Sporo gratulacji i słów podziwu odbieram ostatnio! Dziękuję za wszystkie. Sporo też wsparcia i ciepłych słów dotarło do mnie w trakcie marszu przez Włochy. I miło mi było to słyszeć, choć żartuję, że to może dlatego było mi tak gorąco. Jednak nie doping, pochwały i podziw napędzały mnie do wędrówki. Nie zrobiłam tego dla medalu (to nie bieg), ani dla poklasku i kilku chwil „sławy”.
Dużo miałam czasu na myślenie podczas tej drogi. I tak sobie idąc naliczyłam dziesięć powodów, dla których wyruszyłam na szlak Sentiero Italia i przeszłam 325 km.
1. Zobaczyć inną część Włoch
Wakacje we Włoszech, bieganie we Włoszech, włoskie góry, włoska kuchnia, włoskie klimaty. Nawet teraz obmyślam, kiedy mogłabym wrócić do Włoch. To moje ulubione miejsce, ale dotąd bywałam głównie na północy. Poznawałam i wędrowałam po górach wokół jezior Garda, Como i Iseo. Raz tylko zapuściłam się do Toskanii do Castagneto Carducci, a we Florencji przebiegłam maraton. A tu jeszcze tyle włoskich miejsc do poznania! Chciałam być tam, gdzie mnie wcześnie nie było i to było dość łatwe do osiągnięcia.
2. Poznać mało popularne turystycznie miejsca
I w Polsce i we Włoszech szukam mniej oczywistych miejsc. Gdy Internet podpowiedział mi szlak, którym można wędrować przez cały kraj i wszystkie jego regiony, a na dodatek dopiero został odnowiony i ponownie oznakowany, nie spodziewałam się tam tłumów. Ale przyznaję, że nie oczekiwałam, aż takiej pustki. 8 dni – 4 osoby. „Statystycznie” pół człowieka dziennie. A tak na prawdę na szlaku spotkałam drugiego dnia 2 osoby, dwa dni później 1, a kolejnego – jeszcze 1. Dopiero w ostatnim dniu szlakiem wędrowały dwie spore grupy. Ale to była piękna słoneczna niedziela.
Jak mało turystyczne to regiony przekonałam się na jednym z campingów. Byłam jedynym gościem. Z wrażenia nie mogłam się zdecydować, gdzie rozbić namiot. Nawet właściciele campingu podkreślał, że to mało popularna część Włoch. I jeszcze jedno – wiele osób ma wyobrażenie romantycznej Toskanii jak z filmu „pod słońcem Toskanii”. I to prawda, albo inaczej – to też prawda. Idąc przez ten region można jednak być zaskoczonym, ale to bardzo przyjemne zaskoczenie!
3. Przejść z punktu A do punktu B
Chciałam wędrować przez kilka dni z rzędu, ale nie wokół jednego miejsca. Zależało mi na drodze. To inaczej niż dotąd, choć nie jestem w takim poznawaniu gór debiutantką. Świadomie chodzę po nich od ponad 20 lat. GR20 na Korsyce, bieszczadzkie wędrówki, kilkudniowe wycieczki w Beskidach. Ale częściej – baza w jednym miejscu i poznawanie szlaków wokół.
Tym razem chciałam codziennie zasypiać w innym miejscu i jeszcze wydeptać przez Włochy swoją ścieżkę, namalować trasę – w Stravie ma kolor zielony. I żeby mieć dodatkową motywację, tak jak lubię, wywiozłam się do punktu B, by wrócić szlakiem do punktu A.
4. Poczuć smak życia
Co to właściwie znaczy? To proste 😉 Taka wędrówka pozwala cieszyć się tym co tu i teraz. Żyć tylko tym co tu i teraz. Zachwycać się widokiem – szczególnie, że za każdym zakrętem czeka nowy powód do zachwytu. Cieszyć się tak na 100% smakiem jedzenia, najprostszego. Sałata i pomidory, trochę oliwy, octu i przypraw. Chleb. Ser. Włoskie wędliny. Albo inny wieczór – penne z sosem pomidorowym i parmezanem. A zapach przygotowywanego specjalnie dla mnie jedzenia sprawiał, że mruczałam z zadowolenia. Później było jeszcze lepiej!
A jeśli mowa o zapachach, to zapach kwitnących na żółto krzewów o nazwie ginestra o poranku jest oszałamiający. Albo jeszcze gelsomino!
Kiedy ostatnio cieszyłeś się zimną wodą pitą wprost ze źródła? Albo możliwością moczenia stóp w lodowatej wodzie potoku po całym dniu marszu?
Uwielbiam! Te proste drobiazgi to jest dla mnie smak życia!
5. Przypomnieć sobie jak mało potrzebujemy
Szafa pełna ubrań, mnóstwo butów, pełna lodówka, gadżety, wszystko na wyciągnięcie ręki. A tymczasem, by żyć potrzebujemy znacznie mniej, albo nawet niewiele. Takie wyjazdy to dla mnie okazja, żeby sobie o tym przypomnieć. Im mniej wezmę, tym mniej będę niosła. 8 kg, 10-13 godzin dziennie na plecach, przez 9 dni. Każdy kilogram ma znaczenie. A i tak okazuje się, że potrzebujemy przede wszystkim… wody, by żyć. Miejsca, by odpocząć. Jedzenia, żeby mieć siłę.
Przez większość trasy szłam w tej samej koszulce! Tak, dobrze widzisz. W tej samej i w dodatku bez prania czy nawet płukania. Żebym mogła iść codziennie w tej samej koszulce, to musi być dobrej jakości koszulka. Czyli lepiej mniej, a dobrze. Zamiast dziesięciu, wolę jedną. I jeszcze wiem, kto, gdzie i jak wyprodukował tę koszulkę.
O tym też pisałam – wspieram polskie marki!
6. Pobyć ze sobą
Jestem przebodźcowana! Mam wokół siebie zbyt dużo bodźców, informacji, pokus. Niemal cały czas w sieci, z dostępem do wiedzy, plotek, informacji, filmów, muzyki. Wszystko na wyciągnięcie ręki. Jasne, to potrzebne, ale czasem trudno się od tego uwolnić. Ta obawa, że coś nas ominie. A w lesie, na szlaku, w środku niczego, ta wiedza i informacje nie były mi potrzebne.
Mogłam cała skupić się na sobie. Myśleć albo nie myśleć, patrzyć i widzieć, podziwiać, słuchać i słyszeć. Stać nad stawem, z którego dochodził rechot dziesiątek żab, wypatrywać w drzewach śpiewającego ptaka, zasypiać przy dźwięku cykad i budzić się razem z ptakami. Wpatrywać w nietoperza krążącego nad namiotem. Nie miałam nic innego do roboty! Wstać, spakować się, iść, jeść i pić, rozłożyć namiot, spać. I tak w kółko. Żadnych obowiązków, żadnych zadań, proste czynności.
7. Spotkać ludzi otwartych na inną osobę
Wędrowanie w pojedynkę budzi zainteresowanie. Ciekawość rodzi pytania. Nawiązują się relacje. Czasem krótkie na kilka zdań. Czasem dłuższe – na przegadany przy kolacji wieczór. Po angielsku, we włosko-angielskiej mieszance, z użyciem rąk, relacje budowane gestami i uśmiechami. Każdy dzień mojej wędrówki miał swojego „bohatera”, kogoś z kim rozmowa, posiłek, czyja pomoc pozwoliły mi pójść dalej i dojść do celu.
O tych ludziach jeszcze będę pisała, bo każdemu chcę poświęcić kawałek tej historii. Nawet nie zdają sobie sprawy ile dla mnie zrobili. Przesadzam? Nie! 2 litry wody, które ostatniego dnia dostałam na Passo del Giogo di Scarperia to była jedyna woda jaką tego dnia miałam. I tak ją dzieliłam, by wystarczyło mi do Montepiano. Bez tej butelki wody to byłaby katastrofa!
8. Uświadomić sobie konieczność nauki języka włoskiego
To właśnie nie powód, ale efekt tej wędrówki. I wynika z punktu powyżej. Tym razem jednak obiecałam kilku osobom na trasie, że się nauczę. Zatem szukam kogoś kto zmusi mnie, bym przemówiła. Bo wiem, że wiele tych rozmów byłoby głębszych, gdybym mówiła po włosku. Mam świadomość, że sporo straciłam. Chciałabym móc porozmawiać dłużej, nie szukać tłumacza, nie wymachiwać rękami.
9. Poczuć, że mam dość siły, determinacji i samozaparcia
Znam to uczucie! Mimo fizycznego zmęczenia tyle energii, że można góry przenosić. To poczucie, że nie ma rzeczy niemożliwych. Albo inaczej: że możliwe jest wszystko co chcę osiągnąć. Nie muszę iść 325 km! Pamiętam tę satysfakcję i moc, gdy pierwszy raz weszłam na Rysy. Później właśnie szczyty dawały mi tę siłę. W końcu pojawiło się bieganie i zawody.
Maraton to to samo uczucie, że mogę wszystko. Ale ta siła nie kończy się na mecie – realnej czy symbolicznej. Ta meta daje poczucie, że skoro przezwyciężyłam przeciwności, poradziłam sobie z trudnościami, zorganizowałam i zrealizowałam, to konsekwentnie będę działała w tzw. codziennym życiu. Dasz radę, bo wiesz jak dawać sobie radę.
10. Dać motywację, szczególnie kobietom
I tu wracamy do tego podziwu z początku tekstu. To właśnie kobiety pytały mnie przed wyjazdem czy się nie boję sama podróżować. To po powrocie te same kobiety pytały, czy nie bałam się na trasie. Dwa razy NIE. Nie boję się podróżować, działać i być w pojedynkę. I nic mi w czasie tej drogi nie groziło. Burza, odgłosy lasu, trudności orientacyjne na szlaku, niedostatek jedzenia, brak dachu nad głową – to nie są strachy, z którymi nie można sobie poradzić.
Jasne, unikam ryzykownych sytuacji, ale jestem też przekonana, że więcej niebezpieczeństw czyha na mnie w miejskiej dżungli. Samodzielność, samowystarczalność i umiejętność bycia samemu bardzo się przydaje. Chcesz spróbować? To nie musi być od razu ponad 300 km w górach. To może być jednodniowa wycieczka, weekend. Nie musi być od razu mało turystyczne miejsce. Chcesz – spróbuj! To łatwiejsze niż myślisz 🙂










1 września 2022 o 03:36
Marzę o tym szlaku od kiedy dowiedziałam się o jego istnieniu tzn od paru lat. Miło przeczytać jakąś relację po Polsku i to jeszcze od samodzielnej wędrowniczki, którą też jestem. 😀
Brawo za odwagę i wytrwałość. Sama nie mogę się doczekać wyjazdu. Najbliższy realny termin to niestety za około 4/5 lat z powodu malutkich pociech. Tymczasem czytam i marzę. Na 100% sama spróbuję, dzięki za inspirację.
1 września 2022 o 09:38
Kasia, ja trafiłam na ten szlak dopiero teraz, ale już jestem jego wielką fanką! Jak Ty ruszysz na szlak, to ja zapewne jeszcze tam będę, więc… spotkajmy się na szlaku. Będzie mi bardzo miło. Na moim Instagramie jest stories z czerwcowej wędrówki. A trochę tajemniczo zdradzę, że coś większego z tej drogi się szykuje 🙂 No i za tydzień wracam do Włoch na kolejny fragment trasy 🙂 Tym razem pójdę bardziej na południe w poszukiwaniu ciepła i słońca. Kasia, jak trafiłaś na ten szlak? I dlaczego to Twoje marzenie? Od czego chciałabyś zacząć? Serdecznie pozdrawiam!
6 września 2022 o 12:17
Trafiłam na info o SI na wikipedii, szukając informacji o szlakach długodystansowych w Europie. Wszystko zaczęło się kilka lat temu, kiedy wybrałam się z koleżanką na tygodniowy wypad do Rumunii, w góry Fogaraskie. Szłyśmy z namiotami i całym sprzętem i jedzeniem w plecakach. Ten sposób podróżowania wydał mi się czymś wspaniałym choć wiele rzeczy zrobiłabym teraz inaczej (chodzi mi głównie o wagę plecaka 🙂 Od tamtego czasu poszukiwałam jakiegoś pięknego, górskiego, długodystansowego szlaku w Europie i najbardziej z opisu podpasował mi szlak SI. Było to kilka lat temu, żadnych relacji po polsku w necie i szczątkowe informacje po angielsku. Widzę, że dużo się w tym temacie zmieniło i bardzo się z tego cieszę. :))))
A dlaczego akurat Sentiero Italia? Ogromna różnorodność, tanie loty do Włoch z Wrocławia, można zakończyć wędrówkę i zrobić sobie 2-3 dni leniwych wakacji bo nad morze zawsze blisko, a piękne miasta i miasteczka rozrzucone po całym kraju czekają na mnie bo we Włoszech byłam tylko raz, w Dolomitach, na via ferratach (gorąco polecam). Poza tym spodziewałabym się niezłej pogody (w przeciwieństwie do Szkocji czy norweskich Lofotów o których też myślałam) i pysznego jedzenia, a język dość miły dla ucha. Czego chcieć więcej? 🙂
Czekam na dalsze relacje ze szlaku!!!! Wszystkiego dobrego życzę, jesteś wspaniałą inspiracją. 🙂
6 września 2022 o 15:09
Kasiu, dokładnie tak jak piszesz, niczego więcej nie trzeba! Błękitu nieba, włoskiego języka i pasty na talerzu 🇮🇹♥️
Będę się odzywać i podrzucać zdjęcia. W sobotę po południu powinnam wejść na szlak. I ahoj przygodo 🤪
27 czerwca 2022 o 07:40
Brawa do Ciebie Joanna, za samodzielność i wytrwałoś. Masz rację, razem z naturą można poczuć chwilę.
Twój samotny rajd to wspaniała rzecz która zrobiłaś!
Ściskam!:)
27 czerwca 2022 o 19:13
Moniko, dziękuję 🙂 Samodzielność mam w genach, to jedna z najważniejszych dla mnie wartości. Być samodzielnym i dawać sobie radę. A wytrwałość… cóż, lubię osiołki 😉 Poważnie zaś – serdecznie dziękuję Ci za wsparcie i doping! 😀
26 czerwca 2022 o 10:28
Genisteae to po polsku janowiec (choć patrząc na zdjęci myślałem, że te żółte to nasz panoszący się żarnowiec).
(Zaś włoski był pierwszym obcym językiem, jakiego zacząłem się uczyć, z rozmówek, które znalazłem u mojej babci na półce. „Il toro” pamiętam do dziś (miałem wówczas nie więcej niż 7 lat.)
(i znów captcha…)
27 czerwca 2022 o 19:15
Jednak ta włoska nazwa lepiej mi brzmi 🙂 A sama roślina ma dość sztywne łodygi i liście, czasem więc skutecznie broni przejścia szlakiem. Jak tam Twoja znajomość włoskiego? Jakieś sprawdzone metody do nauki?
27 czerwca 2022 o 20:53
Zawsze zaczynać od przekleństw 😉 (wszystko z „porca” i „putana” 😉