Po co ja się właściwie nauczyłam jeździć na rowerze? Taka myśl przyszła mi do głowy podczas ostatniej rowerowej wycieczki. Nie żebym miała wątpliwości, raczej właśnie kolejny raz wpadłam w zachwyt przemierzając polsko-czeskie pogranicze na dwóch kółkach. 

Żelazny Szlak Rowerowy zachwyca!

Żeby docierać do takich miejsc! Do miejsc przygotowanych właśnie dla miłośników dwóch kółek i niedostępnych w całości z innej perspektywy. Mowa o Żelaznym Szlaku Rowerowym, który zrobił na mnie duże wrażenie. Wróciłam zachwycona i odpowiednio zmęczona po przejechaniu całej trasy. Wersja dłuższa Żelaznego Szlaku Rowerowego plus dojazd ze stacji kolejowej w Zebrzydowicach i powrót w to samo miejsce. W sumie 62 km. A to dzięki Natalii i Maćkowi, którzy polecali mi tą trasę.

Las, Czechy, szlak rowerowy

Skoro żelazny to najlepiej pociągiem!

I skoro Szlak Żelazny związany jest z historią kolei (szczególnie po polskiej stronie), to polecam dotrzeć na trasę właśnie pociągiem. 

I tak, mówię to ja, która mogłaby więcej złego niż dobrego powiedzieć o polskich kolejach i pociągach. Ale tym razem było punktualnie i jeszcze w promocji. Wiele osób zaczyna szlak w Godowie, przyjeżdża samochodami – miejsc parkingowych jest sporo.

Ja polecam start w Zebrzydowicach i w pierwszej kolejności udanie się do Karwiny. Zresztą w Zebrzydowicach też można zostawić auto, ale po co skoro jest pociąg i do końca roku możliwość przewiezienia w weekend bezpłatnie roweru (nie, to nie jest współpraca – dlatego szczegółów, jak i kiedy to działa szukaj na stronie internetowej przewoźnika). W Zebrzydowicach zatrzymuje się pociąg Cieszyn – Czechowice-Dziedzice. A do Czechowic-Dziedzic można dojechać szybko i z Bielska-Białej i z Katowic. 

Żelazna perełka

Żelazny Szlak Rowerowy to prawie 54 km. Można go skrócić do 42 km, ale… po co?! Trasa wytyczona została w 5 gminach: Karwinie i w Piotrowicach koło Karwiny – po czeskiej stronie oraz w Godowie, Jastrzębiu Zdroju i Zebrzydowicach – po polskiej stronie. I choć „ochy i achy” słyszałam na temat kilkunastokilometrowej odcinka wybudowanego w miejscu dawnych linii kolejowych Orzesze-Wodzisław Śląski (nr 159) i Jastrzębie-Zdrój-Zebrzydowice (nr 170), to ja uważam, że owszem jest pięknie i to wisienka na torcie, ale czeskiej części trasy nie warto pomijać. Nie tylko dlatego, że to pętla. 

Jest po prostu inaczej! Ale kto lubi klimat u naszych południowych sąsiadów będzie zadowolony. Cała trasa, dzięki tym różnicom, jest ciekawa i różnorodna. No to w drogę!

Z Zebrzydowic do Karwiny

Ze stacji kolejowej w Zebrzydowicach do trasy rowerowej trzeba przejechać ok. 3 km. Za rondem skręć w lewo i już jesteś. Dlaczego najpierw do Karwiny? Bo ja jestem fanką naszych sąsiadów, a ta część trasy jest piękna. Zresztą, nawet nie zauważyłam kiedy przekroczyłam polsko-czeską granicę. Pewnie gdzieś z lesie. Dopiero powitanie „Dobré ráno” uświadomiło mi, że to już „tamta” strona. Jazda w tym kierunku, zgodnie z ruchem wskazówek zegara, sprawia też, że jak się już zachwycisz czeską stroną, to po polskiej będziesz jeszcze bardziej zachwycony. 

Zapraszam na Żelazny Szlak Rowerowy! Miód malina, że tak powiem. Na trasie zamiast miodu jest kofola, kawa, lody i inne przysmaki. Tylko czeskie piwo jednak na wynos, chyba że bezalkoholowe. 

Odrobina historii i moich wspomnień

Żelazny Szlak Rowerowy to atrakcja turystyczna wykorzystująca historię kolejnictwa oraz rozwoju przemysłowego na pograniczu. 

Zebrzydowice – Moszczanica Śląska, ruch pasażerki do 1997 r., likwidacja linii
w 2002 r. 

Pawłowice Śląskie – Jastrzębie Zdrój, ruch pasażerki do 2001 r., likwidacja w tym samym roku.

Orzesze – Żory, jak wyżej!

Jastrzębie Zdrój – Godów – Wodzisław Śląski, ruch pasażerki do 1997 r., likwidacja
w 2002 r.

I jeszcze więcej. Tamtych likwidacji połączeń nie pamiętam, ale 8 stycznia 2009 roku jechałam ostatnim pociągiem z Cieszyna do Bielska-Białej. I właśnie na tej trasie rowerowej tamta podróż mi się przypomniała. Bo po raz pierwszy i ostatni miałam okazję pojechać, na potrzeby materiału reporterskiego, obok maszynisty. I wrażenie, gdy patrzysz na tory kolejowe przed tobą są niesamowite. Podczas wycieczki żelaznym szlakiem dokładnie o tym pomyślałam. Tylko torów nie było, a przede mną równa i wygodna trasa, na nasypie kolejowym. 

14 lat później na przywrócenie pociągów z Cieszyna do Bielska-Białej wciąż czekamy. Gotowa jest połowa torów do Skoczowa, ale do Bielska-Białej remontu nie było i nie ma, i mimo hucznych zapowiedzi sprzed roku, to może za kolejny rok coś się wydarzy, to raczej trudno mi. To uwierzyć. Taka trasa rowerowa do Skoczowa to też byłaby duża przyjemność. 

Ale wracam do tego co jest!

Po czeskiej stronie

Dla ułatwienia powiem, że poznawanie Żelaznej Trasy Rowerowej ułatwia track gpx. U naszych sąsiadów oznakowanie szlaku jest inne niż w Polsce i może wydawać się skomplikowane. Na charakterystycznych żółtych tablicach wypatruj charakterystycznego logo szlaku. W wielu miejscach spotkasz także inne trasy rowerowe, więc o pomyłkę łatwo. 

Cudowny czeski klimat. Urokliwe wioski, bary z charakterystycznym znakiem pewnego piwa. W niedzielny poranek, nawet wakacyjny, jest jeszcze bardziej leniwie. I tak się snując rowerem, bo przecież nigdzie się nie spieszę, na horyzoncie pojawia się pierwsze miasto. To Karwina, miasto na Śląsku Cieszyńskim, nad Olzą, w kraju morawsko-śląskim. 

Uzdrowisko Darków i dwa parki

Pierwszy przystanek to uzdrowisko Darków i park zdrojowy. Od 1867 roku dba się tu i zdrowie i kondycję wykorzystując do tego solankę z pobliskiego źródła. 

Darków, uzdrowisko, park zdrojowy

Tu siadam na ławce do swojego śniadania, z widokiem na charakterystyczny, secesyjny Společenský dům (z czeskiego: Dom Wspónoty / Dom Spotkań). W niedzielny poranek kuracjusze zasiadają do porannej kawy, a w alejkach spotykam i biegaczy i spacerowiczów. 

Posilona daleko jednak nie pojechałam, bo nad Olzą uwagę zwraca zbudowany w 1925 roku i przebudowany w 2003 roku po powodzi – Most Bohaterów Sokołowskich. I stamtąd wałem, a później alejami docieram do kolejnego parku – Boženy Němcové. 

Most Bohaterów Sokołowskich, Karwina

Przystanek, za przystankiem. Nie ma się gdzie zmęczyć. Teraz jeszcze rynek, pomnik Tomasza Masaryka – pierwszego prezydenta Czechosłowacji i Pałac we Frysztacie. I jak jeszcze zatrzymasz się na kawę w jednej z kawiarni to przerwa będzie dłuższa. Ale przecież jesteśmy w Republice Czeskiej i po co się spieszyć! 

Karwina, pomnik Masaryka, pałacyk we Frysztacie

Ale jeszcze tyle atrakcji czeka!

Pierwsza pojawia się na horyzoncie dość szybko. Dwór Olsiny z zewnątrz prezentuje się bardzo miło. Wita mnie rżenie koni, bo to nie tylko 3-gwiazdkowy hotel, restauracja, ale i stadnina koni z możliwością lekcji i przejażdżek. Folwark pochodzi z połowy 18 wieku i został zbudowany przez Mikołaja hrabiego von Taafe. W 1767 powstał główny budynek oraz stajnie, a zespół stodół w kształcie litery L wybudowano w 1832 r. Teren był własnością rodziny Larisch-Moenich, po II wojnie światowej należał do Państwowego Gospodarstwa Rolnego, a obecnie jest własnością prywatną. Budynek został uznany za zabytek kultury przez Ministerstwo Kultury Republiki Czeskiej w styczniu 2002 roku.

Dwór Olsiny, Żelazny szlak rowerowy

Długo, prosto i przed siebie. Opuszczam Karwinę i jadę między polami. Płasko, z rozległymi widokami i prosto przed siebie. Jeden z takich odcinków zdaje się nie mieć końca. Jadę i jadę i wydawało mi się nawet, że przetnę główną drogę i dalej będę tak jechać przed siebie. Ale znaki i track kierują jednak w lewo i teraz zjeżdżam długo i przyjemnie i bez wysiłku. W Piotrowicach koło Karwiny nie zatrzymałabym się ani na chwilę, gdyby nie kierunkowskaz: w prawo do Zamku w Piotrowicach. 

No to w prawo. Co prawda zamiast wjechać główną bramą na dziedziniec jak księżniczka okrążyłam cały budynek, ale i słysząc poranny gwar z tarasu zajrzałam do środka. Chyba wczoraj było tu wesele… 

Zameczek w Piotrowicach pod koniec 19 wieku był siedzibą baronowej Marie Louise von Wallaresee, ulubionej bratanicy austriackiej cesarzowej Elżbiety, zwanej Sissi. W 2012 roku Zamek przeszedł gruntowny remont. Aktualnie to hotel, spa i restauracja, własność prywatna. 

Powrót do Polski

Wracam na trasę i powoli, ale nieuchronnie zbliżam się do Polski. Jeszcze mijam kościół św. Marcina, kolejny hotel – przyjazny rowerzystom – i wjeżdżam do Polski. Tym razem przejście jest wyraźnie oznakowane. Zawsze mnie wzrusza to polsko-czeskie sąsiedztwo – tutaj dosłownie płot w płot, dom w dom. I po co nam te granice?

Czechy, trasa rowerowa, granica

Nadal publicznymi drogami docieram do Godowa. Wiele osób tutaj zaczyna i kończy Żelazny Szlak Rowerowy. Dla mnie to kolejny przystanek z kawą w roli głównej. I ruszam dalej wypatrując głównych atrakcji. W Godowie można co prawda skrócić trasę, ale nie warto – piękny długi i prosty odcinek trasy pośród drzew. 

Droga, trasa rowerowa

Gdy szlak na kilkanaście metrów wyprowadzi na ulicę 1 Maja, a zaraz później trzeba będzie skręcić w lewo to jesteśmy na torach kolejowych! A dokładnie na wale kolejowym, w miejscu gdzie przed laty były tory i kursowały pociągi. I tak będę mknąć aż do Zebrzydowic, przez Jastrzębie-Zdrój, choć tak na prawdę, żeby poznać i odwiedzić Jastrzębie trzeba zjechać ze szlaku i zaplanować kilka dodatkowych kilometrów i przystanków. Następnym razem!

Staw, konie, zieleń

Dlaczego ta trasa tak mi się podoba? Z kilku powodów!

Wykorzystano nieczynne trasy kolejowe i oddano je rowerzystom. Sam pomysł jest fantastyczny, a realizacja mistrzowska. Ścieżka rowerowa prowadzi przez niezwykle malownicze tereny. Lasy, pola, łąki, w sąsiedztwie gospodarstw i stawów. Nad jednym z nich pasło się stado koni, które przykuwały uwagę. Trasa jest zabezpieczona drewnianymi barierkami, miejscami nasyp kolejowy jest wysoki. 

To co robi wrażenie to nawiązanie do przeszłości. W miejscu zlikwidowanych przystanków kolejowych są teraz miejsca odpoczynku dla rowerzystów, stylizowane na stacje kolejowe. Można usiąść i odpocząć. Albo po prostu podziwiać pomysłowość twórców. O przystankach kolejowych przypominają też tablice informacyjne. Szotkowice, Zielony Most czy Zofiówka. Zielony Most to właśnie przejazd przez zielony most, a wcześniej wiadukt kolejowy. Później będzie jeszcze tunel. Jedyne czego żal, to fakt, że takich wiaduktów nie zostało więcej i w kilku miejscach trasa rowerowa przecina się z drogami miejskimi. Dwukrotnie zjeżdża dość stromo, a później podjeżdża – krótko i równie stromo. To miejsca, gdzie trzeba zachować czujność, zwolnić, a nawet się zatrzymać. 

Tak mi się podoba ta trasa – dostępna wyłącznie dla rowerzystów – że mogłabym tu jeździć i jeździć, tam i z powrotem, tam i z powrotem. Więcej takich tras, zdecydowanie więcej poproszę! Bo nawet nie zauważyłam, gdy dotarłam do Zebrzydowic. I przyszło mi zakończyć przejazd. 

Jadąc na Żelazny Szlak Rowerowy zabierz ze sobą aplikację!

A Ty, co możesz mi polecić na Śląsku, do zobaczenia z rowerowego siodełka?