się na podziwianiu widoków, szuraniu pod górę, oddychaniu górskim powietrzem, przeżywaniu spotkań z mieszkańcami, których pomoc bardzo doceniam. Ale o tym innym razem.

A teraz Twoja kolej! Podziel się swoimi patentami na minimum sprzętu, a maksimum możliwości! Chętnie przeczytam i dowiem się co mogę ulepszyć przed kolejnym wyjazdem.