Planując ubiegłoroczne, bardzo późne, bo listopadowe wakacje było 1:1. 1 dla Piotra bo pojechaliśmy nad Como, choć ja wolałam Gardę. I jednak 1 dla mnie bo zamieszkaliśmy w pięknej mansardzie pod Corne Medale z widokiem na Resegone. Poddałam się, niech będzie Como i Lecco, choć już miałam na końcu języka, że to ostatni raz! Bo co ja nowego mogę tutaj jeszcze zobaczyć. Okazuje się… że całkiem dużo. I z wyjątkiem jednej wycieczki w góry, wszystkie pozostałe były dla mnie okazją do poznania zupełnie nowych miejsc! A jeśli trochę naciągnę rzeczywistość – to nawet wszystkie. W końcu po raz pierwszy wchodziłam na Resegone po śniegu.

Listopadowe Włochy – pomysły na wycieczki w góry wokół Lecco i Jeziora Como

Resegone

Widok na moją ulubioną górę – Resegone znaczy piła

Resegone, czyli królowa jest tylko jedna – tym razem w zimowej scenerii

Być w Lecco i nie wejść na Resegone? Niemożliwe! Ile razy można wejść na szczyt Resegone? A któż to zliczy! Tym razem na początku listopada szczyt tej pięknej góry o charakterystycznym kształcie piły, okrył się śniegiem. Śnieg delikatnie otulił szczyt, przynajmniej tak wyglądało to z dołu. Biało zaczynało się robić już powyżej Pani d’Erna, czyli górnej stacji kolejki linowej.

Tym razem do schroniska Stoppani wyruszamy z Lecco nieco okrężną i dla mnie nową drogą. Tę najprostszą, z dolnej stacji już znamy, ja niemal na pamięć. Nasz szlak prowadzi przez la Carbonera i Campo di Boi, z częstymi widokami na górującą nad Leeco Resegone. Dzień jest idealny. Błękitne niebo, słońce i śnieg ponad nami.

Na Resegone szlakiem numer 1

Mijamy schronisko Stoppani, i kawałek za nim, a spory kawałek przed Piani d’Erna wybieramy najłatwiejszy szlak w kierunku schroniska Azzoni i szczytu. To droga numer 1. Szlak wspina się konsekwentnie do góry, a następnie łagodnym trawersem okrąża masyw z prawej strony (Lecco mamy za plecami). To na tej wysokości zmienia się pora roku i jesień ustępuje miejsca zimie. W listopadowym słońcu początek wędrówki to jednak stąpanie po mokrym śniegu. Jednak gdy mijamy dołączający z prawej strony szlak, a dokładnie via ferratę El Centenario na Resegone (droga numer 12), robi się coraz bardziej zimowo.

Im wyżej tym więcej śniegu. Na szczęście szlak jest przedeptany, choć już mając schronisko na wyciągnięcie ręki żałowałam, że nie mam choćby kijków trekkingowych (efekt latania na wakacje z bagażem podręcznym). Niektórzy ze schodzących w dół turystów mieli już nawet raczki. I nie ma się co dziwić, ostatni, choć krótki odcinek między schroniskiem a szczytem jest miejscami solidnie wyślizgany. Za to widoki ze szczytu, a dokładniej z jednego z wierzchołków, tradycyjnie zachwycają. Okoliczne, wyższe szczyty są już w śniegu. Obie Grigne, Legnone… Niżej jeszcze króluje jesień. Wracamy na Piani d’Erna kolejnym moim ulubionym szlakiem, czyli przez przełęcz Giuff (najpierw drogą numer 17, a później 7).

Ten szlak to zupełnie inne oblicze tej postrzępionej i kamienistej góry. Tu ścieżka trawersuje masyw z drugiej strony i prowadzi bukowym lasem. Szlak do złudzenia przypomina mi drogę znaną w beskidzkich wycieczek. Do Lecco wracamy najszybszą, pieszą drogą (pieszą, bo jest też kolejka). Powoli, choć nieuchronnie zbliża się zachód słońca. Mijamy Stoppani, tradycyjnie uśmiecham się do pasących się niżej osiołków (te to mają życie, już podziwiają zachód słońca!) i docieramy do parkingu, dolnej stacji i przystanku autobusowego.

O Resegone dużo, dużo więcej pisałam TUTAJ

Monte Barro z widokiem na Jezioro Como i Lecco. Taki mój Dębowiec

No dobrze, może jednak ciut wyższy – Monte Barro ma 922 metry wysokości. I oferuje znacznie więcej szlaków i ścieżek spacerowych – czyli więcej możliwości spędzania czasu. Bez problemu można tutaj zaplanować cały dzień, kilka wycieczek i wciąż się nie nudzić. W sumie wytyczono w tym masywie 44 kilometry dróg i ścieżek do poznania!

Patrząc na mapę Monte Barro to taka zielona wyspa między jeziorami Como, Garlate i Annone. Przy dobrej pogodzie można stąd podziwiać nie tylko jeziora, Resegone i kolejne szczyty Alp Bergamskich, a w przeciwną stronę – nawet wypatrzyć Mediolan! Przy dobrej pogodzie… Monte Barro wybraliśmy za cel w pochmurny i deszczowy dzień. Gdyby lunęło, w każdej chwili mogliśmy zrezygnować i wrócić do Lecco i ciepłej mansardy.

Monte Barro – lekcja przyrody i archeologii nad Jeziorem Como

Barro i park Monte Barro można poznać mieszkając w Lecco i nawet nie korzystając z komunikacji miejskiej. Wystarczy przejść przez most Azzone Visconti i już po drugiej stronie ulicy zaczyna się szlak numer 304. Kombinacja dróg numer 304, 301 i znowu 304 doprowadza na najwyższy punkt, czyli właśnie Barro. Wygodna droga, a na początku nawet kamienne schody, dość szybko zmienia się w leśną ścieżkę, a później wędrówkę między wapienno-dolomitowymi skałami. Jak łatwo się domyślić w listopadowy, pochmurny i mokry dzień jesteśmy tutaj sami.

Park Monte Barro charakteryzuje się także dużą różnorodnością oraz ciekawymi miejscami historycznymi i kulturowymi. Lasy, pastwiska i łąki, a niżej drzewka oliwne. Jak można przeczytać w przewodniku na mniej niż 700 hektarach znajduje się ponad 1000 gatunków roślin. Po drugiej stronie „górskiej wyspy” podziwiać można efekty wykopalisk archeologicznych, podczas których odkryto unikalny włoski przykład osad ludzkich datowanych na V-VI wiek naszej ery wraz z ozdobami i wyposażeniem, które obecnie znajdują się w Muzeum Archeologicznym w Monte Barro.

Monte Barro to także raj dla miłośników ptaków, dzięki znajdującej się tutaj stacji ornitologicznej Costa Perla, która prowadzi działalność naukową i edukacyjną skoncentrowaną głównie na badaniu migracji ptaków. Monte Barro ze względu na swoje położenie zajmuje strategiczne miejsce na szlakach migracyjnych ptaków.

Z Parku Archeologicznego wracamy do Lecco drogą numer 306 jedną z najdzikszych ścieżek w tym masywie.

Monte Barro – pomysł na jeszcze jedną wycieczkę z Lecco

Przy dobrej pogodzie wycieczkę na Monte Barro można uatrakcyjnić o zejście do miejscowości Galbiate na kawę i słodkie co nieco, a później wrócić do Lecco trasą, która pozwala na poznanie jeszcze jednego ciekawego i charakterystycznego miejsca – widać go nawet ze szczytu Barro. To niedokończony kościół San Michele. W rzeczywistości to tylko ściany budynku, którego budowę rozpoczęto na początku 18 wieku i nigdy nie dokończono. Dwuspadowy dach, którym był przykryty zawalił się w 1939 roku. Nieukończony budynek nigdy nie stał się miejscem kultu religijnego, natomiast zyskał na popularności dzięki Festiwalowi San Michele, który w ostatnich latach odrodził się i cieszy sporym zainteresowaniem. Odbywa się pod koniec września.

Regismondo, Corno Medale i Coltignone

Ze szczytu Monte Barro wyraźnie widać to co mieszkając w Lecco mamy dosłownie nad głową. Nad naszą mansardą wznosi się, wydawałoby się, nie do zdobycia na dwóch nogach, masyw. To co najmniej kilka pięknych miejsc – kaplica San Martino i szczyty Regismondo, Medale i Coltignone. Z perspektywy Monte Barro zdają się tworzyć jednorodny blok skalny, który pionowo opada do miasta. A tymczasem do wszystkich tych miejsc można dotrzeć szlakami, momentami jednak wąskimi ścieżkami, dosłownie na dwie stopy, zawieszonymi nad stromo opadającym zboczem. Tylko końcówka podejścia na Regismondo może wzbudzić większe emocje, ale dla osób obytych w Tatrach będzie bardzo przyjemnym wejściem na szczyt, z którego rozpościerają się fantastyczne widoki. Startując w tym samym miejscu można zaplanować nawet dwie, trzy przyjemne wycieczki w tym masywie.

Joanna, czyli autorka bloga asiaprosto.pl w drodze na Regismondo

Rozświetlona kaplica San Martino ponad Lecco

Kaplica San Martino (wieczorami jej światełka mieliśmy dokładnie nad naszą głową i mansardą) i pobliskie schronisko Piazza to miejsca bardzo popularne wśród mieszkańców Lecco. Można się o tym przekonać w słoneczną, listopadową niedzielę. Na szlak wraz z nami wyrusza para starszych mieszkańców Lecco (znowu żałuję, ze rozumiem tylko pojedyncze słowa), po drodze spotykamy całkiem sporo turystów, całe rodziny z dziećmi, a nas z kolei mijają biegacze. Im wyżej tym lepszy mamy widok na jezioro Como i szczyty po drugiej stronie jeziora. Do celu można dotrzeć ścieżkami numer 53 i 52, które rozpoczynają się odpowiednio – w Lecco, w rejonie Viale Turati i w osadzie Rancio. My dwukrotnie korzystaliśmy ze szlaku numer 52. Mieszkańcy Lecco cieszą się bliskością tego urokliwego miejsca i często wybierają się na popołudniowe a nawet wieczorne wycieczki. Do kaplicy San Martino z miejsca gdzie mieszkamy można dotrzeć w ciągu godziny (szlak numer 52).

Kilka pomysłów na górskie wycieczki wokół Lecco nad Jeziorem Como

Stąd mamy kilka możliwości – można wejść na San Martino, szczyt górujący nad kaplicą o tej samej nazwie, można podążyć przyjemną ścieżką z widokiem na jezioro do Rifugio Piazza, albo po drodze skręcić na kolejny szlak, który na rozwidleniu doprowadzi albo na Regismondo (skręć w lewo) albo na Coltignone (skręć w prawo a na kolejnym rozwidleniu w lewo).

Dwukrotne wybranie drogi w prawo doprowadzi na Corne Medale, kolejny szczyt wart uwagi. Tutaj obok klasycznej i bardzo przyjemnej ścieżki można także wspiąć się via ferratą. I jeszcze jedna możliwość ze schroniska można pójść drogą 52S przez Forcellino na Piani d’Resinelli. To fantastyczna wycieczka, najpierw przyjemnym szlakiem przez las, później delikatnie pod górę, a następnie… stromo w dół. I w górę – kilka miejsc wyposażono w łańcuchu, dzięki czemu miłośnicy tatrzańskiej Orlej Perci będą usatysfakcjonowani. To właśnie powyżej tych łańcuchów na kamieniach rozgrzanych listopadowym słońcem udaje mi się wypatrzyć i sfotografować przepiękną modliszkę! Po kilkudziesięciu minutach wędrówki osiągamy najwyższy punkt i łagodnym przyjemnym trawersem docieramy na Piani Resinelli. Po drodze cieszymy oczy widokami na piękną Grigne. Powrót – znanym nam już szlakiem doliną Calolden wracamy do Laorca i Lecco.  

Rifugio Piazza i przedświąteczny spektakl od mieszkańców Lecco

Jeszcze kilka słów o schronisku Piazza. Byliśmy tu dwukrotnie – w niedzielne popołudnie i w piątkowy, deszczowy dzień. Schronisko, którym opiekują się wolontariusze, poza sezonem otwarte jest tylko w niedziele. Informacje o tym można znaleźć na ich facebookowej stronie.

Schroniskiem zarządzają wolontariusze, skupieni wokół Gruppo Alpini Monte Medale. Może się zdarzyć, że szczególnie zima Rifugio pozostanie zamknięte z powodu braku ochotników. Jak się o tym dowiedzieć – po pierwsze podana strona na facebooku, a po drugie – flaga przed budynkiem. Jeśli flaga jest podniesiona na maszcie (przy dobrej widoczności można ją wypatrzyć nawet z mostu w Lecco), oznacza to, że schronisko jest otwarte, ale jeśli flaga nie zostanie podniesiona – schronisko pozostaje zamknięte. I wszystko się zgadza – w niedzielne popołudnie to miejsce spotkań rodzin i przyjaciół. Na stole polenta, mięsko i wino, a nawet prosecco. Idealne miejsce by zjeść cieszyć się widokiem, towarzystwem i jedzeniem. W piątek jesteśmy dokładnie w tym samym miejscu i oprócz nas nie ma nikogo. Nie ma też podniesionej flagi, śmiechów i prostego, ale pysznego jedzenia.

I jeszcze dwie ciekawostki – Rifugio Piazza znajduje się na zboczach Monte S. Martino, obok pięknego XIV-wiecznego kościoła. Natomiast najbardziej fascynującym dniem, aby podziwiać opadającą do Lecco ścianę Corne Medale, jest dzień przed Wigilią. Nawet przypadkowy turysta, który być może nigdy nie wejdzie na szczyt góry, będzie oczarowany widokiem! Na zboczu góry, po zapadnięciu zmroku wyraźnie widać dwie linie świateł. Jedna prowadzi szlakiem, a druga – drogą wspinaczkową Cassin. Dawno, dawno temu do utworzenia tej świecącej linii używano pochodni, teraz zastąpiły je lampy LED, które nadają okolicy Lecco wyjątkowego uroku. 

Lecco – jeszcze tu wrócę! 

Mam już dwa powody, by wrócić do Lecco i nad jezioro Como. Jeden to wrześniowy festiwal przy niedokończonym kościele San Michele pod Monte Barro. Drugi – to te grudniowe światełka na skalnym zboczu. I uwierzcie mi, to wciąż nie wszystko co nowego można zobaczyć nad jeziorem Como, będąc tam kolejny już raz. Dwie kolejne wycieczki w góry wypatrzyłam właśnie z kapliczki San Martino. I o tym będzie za tydzień.